zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku niedziela, 5 lipca 2020

recenzja: Opeth "Heritage"

7.10.2011  autor: Tomasz "YtseMan" Wącławski
okładka płyty
Nazwa zespołu: Opeth
Tytuł płyty: "Heritage"
Utwory: Heritage; The Devil's Orchard; I Feel The Dark; Slither; Nepenthe; Haxprocess; Famine; The Lines In My Hand; Folklore; Marrow Of The Earth
Wykonawcy: Mikael Akerfeldt - wokal, gitara; Frederik Akesson - gitara; Per Wiberg - instrumenty klawiszowe, melotron; Martin Mendez - gitara basowa; Martin Axenrot - instrumenty perkusyjne
Wydawcy: Roadrunner Records
Rok wydania: 2011
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 7

Dziesiąta płyta Opeth od razu przykuła moją uwagę okładką, bo zarówno od strony czysto estetycznej, jak i ilości nagromadzonych symboli jest to jedna z ciekawszych grafik, jakie zdarzyło mi się widzieć. Baśniowa stylistyka, mocne kolory - czuć inspirację klasykami progresywnego rocka - i praktycznie żaden element nie jest tu przypadkowy. Dziewięć gwiazd na niebie reprezentuje poprzednie albumy zespołu, a słońce - to właśnie "Heritage". W centrum grafiki znajduje się drzewo, którego korzenie sięgają głęboko w piekielne czeluści, co zwraca uwagę na deathmetalowy czynnik występujący w muzyce zespołu. Wśród zielonych liści drzewa widzimy głowy czterech członków kapeli. Ponieważ Per Wiberg wkrótce po nagraniu płyty rozstał się z zespołem, jego głowa z drzewa spada i wkrótce dołączy do znajdującej się pod nim kupki czaszek byłych członków grupy. W tle widać płonące miasto, symbolizujące upadek cywilizacji, a tłum ludzi grzecznie czeka w kolejce, aby z drzewa zerwać owoce (muzycznej mądrości?)...

I tak samo, jak okładka "Heritage" różni się diametralnie od poprzednich okładek formacji - oszczędnych, mrocznych, utrzymanych w ciemnych kolorach - tak i muzycznie na nowej płycie Opeth wykonuje wręcz szokującą muzyczną woltę. Od początku swojej kariery zespół budował swoją muzykę na przeciwstawianiu ostrych deathmetalowych partii z mocnym growlingiem Akerfeldta oraz mrocznych, ale niezwykle subtelnych zwolnień, w trakcie których także wokalista pokazywał swoją drugą, łagodną i melancholijną twarz. Drugi ważny wyznacznik to bardzo rozbudowane formy, które czasami tylko przetykano krótszymi, spokojnymi nagraniami.

Zabierając się do słuchania nowego albumu trzeba o tym wszystkim zapomnieć, zespół stawia bowiem grubą kreskę, kompletnie odcinając się od swojego dotychczasowego stylu. Zamiast tego czerpie całymi garściami z klimatu progresywnego rocka lat 60. i 70. Można tu bowiem znaleźć kingcrimsonowską schizofreniczność, akcenty jazzrockowe, psychodeliczne odjazdy w stylu wczesnego Pink Floyd, pomieszane i gęste partie instrumentalne, jak i akcenty folkowe. Nie ma tu growlingu - pozostał tylko "czysty" śpiew Mikaela. Nie ma tu także zbyt wielu regularnych riffów. Gitarzyści kompletnie zrezygnowali z dominującej roli - w obszernych fragmentach brzmienie ich instrumentów w ogóle znika ("Heritage", "Devil's Orchard", "Nepenthe", "Morrow Of The Earth"), a w innych - mamy subtelny akustyk albo jakiś nienarzucający się motyw w tle. Podobnie jest z perkusją, która jest dość wycofana, gra jakby w tle, jest jej sporo, ale raczej w wydaniu lekkim i zagęszczonym, niż potężnym i napędzającym całość muzyki. Bardzo dużo mamy natomiast basu oraz klawiszy (w tym dużo Mooga i Hammonda), co powoduje, że muzyka jest bardzo zbalansowana - każdy z członków zespołu spełnia podobną rolę w kreowaniu dźwięków.

