zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku poniedziałek, 18 listopada 2019

recenzja: Opeth "Heritage"

7.10.2011  autor: Megakruk
okładka płyty
Nazwa zespołu: Opeth
Tytuł płyty: "Heritage"
Utwory: Heritage; The Devil's Orchard; I Feel The Dark; Slither; Nepenthe; Haxprocess; Famine; The Lines In My Hand; Folklore; Marrow Of The Earth
Wykonawcy: Mikael Akerfeldt - wokal, gitara; Frederik Akesson - gitara; Per Wiberg - instrumenty klawiszowe, melotron; Martin Mendez - gitara basowa; Martin Axenrot - instrumenty perkusyjne
Wydawcy: Roadrunner Records
Rok wydania: 2011
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 9

Recenzowanie płyt zespołów, których muzyka drastycznie zmienia swoje oblicze na przestrzeni lat, staje się w moim przypadku przyczynkiem do głębszej refleksji na temat zdolności percepcyjnych słuchacza, czytaj - odbiorcy. Nie daj Boże ktoś jest fanem danego zespołu, ale po rewolucjach stylistycznych już mu za bardzo temat nie leży. Oczywiście większość zachwyconych od razu każe takiemu delikwentowi spierdalać i zamknąć japę, bo się nie zna i jest niedouczony. No ale cóż, może i takiemu nieukowi uda się w pewnym momencie wyjść z konserwy, wznieść ponad ideały i po prostu może w pewnym momencie uznać, że tak, tym razem mu się podoba, choć to już zupełnie coś innego.

Nie inaczej jest i z zespołem Opeth, który wręcz uwielbiałem do płyty "Still Life", a z którym dałem sobie spokój już przy okrzykniętej, nie wiedzieć czemu, przełomową "Blackwaterpark" - która była niczym innym, jak wierną kopią "Still Life", nawet z tym samym schematem układu utworów (o innych tytułach ma się rozumieć). Na dłuższą metę przepis na sukces ekipy Akerfeldta zaczął mnie nużyć. Jak to sam mówił - ciągłe robienie kawałków w stylu "brzydki chłopczyk" i "ładna dziewczynka". Raz brutalnie - raz akustycznie - raz growl - raz lala, trochę progresu i znów death metal. Tego nie można było ciągnąć w nieskończoność, bo formuła powoli się wyczerpywała. Sam nie za bardzo potrafiłem sobie właściwie wytłumaczyć, dlaczego tak zaczęło mnie to wkurwiać, a olśnienie przyniosły najnudniejsze w ich karierze akustyczne "Damnation" i deathmetalowe "Deliverance". Przy okazji tego podwójnego wydawnictwa zrozumiałem, że ostateczne rozdzielenie brutalki od piękna może być drogą ratunku dla tego zespołu. W dodatku death metal prezentowany przez Opeth nigdy nie był niczym szczególnym. Z milion kapel robiło to ciekawiej, natomiast niekwestionowany dryg Myśael miał od zawsze do melodii i odjazdów w inne rejony. Nie bez kozery, po długim rozbracie z Opeth, zachwyciła mnie ich poprzednia płyta "Watershed", gdzie piosenkowe "twardziele" stanowiły już zupełnie trzeci plan, jedynie dodatek do całego obrazu. W tym momencie już możemy wejść w najnowszą parę butów marki Opeth, czyli album "Heritage" - który mimo iż już całkowicie pozbawiony metalu, ma szansę spodobać się po prostu ludziom, którzy lubią muzykę, nawet tym, którym od wielu lat Szwedzi dobrze już nie robią.

