zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku wtorek, 19 stycznia 2021

recenzja: Moonspell "Darkness and Hope"

22.09.2001  autor: Jacob
okładka płyty
Nazwa zespołu: Moonspell
Tytuł płyty: "Darkness and Hope"
Utwory: Darkness And Hope; Firewalking; Nocturna; Heartshaped Abyss; Devilred; Ghostsong; Rapaces; Made Of Storm; How We Became Fire; Than The Serpents In My Arms; Os Senhores Da Guerra
Wykonawcy: Fernando Ribeiro - wokal; Ricardo Amorim - gitara; Pedro Paixao - syntezatory; Sergio Crestana - gitara basowa; Mike Gaspar - instrumenty perkusyjne
Wydawcy: Metal Mind Productions
Rok wydania: 2001
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 9

Na wstępie chciałbym zaznaczyć, iż Moonspell od zawsze był dla mnie szczególnym zespołem. Trzy pierwsze albumy długogrające są dla mnie czymś naprawdę niezwykłym, jeśli chodzi o tzw. metal atmosferyczny. To fenomen, iż Portugalczycy potrafili nagrać trzy krążki tak perfekcyjne i różnorodne, że aż trudno w to uwierzyć. W myśl powiedzenia, że arcydzieło nagrywa się tylko raz w życiu, Moonspell udowodnił trzy razy, iż ta zasada nie zawsze się sprawdza. Czwartym razem niestety się to nie udało. Wydany dwa lata temu "The Butterfly Effect" zawierał bardzo zimną, surową, wręcz bezduszną muzykę, która nie wszystkim przypadła do gustu. Dość powiedzieć, iż najlepszy w moim przekonaniu utwór "Can"t bee" pochodził jeszcze z sesji wspaniałego "Sin/Pecado". Po "The Butterfly Effect" bałem się, że źle się to wszystko skończy dla zespołu i jego fanów.

I tak dochodzimy do piątej odsłony w twórczości grupy. Muszę przyznać, iż po pierwszych kilku przesłuchaniach miałem mieszane uczucia co do zawartości krążka. Jednak późnej okazało się, że moje obawy były bezpodstawne. Generalnie rzecz ujmując, "Darkness and Hope" jest - do czego zdążyliśmy już przywyknąć - odmienny od poprzedników. Oczywiście odnajdziemy w tej muzyce elementy wszystkich wcześniejszych płyt, ale nie ulega wątpliwości, że jest to coś innego i nowego. Duży wpływ na to miało studio Finnvox i producent Hiili Hiilesmaa (współpracował m.in. z HIM, Apocalyptica, Waltari, Sentenced). Brzmienie "trąci" lekko Skandynawią. Utwory są - w przeciwieństwie do "Irreligious" - zróżnicowane i każdy może znaleźć coś dla ciebie. Czasami jest naprawdę ciężko ("Firewalking", "Devilred", "Rapaces"), a momentami Moonspell penetruje obszary muzyki rockowej ("Ghostsong", "How we Became fire"). I właśnie w tych momentach można zauważyć skłonność do grania zbyt lekkiej i przyjemnej muzy. Jeśli chodzi pozytywne wrażenia, to jest ich sporo. Jeden z moich faworytów - "Nocturna" - fenomenalny kawałek z piękną partią gitary, przypominający mi niektóre momenty z "Sin/Pecado". Zaraz za nim "Heartshaped Abyss" - dla mnie jeden z potencjalnych hitów, wręcz rockowy i troszeczkę przesłodzony, ale akurat w tym numerze zupełnie mi to nie przeszkadza. Bardzo podoba mi się także "Made of Storm", przywołując na myśl nieodżałowany "A Dead Poem" greckiego Rotting Christ. Na koniec czekają na nas dwa wspaniałe covery. Pierwszy to "Os Senhores Da Guerra" portugalskiej grupy MadreDeus. Przyznaję, iż nie słyszałem oryginału, ale ta wersja jest niesamowita. Mikstura portugalskiego folku i rocka, a wszystko polane sosem a la Moonspell. Efekt jest porażający (i ta delikatna gitara!!!). Drugi cover to chyba wszystkim znany "Mr. Crowley" wokalisty Black Sabbath. I tu należy się małe wyjaśnienie. Jest to bonus do amerykańskiej wersji longplay'a, w Europie dostępny na limitowanej edycji CD-BOX. W tym przypadku słyszałem oryginalne nagranie i nie mam najmniejszych wątpliwości, że wersja w wykonaniu Portugalczyków jest dwa razy lepsza od oryginału (w tym momencie mam przechlapane. Doskonały numer z wyśmienitymi i barwnymi klawiszami. Można odnieść wrażenie, iż jest to autorska kompozycja Moonspella, co tylko dobrze świadczy o klasie południowców.

Elementem godnym uwagi jest śpiew wokalisty - zarówno growling, jak i partie czystych wokali. Słychać zdecydowany rozwój w śpiewie Fernanda i myślę, że on sam ustabilizował swoją formę wokalną.

"Darkness and Hope" jest płytą godną polecenia. Zespołowi może przybyć nowych fanów, album jest najbardziej przystępną pozycją w dyskografii grupy, a niektóre numery mogłyby z powodzeniem zaistnieć w stacjach radiowych. Na pewno nie jest to krążek, który dorównuje pierwszym trzem longplay'om, ale z pewnością jest dużo lepszy od swojego poprzednika. Uważam, że Moonspellowi ciężko będzie nagrać jeszcze kiedyś taki album, który w PEŁNI dorówna owym płytom. Miejmy nadzieję, że się mylę.

Komentarze
Dodaj komentarz »