zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku środa, 17 października 2018

recenzja: Melechesh "The Epigenesis"

1.08.2011  autor: Łukasz Sputowski
okładka płyty
Nazwa zespołu: Melechesh
Tytuł płyty: "The Epigenesis"
Utwory: Ghouls Of Nineveh; Grand Gathas Of Baal Sin; Sacred Geometry; The Magickan And The Drones; Mystics Of The Pillar; When Halos Of Candles Collide; Defeating The Giants; Illumination: The Face of Shamash; Negative Theology; A Greater Chain Of Being; The Epigenesis
Wydawcy: Nuclear Blast Records
Rok wydania: 2010
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 9

Hipnoza... To jedyne słowo, które przychodzi mi do głowy po przesłuchaniu "The Epigenesis" Melechesh. Ashmedi i spółka serwują nam ponad godzinną wiązankę hipnotyczno - orientalnego metalu podlanego delikatnie blackowo - thrashowym sosem. Cztery lata kazali nam czekać eks izraelici (obecnie obywatele Holandii) na swój nowy materiał, ale nie jest to czas stracony.

Album jest bardzo konkretny, bez niepotrzebnych dłużyzn czy przypadkowych dźwięków. Wszystko jest bardzo dobrze wyważone i przemyślane. Każdy dźwięk buduje klimat i wprowadza nas w świat sumeryjskiej mitologii. Już otwierający płytę "Ghouls Of Nineveh" nie zostawia nam nawet cienia wątpliwości, z jaką muzyką mamy do czynienia. Mozolny, orientalny riff utrzymany w stylu znanym z poprzedniej płyty "Emissaries", której w zasadzie naturalnym rozwinięciem zdaje się być "The Epigenesis". Bardzo wiele wspólnego mają ze sobą te dwie płyty. Widać, że panowie z Melechesh są świadomi faktu, że udało im się wypracować oryginalny i niepowtarzalny styl. Ciekawe także jest to, że starając się zachować klimat i niezwykły charakter muzyki zespół zdecydował się na nagrywanie płyty w Turcji. Dokładnie rzecz biorąc w "In Babajim Studio" w Istanbule.

Na "The Epigenesis" dostajemy jedenaście smakowitych kąsków, które tworzą bardzo spójną całość. Jednym z ciekawszych i wyróżniających się na tle reszty albumu utworów jest trzeci w kolejności kawałek, zatytułowany "Sacred Geometry", w którym masa melodyjnych riffów splata się w pogiętą arabską melodykę. Co ciekawe, pojawiają się w tym utworze także dość nowatorsko brzmiące, jak na Melechesh, czyste wokale.

W tę muzykę można wsiąknąć na długie godziny. Ja już teraz przeprowadzam się do piramidy, a plakaty z gołymi panienkami zrywam, by zrobić miejsce dla starożytnych relikwii i figurek sfinksa.

Komentarze
Dodaj komentarz »
re: Melechesh "The Epigenesis"
Hatework (gość, IP: 185.160.48.*), 2018-08-08 14:02:45 | odpowiedz | zgłoś
Świetny album, moim skromnym zdaniem niedoceniany (podobnie jak sam zespół). Aczkolwiek dla mnie szczytowym osiągnięciem jest "Emissaries" (ostatnio kupiłem sobie koszulkę z tym motywem;).
Idealna muza na upalne dni - chcąc nie chcąc kojarzy się z pustynią i Orientem:). Czekam z utęsknieniem na nowy długograj, ale skoro doczekałem się Immortal i Necrophobic...
Zainteresowanym "orientalnym" czy też "sumeryjskim" metalem polecam Odious i AlNamrood.
re: Melechesh "The Epigenesis"
Hatework (gość, IP: 89.79.32.*), 2018-08-09 18:56:31 | odpowiedz | zgłoś
Dorzuciłbym jeszcze deathmetalowe Maat i Crescent:)
re: Melechesh "The Epigenesis"
minus
minus (wyślij pw), 2016-04-03 21:05:51 | odpowiedz | zgłoś
Wspaniały zespół. Nie wiem dlaczego, ale przez lata go ignorowałem, wiedziałem że istnieje, gdzieś słyszałem jakieś fragmenty, nigdy nie chciało mi się tego zgłębić bardziej. Wczoraj zupełnie przypadkiem trafiłem na koncert Melechesh i bingo. Jestem totalnie wyprany. Dzisiaj przyswoiłem sobie "Enki" i "The Epigenesis" i jestem oczarowany tą muzyką
re: Melechesh "The Epigenesis"
Supełek. (gość, IP: 31.178.194.*), 2016-01-30 23:55:32 | odpowiedz | zgłoś
Cudo.
Słabiutko
azucarnegra (wyślij pw), 2011-08-08 19:04:00 | odpowiedz | zgłoś
Ja niestety jestem zawiedziony zjadaniem swojego ogona przez Melechesh. Pierwsze trzy kawałki jakoś wchodzą, ale później wieje nudą...bo ile można słuchać w kółko tego samego? Przerost formy nad treścią, niestety! Ale okładka do płyty kapitalna, to przyznam bez szemrania. Moja ocena: 4/10
10
bruno upiorny (gość, IP: 89.72.192.*), 2011-08-01 16:37:28 | odpowiedz | zgłoś
Ten album to prawdziwa rewelka, dla mnie mocna 10, jedna z najlepszych blackowych płyt ostatnich lat, słowo ''hipnoza'' idealnie oddaje klimat.