Po tym przydługaśnym wstępie pora na konkrety. Ktoś "mondry" zdążył już napisać o tej płycie, że nie wolno jej konsumować bez elementarnej znajomości kwasowej twórczości "rozwojowych" bandów z lat 70-tych. To stwierdzenie na wyrost, bo moja świadomość tych rejonach oscyluje w granicach zera absolutnego, a mimo to "Heritage" słucham, żyję i wyprysków na ciele nie dostałem. Więcej, to nie niespodzianka - kto widział bonus dvd do "Lamentations", wie o czym piszę. Zresztą nawet stylistyka czcionki na okładce "Roundhouse Tapes" świadomie do tych klimatów nawiązuje. "Heritage" rozpoczyna się mało zaskakująco, bo tytułową miniaturą klawiszową Wiberga, barwą przypominającą "A Fair Judgement" lub kilka milionów innych klawiszowych wstępów i intr, które pojawiają się na płytach Opeth od czasu "Deliverance" - więc nic nowego. Dalej już wpadamy w patenty, które dla wielu okażą się wybitnie zakwaszone duchem odlotu. "Devils Orchard" jest zaiste wspaniałym kawałkiem, ale nie dlatego, że jest jakoś wybitnie odkrywczy (jak na Akerfeldta). Mało tego, jest po prostu zajebiście zachowawczy. To jak rozkręcający się tygiel pomysłów zebranych z płyt od "Blackwaterpark" po "Watershed", ze wskazaniem na ten ostatni. Jedynym novum jest wyraźniejsza atmosfera zadumy i niepokoju, która zajęła miejsce konkretnego brutalnego napierdalania, jakim ten zespół zwykł wzmacniać swe kompozycje. Rozmarzony, pełen zawijasów wokalnych w wyższych rejestrach, Hammond, rozimprowizowana perkusja "Axe" i doskonałe partie solowe. Pewnym nawiązaniem do "Damnation" okazuje się "I Feel Dark", który jednak jest zrobiony milion razy ciekawiej niż wspomniana - średnia i nudnawa jak dla mnie - płyta. A więc pojawia się powtarzany motyw gitary akustyczny i świetnie wplecione "wycia" i zagrywki pod napięciem, i zakończenie z użyciem fletu zdaje się włącznie. Jest i dynamiczny moment w postaci "Slither" (nie mylić z tym metallicowym), który zdradza inklinacje nawet NWOBH-metalowe, choć paradoksalnie opatrzony jest brzmieniem stricte rockowym. Gorzej jednak z jego riffem przewodnim, który jest niczym innym, jak ripp offem "Back In The Day" Megadeth - cóż, może w całej swej genialności nie zauważyli. Znakomicie wypadają niemal knajpianie wyciszone "Nephente" i "Famine" z okładanymi miotełkami garami w tym pierwszym i agresywnymi gitarowo - dmuchanymi wstawkami w tym drugim. Mogłyby stanowić doskonały soundtrack do którejkolwiek powieści Raymonda Chandlera lub narkotycznych momentów odjazdów przygodówek Cizi Zyke. Zdecydowanie punktem kulminacyjnym jest kończący "Heritage" (nic nie wnoszące do stawki brzdąkania "Marrow Of The Earth" pomijam celowo) "Folklore" - najdłuższy na płycie, a jednocześnie przypominający konstrukcję cebuli. Niby rozpoczyna się prosto i zwyczajnie, obrasta jednak w kolejne warstwy klimatu, zmieniającej się dynamiki, melodyki, przyjmując ostatecznie postać "mini dzieła" z minimalistyczną partią klawiszową wprowadzającą element nostalgii i smutku, która jest chyba także formą pożegnania Pera z zespołem.

Jak więc widzicie, nie potrzeba wykształcenia muzycznego, by słychać tej płyty i ją docenić. Kto twierdził, że bez rozległej świadomości muzycznej zahaczającej o cztery dekady wstecz nie można tego albumu zrozumieć i docenić, ten kłamał lub posłuchał raz i pierdolnął reckę, żeby dystrybutor był happy. Mnie najbardziej podoba się na tej płycie brak wad, jakie widać było na krążkach wydanych w czasokresie "Blackwaterpark" - "Ghost Reveries" - tj. wpychania ludziom ściemy grania progresywnego pod postacią 7-minutowych kawałków, w których ponoć działo się wiele, a nikt nie zauważył, że wciąż tego samego i to w kółko. Już na "Watershed" coś się zmieniło. W piosenkach dzieje się wiele i nie wyczuwa się absolutnie kluczenia wokół tego samego motywu aż do posrania. W tym względzie "Heritage" idzie jeszcze dalej, ale z umiarem. Mimo iż kompozycje są wielowątkowe i zupełnie niemetalowe, to jednak są całkowicie zrozumiałe i nie nużą - co już czyni je dla mnie pod względem artystycznym najbardziej przekonującym i intrygującym materiałem Akerfeldta od "My Arms Your Hearse".

Zobacz: recenzja Opeth "Heritage" autorstwa YtseMana.

Komentarze
Dodaj komentarz »
kupili mnie tym albumem!
Jontek79
Jontek79 (wyślij pw), 2012-11-20 20:25:06 | odpowiedz | zgłoś
Jestem pod ogromnym wrazeniem....cudowny album!Nie spodziewalem sie po tej kapeli takiej przemiany i odwagi ale .....dzis po czterystu przesluchaniach lykam kazdy dzwiek"Heritage" mlaskajac z zadowoleniem. Klip do"The Devil's Orchard" jest ku..wa mistrzowski!
Wolverine - Communication Lost 10/10
saxon01 (gość, IP: 178.43.32.*), 2012-02-24 20:42:20 | odpowiedz | zgłoś
to jest płyta prog metalowa 2011r.wspaniała. porywająca, klimatyczna,ani opeth,dreamy, pendragon,anathema, airbag,anie uzyskały takiego poziomu,na ostatnich krązkach,jedynie Arena,nagrała super LP,ale Wolverineto nr.1 AD.2011r. wspaniałe recenzje w innych metalowych forach,no ale tu recenzenci widac,troche"trącą mszką"nie znając tego zespołu i nie pszac recenzji
...
tommy22
tommy22 (wyślij pw), 2012-01-06 22:19:16 | odpowiedz | zgłoś
Przesluchalem dzis 'Heritage' po raz kolejny, tym razem przy zgaszonych swiatlach, i doszedlem do wniosku, ze album jest zajebiscie wrecz dobry, dopiero po kilku przesluchaniach to, co wydawalo sie z poczatku nijakie, zaczyna jawic sie jako piekne melodie, ktorych jest tu zreszta bez liku.
hmm...
pik (gość, IP: 95.49.179.*), 2012-01-06 12:43:12 | odpowiedz | zgłoś
''Myśle,ze nowy Pendragon i Anathema może im zagrozić w walce o miano płyty prog 2011r.''

