zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku środa, 12 maja 2021

recenzja: Manowar "The Lord Of Steel"

6.10.2012  autor: don Corpseone
okładka płyty
Nazwa zespołu: Manowar
Tytuł płyty: "The Lord Of Steel"
Utwory: The Lord Of Steel; Manowarriors; Born In A Grave; Righteous Glory; Touch The Sky; Black List; Expendable; El Gringo; Annihilation; Hail Kill And Die
Wykonawcy: Eric Adams - wokal; Karl Logan - gitara, instrumenty klawiszowe; Joey DeMaio - gitara basowa, instrumenty klawiszowe; Donnie Hamzik - instrumenty perkusyjne
Wydawcy: Magic Circle Music
Rok wydania: 2012
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 6

Minęło pięć lat odkąd napompowani sterydami oraz testosteronem Amerykanie z Manowar uraczyli fanów prawdziwego heavy metalu ostatnim studyjnym, premierowym albumem. Od tego czasu ukazała się bardzo udana EP-ka "Thunder In The Sky", zawierająca kilka premierowych utworów, ponowne nagrane "Crown And The Ring" tudzież przejmującą balladę "Father", zarejestrowaną w szesnastu wersjach języków (w tym po polsku!). EP-ka okazała się skuteczną pigułką na ból głowy pozostawiony przez quasi-symfoniczną płytę "Gods Of War", na której większość krytyków nie zostawiła suchej nitki. W 2010 muzycy zaserwowali swoim wielbicielom odgrzany kotlet, a właściwie odsmażony "stejk" (wziąwszy pod uwagę posturę heavymetalowych koksów z Manowar), jakim był ponownie nagrany debiut "Battle Hymns" z Donniem Hamzikiem, który powrócił do zespołu po nagłej śmierci potężnego bębniarza - Scotta Columbusa.

EP-ka "Thunder In The Sky" pozwalała żywić nadzieję, iż samozwańczy królowie metalu dadzą sobie spokój z symfonią i wagnerowskim patosem, a skupią się na tym, w czym są najlepsi, czyli na gromieniu i batożeniu pozerów rasowym heavy metalem. Wszyscy oczekiwali powrotu ciężkich gitar, łopatologicznej perkusji, chłoszczącego basu Joeya DeMaio oraz rozwrzeszczanego po gillanowsku z najlepszych lat świetności Erica Adamsa. I ku uciesze fanów - muzycy powrócili do tego, w czym czują się najlepiej.

Należy sobie jednak postawić pytanie o jakość tego powrotu, o poziom kompozycji, brzmienia. Ku mojej radości jest to w istocie solidny materiał. Dziesięć utworów na "The Lord Of Steel" trzyma równy poziom. Są kawałki dynamiczne i przebojowe ("The Lord Of Steel", "Manowarriors"), są rasowe hity o wpadających w ucho refrenach ("Touch The Sky", "El Gringo", "Expendable", "Annihilation"), a i znalazło się w zestawie miejsce dla bardzo udanej ballady, jaką jest podniosła i pełna patosu "Righteous Glory". Królowie metalu przypomnieli sobie o tym, że kilkukrotnie bili rekord Guinessa w byciu najgłośniejszym zespołem świata, o czym świadczą ciężkie jak diabli "Black List" oraz "Haill Kill And Die". Ale niestety niemiłosiernie nudzi "Born In A Grave", w którym Adams zbyt dużo szepcze, a za mało wrzeszczy, gitary nie grają nic ciekawego, a refren kompletnie nie trafia ze swoją przebojowością. To zdecydowanie najsłabszy utwór z płyty i myślę, że spokojnie mogłoby znaleźć się na EP-ce zamiast na długograju. Zbyt długi jest również "Black List", gdzie rozwleczony wstęp i popisy DeMaio mogłyby zostać nieco ukrócone z korzyścią dla kompozycji.

Kwestią sporną może być brzmienie albumu. Spośród instrumentalistów zdecydowanie na czoło wysuwa się lider Manowar Joey DeMaio, którego przesterowany bas dawno nie był tak wyeksponowany. Przyznam szczerze, że długo musiałem przyzwyczajać się do tego, jak brzmi gitara basowa na "The Lord Of Steel". Mówiąc żartobliwie można stwierdzić, iż Joey jest największym z metalowych entomologów, tj. ekspertów od owadów. Na "Kings Of Metal" umieścił swoją interpretację "Lotu trzmiela", a na najnowszym albumie jego bas brzmi jak bzyczenie pszczoły. Szczególnie słychać to w momentach, w których gitary milkną, a DeMaio akompaniuje Ericowi ("Touch The Sky") lub stara się pełnić rolę gitary rytmicznej w czasie, gdy Karl Logan szaleje z solówkami. Do tego brzmienia można się przyzwyczaić, jednak łezka w oku się kręci na wspomnienie pięknie chłoszczącego dźwięku z dawnych albumów ("Hail To England" czy "Sign Of The Hammer").

