zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku wtorek, 27 lipca 2021

recenzja: Megadeth "The System Has Failed"

6.11.2004  autor: Serpenth
okładka płyty
Nazwa zespołu: Megadeth
Tytuł płyty: "The System Has Failed"
Utwory: Blackmail The Universe; Die Dead Enough; Kick the Chair; The Scorpion; Tears in a Vial; I Know Jack; Back in the Day; Something I'm Not; Truth Be Told; Of Mice and Men; Shadow of Death; My Kingdom
Wykonawcy: Dave Mustaine - wokal, gitara prowadząca, gitara rytmiczna; Chris Poland - gitara prowadząca; Jimmy Lee Sloas - gitara basowa, chóry; Vinnie Colaiuta - instrumenty perkusyjne
Wydawcy: Sanctuary Records, Mystic Production
Rok wydania: 2004
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 10

Zastanawia mnie, ile osób wierzyło, że Megadeth stanie na nogi. Jeszcze wielką zagadką jest czy ktoś spodziewał się takiego albumu. Wziąwszy pod uwagę to, co działo się przez ostatnie dwa lata - przeskoki Mustaine'a z odwyków do psychiatryków, odejście wszystkich muzyków z zespołu, procesowanie się Davida Ellefsona o... wymazanie go z historii zespołu (???), raczej nie sposób wyczekiwać czegoś specjalnego. Przystawka w postaci "Kick the Chair" zdawała się już jednak powoli coś sugerować, ale jakby nie patrzeć, choć zarówno "Risk" jak i "The World Needs a Hero" miały swoje przeboje, problem polegał na tym, że reszta nie dorównywała im poziomem. W przypadku "The System Has Failed" sytuacja jest zgoła odmienna - tutaj niełatwo odszukać kawałek, który wybijałby się zdecydowanie ponad pozostałe. Może inaczej - ciężko znaleźć jakąkolwiek kompozycję niższych lotów! Jeśli Dave Mustaine miał jeszcze nie tak dawno kontuzjowaną rękę, nie trzeba mieć tytułu doktorskiego, by z całym przekonaniem stwierdzić, że "Rudy" znów jest w pełni sił. Ba! Jestem gotów stawiać oskarżenia, że spożył eliksir młodości, bo gra jak napalony nastolatek. A gdy dodamy do tego jeszcze cały ten wulkan patentów, jaki znajduje się na tej płycie...

Hipnotyzuje już sam wstęp do "Blackmail the Universe" - fragment wiadomości telewizyjnych, zza kurtyny którego drapieżnie wchodzą bas i perkusja doprawione ciężkim riffem. Megadeth jeszcze nigdy tak nie grał! Wiele zespołów rodem z Bay Area wracało ostatnio do formy, ale - mówię to z pełnym przekonaniem - żaden do takiej wysokiej jak firma Dave'a Mustaine'a. Warte jest uwagi, że Megadeth nie zjada też własnego ogona, całość pachnie świeżością - nawet "Kick the Chair", który miał w jakiś sposób miał nawiązywać do przeszłości, w niczym nie przypomina tego, co zespół stworzył wcześniej - poza tym że jest to thrash z krwi i kości. Aż łezka wzruszenia się kręci w oku, gdy wysłuchuje się tej półtoraminutowej jazdy pod koniec utworu. Nie pierwszy i nie ostatni to dowód geniuszu Dave'a.

Na albumie jest też kilka numerów na osłodę - nieco spokojniejsze "Die Dead Enough", "The Scorpion" czy "Something I'm Not". Ciężko by tu jednak używać terminu "ballada" - prędzej są to kotki z ostrymi pazurami, bo nastrojowo panuje w nich raczej niepokój niż spokój, wszędzie znajdzie się jakiś riff przepełniony niedosytem i wściekłością. Można by podejrzewać Dave'a o próby sprostania wymaganiom rynku muzycznego, ale złożoność takich kawałków jak "Tears in a Vial", "Back in the Day" oraz "Truth Be Told" szybko rozwiewają podejrzenia. Bogactwo struktury dotyczy szczególnie ostatniego z wymienionych kawałków - spokojny wstęp przedzielany chóralnym okrzykiem (niczym wezwanie do walki), by przez kolejne solówki przejść do rwania strun. W druga stronę idzie z kolei w "Back in the Day", który ma punkt kulminacyjny w środku utworu, przejść następnie w rytm marszowy. Na zakończenie mamy "Of Mice and Men" - muzycznie thrash-hard rock, zaś tematycznie coś w rodzaju spowiedzi Mustaine'a. Mocne podsumowanie, po którym następuje już tylko (praktycznie instrumentalny) "Shadow of Death" i - miejmy nadzieję, że zapowiadający powrót z tarczą na scenę metalową (o ile już to nie nastąpiło) - "My Kingdom", oparty na wolnym i ciężkim riffie.

Parę lat temu, w czasie kryzysu thrashu, Testament wydał "The Gathering" - przy czym był to bardziej thrash/death niż czysty thrash. Ostatnio znów o thrashu jakoś cicho, więc jest Megadeth, który wydaje album będący mieszaniną thrash metalu i hard rocka. Hybrydą - warto dodać - wybitnie udaną, głównie za sprawą tego, kto obsługuje wiosło. Cóż, Hetfield i Urlich chcieli mieć kiedyś grzecznego chłopca w zespole, a Mustaine takim nie był. Tym sposobem Metallica ma Hammetta, a my mamy Megadeth i "The System Has Failed", który trudno określić mianem "album roku" - to po prostu najwybitniejszy thrashmetalowy krążek ostatnich lat!

Komentarze
Dodaj komentarz »
gites
boleń (gość, IP: 77.237.16.*), 2011-11-19 00:16:56 | odpowiedz | zgłoś
swietna recka, autor idealnie oddal istote rzeczy(i moje odczucia na temat tego albumu)