co do opeth i pendragon- pełna zgoda. po prostu świetne płyty. co do anathemy- mimo calej sympatii do tejże grupy, 'falling deeper' nie jest nawet w pierwszej dziesiątce moich ulubionych zeszłorocznych albumów. czekam na pełny krążek- a jeszcze bardziej na nowy antimatter!
re: hmm...
universal_soul (gość, IP: 31.87.137.*), 2013-04-04 07:34:29 | odpowiedz | zgłoś
Jak dla mnie Antimatter wymiotl znowu ale ich plytawyszla z opoznieniem duzym. Antimatter to dla nnie absolutny nr 1 we wszelkich progresjach
re ,super płyta
mariuniu (gość, IP: 87.204.126.*), 2011-10-16 10:34:56 | odpowiedz | zgłoś
Nie wiem czy Eternity to najlepsza płyta Anathemy?Moim magnum magnum jest Alternative4 i może Judgment .Z drugiej strony zespoły metalowe łagodzą swoją muzykę.Te które uwielbiam nagrywają łagodne krązki. Czekam na Moonspell zobaczymy co pokażą chłopaki . Polecam Antimattera , naprawdę fantastyczne klimaty!
dziwny recenzent
tuki (gość, IP: 89.76.179.*), 2011-10-15 17:49:11 | odpowiedz | zgłoś
dziwi mnie ze Megakruka meczy powtarzalność Opeth za czasów takich klasyków jak Blackwater w górę, a jakoś chwali powtarzalność i granie tych samych riffów w wydaniu Vader
re: dziwny recenzent
retributioner86 (wyślij pw), 2011-10-15 22:04:39 | odpowiedz | zgłoś
Zauważyłem to samo:P
re: dziwny recenzent
Megakruk
Megakruk (wyślij pw), 2011-10-15 22:59:37 | odpowiedz | zgłoś
i ja.
Przyjemna płytka.
bandrew78
bandrew78 (wyślij pw), 2011-10-14 21:08:22 | odpowiedz | zgłoś
Przy pierwszym przesłuchaniu wynudziłem się okropnie, ale pewnie po prostu nie było dobrym pomysłem puszczanie "Heritage" do towarzyskiego spotkania z kumplami przy piwie. Po kilku odsłuchach zaczyna się odkrywać jej urok, a takie "Famine" czy "Folklore" to naprawdę piękne numery. Chyba bez sensu jest porównywanie tej płyty do poprzednich dokonań Opeth (może poza "Damnation", za którym akurat też nie przepadam), bo rzeczywiście nie ma z nimi zbyt wiele wspólnego. Lubię Opeth także ze środkowej części kariery, ze zjechanym przez recenzenta "Blackwater Park" na czele, ale zjadali już trochę własny ogon i taka zdecydowana zmiana oblicza wcale mi nie przeszkadza. Tym bardziej, że jak dla mnie żaden wykonawca nie jest niewolnikiem swojego stylu i może nagrywać na co tylko ma ochotę - jak nowe oblicze nie pasuje, to przecież nikt nie każe tego słuchać. Zgadzam się z recenzentem, że już na poprzednim "Watershed" było słychać ciągotki do tego, co mamy na nowym materiale, tylko brzmiało to tak jakby panowie trochę obawiali się bardziej drastycznych zmian i przystanęli nawet nie w połowie, ale gdzieś tam na początku drogi. Teraz pojechali na całego, "Heritage" jest kompletnie zanurzone w oparach starego rocka (także brzmieniowo i mi akurat to brzmienie, pomimo początkowych oporów, bardzo pasuje), nie ma tu ani krzty metalu, ale słucha się tego w długie, jesienne wieczory bardzo, bardzo przyjemnie.
« Nowsze
1

Oceń płytę:

Aktualna ocena (306 głosów):

 
 
62%
+ -
Jak oceniasz płytę?

Materiały dotyczące zespołu

- Opeth

Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje

Megadeth "TH1RT3EN"
- autor: Mateusz Liber
- autor: Megakruk

Kat & Roman Kostrzewski "Biało-czarna"
- autor: Do diabła

Vader "Welcome To The Morbid Reich"
- autor: Megakruk

Machine Head "Unto The Locust"
- autor: Megakruk
- autor: Szamrynquie

Samael "Lux Mundi"
- autor: Megakruk

Napisz recenzję

Piszesz ciekawe recenzje płyt? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Czy jesteś altruistą?