Co do tekstów, to nie należy się spodziewać po Manowar zbyt wiele. Jest to, co zwykle: walka (konia z rzędem temu, kto policzy, ile razy pada w tekstach ulubione słowo DeMaio - "fight"), śmierć za metal, odważni i potężni wojownicy. Wszystko jak zwykle podlane patosem, przesadą i samochwalstwem. Tematyka mitologiczna została wyeksploatowana na "Gods Of War", tak więc na "The Lord Of Steel" zbyt wiele o Odynie, Thorze czy Vallhali nie usłyszymy. Co ciekawe, Manowar pokusił się o inspiracje filmowe. "Expendable" to utwór zainspirowany drugą częścią "Niezniszczalnych" ze wszystkimi herosami kina akcji, oglądanymi zapewne przez wielu z was w czasach młodości. "El Gringo" został stworzony na potrzeby filmu "Dorwać Gringo" z najmocniej obecnie podpadniętym w Holywood, lecz starającym się odzyskać reputację Melem Gibsonem. Ciekawym zabiegiem - albo przejawem braku pomysłów - stało się poupychanie tytułów własnych utworów i płyt przez DeMaio w tekście do ostatniego utworu, "Hail, Kill And Die". Zwróćcie uwagę na fragmenty tekstu:

"On hymns of battle we rode to glory
Hail England did we
By the sign of the hammer
We fought the world
Kings of metal to be
Louder than hell
Warriors of the world
Now gods of war
Stand our ground knights immortal

(...)

Dark avengers armed with hatred
Black arrows and wings
By the hammer of thor
A holy war
For the crown and the ring
We ride the dragon and wield the power
To fight til we die
Sons of odin stand so tall
We all touch the sky
Hail kill and die"

Manowar nagrał taką płytę, jakiej od niego oczekiwano po mocno kontrowersyjnej "Gods Of War", gdzie więcej było symfonii, patetycznych narracji niż rasowego heavy metalu. Tylko nieliczne głosy stawały w obronie tamtego albumu, więc należało dokonać wyboru: czy bezkompromisowo kontynuować drążenie w wytyczonym kierunku, wystawiając przy tym wiernych fanów na próbę, czy ugłaskać ich typowo manowarowym krążkiem, odzyskując również lekko nadszarpnięte zaufanie. Panowie wybrali tę drugą opcję i myślę, że nie będą tego żałowali. Choć płyty "The Lord Of Steel" nie można zaliczyć do grona najlepszych (czasy świetności Amerykanie mają już dawno za sobą), to z pewnością album tak bardzo nie podzieli fanów i nie wywoła takiej lawiny krytyki.

Komentarze
Dodaj komentarz »
re: Za dużo TVNu
azucarnegra (wyślij pw), 2012-10-09 17:23:20 | odpowiedz | zgłoś
osobiście kładę lachę na Manowar; ani mnie to ziębi, ani grzeje. Zwróciłem tylko uwagę na retorykę wypowiedzi i po twojej potwierdzam co wyżej napisałem.
re: Za dużo TVNu
papierz (gość, IP: 213.189.41.*), 2012-10-10 17:41:48 | odpowiedz | zgłoś
To co się czepiasz retoryki, przekaz jest jasny,skoro nawet ty to zrozumiałeś, to jest dobrze...
A jeśli nie masz kłaść lachy na nic lepszego, no to ci współczuję...
re: Manowar "The Lord Of Steel"
donCorpseone (wyślij pw), 2012-10-11 09:27:32 | odpowiedz | zgłoś
Co do pomylenia filmów, to biję się w pierś i jak najbardziej - przyznaję do błędu.
re: Manowar "The Lord Of Steel"
vonsmroden
vonsmroden (wyślij pw), 2012-10-11 12:13:33 | odpowiedz | zgłoś
Ponoć, mają też nagrać kawałek do nowego filmu z Van Dammem...
re: Manowar "The Lord Of Steel"
dżordż (gość, IP: 87.206.242.*), 2012-12-21 14:39:32 | odpowiedz | zgłoś
...zgadzałem się z tobą do momentu o Megadeth...akurat obie kapele robią swoje, a zdarza się każdemu słabsza płyta...
opinia
.... (gość, IP: 95.49.104.*), 2012-10-08 11:44:57 | odpowiedz | zgłoś
Album jest w porządku. Oczywiście nie jest to granie sprzed 20 lat, ale i tak sądzę, że płyta daje radę. Co do brzmienia, to faktycznie może być irytujące. Szczególnie jeśli chodzi o bas. 9 września wychodzi jednak nowa wersja tego albumu, dostępna w wersji digi. Brzmienie zostało zmienione i pojawi się 11 kawałków. Czekamy na efekty...
Lord
Knugell (gość, IP: 89.77.76.*), 2012-10-08 10:05:46 | odpowiedz | zgłoś
the lord of Steel Panther
Lord Of Steel
Dargviader (gość, IP: 91.230.76.*), 2012-10-07 12:14:22 | odpowiedz | zgłoś
Jak dla mnie album słaby. Próba nagrania na siłę czegoś w starym stylu, brak pomysłów, nuda, powtarzanie samych siebie. Po przesłuchaniu płyty nic w głowie nie zostaje. Brak "tego czegoś" co mimo prostoty muzyki Manowar potrafiło w przeszłości zainteresować i wywoływać emocje. Brzmienie słabe głównie przez wyeksponowany bas, który swoim dźwiękiem po prostu drażni. Gitara brzmieniowo nijaka i za bardzo schowana w tło. Po Gods Of War i Lord Of Steel obawiam się, że czasy świetności Manowara bezpowrotnie już przeminęły :(
Lordowie Rdzy
F16 (gość, IP: 89.76.31.*), 2012-10-06 22:14:13 | odpowiedz | zgłoś
Dawno tak słabego albumu nie nagrali...
...
Megakruk
Megakruk (wyślij pw), 2012-10-06 17:29:34 | odpowiedz | zgłoś
to oni coś wydali?