Bardzo mi to odpowiada. Podobnie nie mam żadnych pretensji z powodu sięgnięcia do źródeł muzyki progresywnej, bo pod tym względem lata 60. i 70. są mi bardzo bliskie. Bardzo ciekawy jest też klimat płyty - niepokojący, mroczny, przesycony goryczą i melancholią. Jest tu także sporo zachwycających pomysłów, ale niestety "Heritage" jako całość broni się z ledwością.

Jak na mój gust album jest przesadnie zdominowany przez wolne, przestrzenne, rozciągnięte partie, niejednokrotnie zespół pozwala spokojnie wybrzmieć dźwiękom i na moment zawiesza granie ("Haxprocess", "Heritage"). Poszczególne fragmenty brzmią niby dobrze, ale gdy słucham krążka w całości, to pachnie nudą. Przy "Heritage", "Marrow of the Earth", obszernych fragmentach "I Feel The Dark" oraz "Haxprocess" czy w pierwszej połowie "Nepenthe" zaczynam ziewać i odruchowo rozglądam się za poduszką, żeby się zdrzemnąć. Poza tym brakuje nieco spójności. Są momenty, gdy Opeth bierze jakiś pomysł, gra go przez minutę, po czym następuje cięcie i przejście do kolejnego motywu. Eklektyczne podejście do muzyki jak najbardziej mi odpowiada, ale poszczególne motywy muszą w jakiś logiczny sposób z siebie wynikać - w przeciwnym razie mamy tylko zlepek pomysłów.

A na przykład takie "Slither" jest zdecydowanie prostsze w formie - najpierw jest dynamicznie, a w końcowej partii mamy stonowaną gitarę akustyczną - ale od początku do końca wiadomo o co w nim chodzi, przez to staje się jednym z najjaśniejszych punktów płyty. Obok niego ustawiłbym "Famine" z kapitalnym wręcz duetem fletu i ostrej, przybrudzonej gitary, którego nie powstydziliby się Anderson i Barre z Jethro Tull. Bardzo dobre, choć trochę niespójne, jest także "Folklore" z najciekawszą linią wokalną i świetnym ożywieniem w drugiej części utworu. A najlepsze na płycie jest "Devil's Orchard" - tu jest wszystko w odpowiednich proporcjach: zapętlony motyw gitarowy, ciekawa rytmika, chwilami jest ostrzej, chwilami - spokojnie i psychodelicznie.

Bardzo trudno mi ocenić tę płytę. Na pewno jest intrygująca i zaskakująca, na pewno jest tu dużo fajnych pomysłów i instrumentalna biegłość. W żaden sposób nie przeszkadza mi także stylistyczna zmiana zaproponowana przez zespół, ba, nawet ją doceniam. Zresztą - taka płyta chyba musiała kiedyś nadejść, bo będący mózgiem grupy Akerfeldt od lat mówił o swojej fascynacji muzyką lat 60. i 70., więc dźwięki, które słyszymy na "Heritage" musiały już w nim "siedzieć" od dawna. Ale kompozycyjnie album nie jest powalający. Jest dobry, momentami nawet znakomity, ale w sumie tylko na "siódemkę".

Zobacz: recenzja Opeth "Heritage" autorstwa Megakruka.

