zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku czwartek, 14 listopada 2019

recenzja: Moonlight "Floe"

29.06.2000  autor: Margaret
okładka płyty
Nazwa zespołu: Moonlight
Tytuł płyty: "Floe"
Utwory: Tabu; Lekarstwo na Sen; List z Raju; Taniec ze śmiercią; Meren Re (Akt Ostatni); Meren Re (Dobranoc); ...; Obsesja; Shadizar; Kiedy Myśli mi Oddasz; Kochanka; Nic w zyciu nie zdarza się przypadkowo; List z raju (video)
Wydawcy: Metal Mind Productions
Rok wydania: 2000
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 9

Muzyka, dźwiękowe imię duszy... Jak to możliwe, że jedna nuta skrada najintymniejszą cząstkę serca? Jak to możliwe, że jedna melodia uzewnętrznia skryte emocje, pragnienia, marzenia i tęsknoty? Jak to możliwe, że każde słowo w niej zawarte przypomina pewien wycinek życia, że jest poetyckim odpowiednikiem pamiątnika? Każdy ma prawo do nadinterpretacji... ale czy utożsamianie się z muzyką nie jest przypadkiem (bez)pośrednim zamysłem jej twórców...? Błąd! Nic w życiu nie zdarza się przypadkowo...

Do tego typu płyt z całą pewnością zaliczyć można czwarty krążek Moonlight - "Floe". Jedyną drogą do tej muzyki są emocje, pewnie dlatego tak często odnosi się wrażenie, że pewne słowa i myśli zawarte w tych dźwiękach przypominają własne świadome lub podświadome uczucia. Moonlight zawsze był w tym dobry, każda z poprzednich płyt urzekała pasją, zaangażowaniem, pięknem... I tak też jest na "Floe". Choć jest też inaczej - przede wszystkim w brzmieniu. Z jednej strony wiadomo, że tak grać może tylko jeden zespół (Maję trudno pomylić z inną wokalistką), jednocześnie jednak odczuwa się zmiany, coś nie daje spokoju ... Grupa w przeszłości bardzo często utożsamiana z gotyckim metalem, teraz chyba już na dobre roztrzaskała te sztywne ramy (choć duch dawnego stylu wciąż daje o sobie znać). Właściwie poza pewnymi wyjątkami Światło Księżyca na "Floe" nie ma raczej zbyt wiele wspólnego z czadem i ciężarem. Muzyka jest bardziej wyciszona, subtelna, czasem trochę leniwa, "zaspana". Przede wszystkim jednak jest piękna (czasem może bardziej niż powinna... TEN "List z Raju"). Tak, piękno zdecydowanie zdominowało ten album - cudowne gitarowe melodie, mnóstwo niespełnionych uczuć i marzeń, delikatne, niekiedy "płaczące" klawisze, wspaniałe teksty... I oczywiście głos Mai Konarskiej - jak zwykle pełen pasji, osobistego zaangażowania, niesamowitej ekspresji (intryguje zakończenie tego albumu, w "Nic w życiu nie zdarza się przypadkowo" mamy możliwość obcowania z samym wokalem, bez żadnego dźwiękowego podkładu). Jak to się dzieje, że jej głos z płyty na płytę usidla coraz bardziej? Maja czuje się znakomicie zarówno w tych czułych, subtelnych partiach, jak i w bardziej "konkretnych", wręcz agresywnych. Zreszą same dźwięki czasem zaskakują ostością i "brudem" ("Taniec ze śmiercią", "Kochanka", fragmenty "Tabu") - w tych momentach pachnie właśnie metalem, czasem nawet punkiem. Ale niewątpliwie króluje pasja i uduchowienie. "Floe" to urzekająca wędrówka przez znajome emocje - ból i depresję ("Meren Re (Akt Ostatni)"), tęsknotę i niespełniony sen ("Kiedy Myśli mi Oddajesz", "Meren Re (Dobranoc)"), szaleństwo i "rozwydrzenie" ("Taniec ze śmiercią", "Kochanka"). I przede wszystkim przez PIĘKNO... Czy TEN "List z Raju" aby nie jest ZBYT cudowny...? Dla jednej takiej chwili, dla jednej takiej melodii można oddać życie...

Nie potrafię podejść do tego dzieła obiektywnie. Drzemie we mnie zbyt wiele osobistych odczuć. Zbyt wiele intymnych emocji ukrywa się w tych dźwiękach, by zmierzyć je za pomocą skali. Nie będzie żadnych porównań i etykietek. Piękno duszy jest przecież po to, by zachwycało samo z siebie...

Komentarze
Dodaj komentarz »