Komentarze
Dodaj komentarz »
re: Opeth "Heritage"
Wolrad
Wolrad (wyślij pw), 2014-04-04 22:14:52 | odpowiedz | zgłoś
Tak niska ocena jest krzywdząca dla tego albumu, szczególnie, że recenzent odkrywa wiele dobrych stron wydawnictwa. Zespół dodał nowe dla siebie pierwiastki psychodeliczne rodem z lat 70-tych, zachowując jednocześnie charakterystyczny i rozpoznawalny styl.
Rzeczywiście płyta nie trzyma przez cały czas w napięciu, ma też słabsze momenty, ale to nadal mocne 9/10.
re: Opeth "Heritage"
RadomirW (gość, IP: 89.75.151.*), 2014-04-05 07:55:44 | odpowiedz | zgłoś
Dla mnie to najlepszy Opeth od czasu zestawu |Deliverance/Damnation a może nawet od Blackwater Park. Fajna pokombinowana płyta (choć nie jest wcale taka trudna, hitów nie brakuje), na której jedynie część środkowa jest trochę słabsza. Zobaczymy co dalej nagrają, choć trochę się obawiam, że ulegną presji fanów i wrócą do starego grania.
re: Opeth "Heritage"
pik (gość, IP: 79.163.15.*), 2013-04-04 13:10:11 | odpowiedz | zgłoś
Ja na równi stawiam Heritage i Leaving Eden- obie płyty jak dla mnie są świetne, a ostatni krązek Antimattera hmm odrobinę słabszy imo
re: Opeth "Heritage"
universal_soul (gość, IP: 84.13.29.*), 2013-04-04 08:17:17 | odpowiedz | zgłoś
Na razie odsłuchałem raz i mogę powiedziec, że po częsci się zgadzam. Z tymże jeśli oceniać płytę w odniesieniu do innych dokonać wysoko oceniach na tych łamach, definitywnie należy się więcej. Wokal Michaela chyba najlepszy z tego co słyszałem (nie jestem zagorzałym fanem Opeth ale słyszałem trochę ich muzy) i daje radę, jednak gość imieniem Mick Moss pozostaje niedoścignionym ideałem wokalisty progowego. Po raz pierwszy definitywnie "łykam" Opeth, definitywnie mam ochotę na drugie słuchanie bo widze, że coś w tym jest i będzie się odkrywało do końca jakiś czas. Hammondy, flety etc - bardzo mi się to podoba i nadaje tego powiewu psychodeli lat 60-70. Facet bardzo oszczędnie operuje dźwiękiem, dzięki czemu nie widzę tutaj przerostów jakie są plagą wielu albumów progowych. No i nie ma growli - ostatnio przestaję trafić growl, mimo, że kilka zespołów jakie kocham "ryczy"
eh...
Kreuzung (gość, IP: 89.191.147.*), 2012-02-05 03:26:47 | odpowiedz | zgłoś
eh, nie dla mnie to nie to... Mimo ze zawsze sklaniałem sie do tych spokojniejszych utworów z ich repertuaru i dosc pierwsze plyty sa i pewnie zawsze beda dla mnie zbyt niepokojące (żeby nie powiedziec cięzkie) to niestety Heritage jest juz za bardzo odchylona w strone akustyki / progresji / psychodeli / krautrocka. To co mnie cieszyło w ich muzyce to własnie to piekne połaczenie mocy z deslikatnoscia wrecz :) utwory takie jak Deliverance czy Grand Conjuration. Pełne energii a zarazem melodyjne. Heritage to dla fana zespolu "must have" ale pewnei dla niekotrych z nas w tym wypadku raczej z szacunku niz z faktu uwielbienia muzyki...
Jest ok
Propagandaa
Propagandaa (wyślij pw), 2011-10-16 11:19:04 | odpowiedz | zgłoś
Kocham Opeth ponad wszystko, więc ciężko mi obiektywnie spojrzeć na tą płytę, ciężko mi powiedzieć, że coś z nią nie tak. Trochę żałuję, że przeszli na totalny progresyw. Growl Mikaela, tak jak i jego delikatny śpiew to była mieszanka przepiękna! No, ale do Heritage też nic nie mam, przyjemnie mi się jej słucha.

Oceń płytę:

Aktualna ocena (306 głosów):

 
 
62%
+ -
Jak oceniasz płytę?

Materiały dotyczące zespołu

- Opeth

Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje

Megadeth "TH1RT3EN"
- autor: Mateusz Liber
- autor: Megakruk

Kat & Roman Kostrzewski "Biało-czarna"
- autor: Do diabła

Vader "Welcome To The Morbid Reich"
- autor: Megakruk

Machine Head "Unto The Locust"
- autor: Megakruk
- autor: Szamrynquie

Samael "Lux Mundi"
- autor: Megakruk

Napisz recenzję

Piszesz ciekawe recenzje płyt? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Jakim typem słuchacza jesteś?