zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku czwartek, 20 czerwca 2019

recenzja: Pain Of Salvation "Road Salt One"

9.04.2011  autor: Szamrynquie
okładka płyty
Nazwa zespołu: Pain Of Salvation
Tytuł płyty: "Road Salt One"
Utwory: What She Means to Me; No Way; She Likes to Hide; Sisters; Of Dust; Tell Me You Don't Know; Sleeping Under the Stars; Darkness of Mine; Linoleum; Curiosity; Where it Hurts; Road Salt; Innocence
Wykonawcy: Daniel Gildenlow; Fredrik Hermansson; Johan Hallgren; Leo Margarit
Wydawcy: Inside Out Music
Rok wydania: 2010
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 10

Daniel Gildenlow to człowiek renesansu: śpiewa, gra na wielu instrumentach, komponuje, pisze teksty, zajmuje się produkcją muzyczną i chyba wszystkim, co wiąże się z działalnością jego zespołu. Do tego: pisze felietony, uczy śpiewu i gry na gitarze, ...jest mężem i ojcem! Odpowiada też za stronę internetową Pain of Salvation i tu wreszcie widać, że to tylko człowiek, bo z aktualizacją różnie bywa. Daniel w zespole trzech kumpli, ale nie przeszkadzało mu to samodzielnie nagrać większości materiału na "Road Salt One".

Zanim włożymy płytę do odtwarzacza, możemy przeczytać we wkładce m.in., że ten album (w wolnym tłumaczeniu) "...nie będzie błagał o zachwyt i nie będzie przepraszał, nie przeprowadzi cię bezpiecznie przez wzburzone morze...". Takie ostrzeżenie i wyzwanie równocześnie. Ale co tam, raz się żyje. W końcu zbawienie musi boleć, nieprawdaż?

Już pierwszy utwór - intro "What She Means to Me" (niestety dostępny tylko na rozszerzonej wersji) zaboli ortodoksów prog metalu, którzy chcieli widzieć ten zespół obok innych przedstawicieli gatunku. Potem ortodoksi będą konać w drgawkach, bo metalu nie ma na tej płycie wcale. Jest za to rock alternatywno - progresywny z wpływami bluesa i jazzu, a także muzyka rodem z wodewilu, musicalu czy rock opery. Dynamika jest tu ogromna. Są wściekłe partie np. w "No Way", fragmenty szybkie i pełne gęstych dźwięków np. w "Curiosity". Podniosłe czy wręcz hymniczne, jak te w "Sisters". Luzackie z cygarem w gębie i przyprawione bluesem "Tell Me You Don't Know". Kabareciarskie w każdym calu, że aż tragikomiczne "Sleeping Under the Stars". Niepokojące jak schizofrenik w bazie z wyrzutniami rakietowymi "Darkness of Mine". Pchające w stronę bardziej konwencjonalnego rocka "Linoleum" (do czasu oczywiście). Brzmiące jak człowiek pogodzony z własnym losem "Road Salt". Płynące jak łódka na jeziorze podczas burzy "Innocence".

Brzmienie instrumentów na tej płycie jest czasem mniej, a czasem bardziej przybrudzone, organiczne i ciepłe. Człowiek ma nieco irracjonalną radochę, że grają na polskich gitarach. Klawisze brzmią jednym słowem - totalnie! Perkusja, jakby w Soundgarden grał Lenny White. Jest też kilka nietypowych dla rockowego zespołu instrumentów, np. mandolina.

Na płycie "Road Salt One" jest wirtuozeria (szczególnie w kreowaniu atmosfery), ale nie ma wymiatania. Świetnie wykorzystano wokale Hallgrena i Margarita. Daniel Gildenlow śpiewa tak, jak robił to już wcześniej, czyli bardzo ekspresyjnie. No, wczuwa się facet, bez wątpienia. Analizy tekstów się nie podejmuję. Napiszę jedynie, że taki "Tell Me You Don't Know" daje do myślenia.

Płyta ma jedną wadę, a mianowicie, większość utworów na niej zawartych średnio sprawdzi się na rockowych koncertach obok hiciorów z wcześniejszych albumów. Chyba, że panowie zaaranżują je na nowo tak, aby poruszały dolne kończyny tak mocno, jak teraz poruszają szarą galaretę pod czaszką.

Na kilka słów o opakowaniu. Już mnie kusiło, żeby dać tej płycie 9 punktów, ale nic z tego. Z taką książeczką musi być dycha! Znajdziemy tu artystyczne zdjęcia. Na jednym z nich wściekłą kobietę ze strzelbą na ten przykład. Robi wrażenie. To tylko jedna z warstw tortu, bo oprócz tekstów piosenek są też kapitalne opisy, kto na czym zagrał w danym kawałku albo takie kwiatki, jak ten: "Fredrik... grzecznie, lecz surowo odmówił zaśpiewania" (cytat z opisu utworu "Darkness of Mine"). Nieśmiały typ tak ma. Wszystkich, którzy mają chęć poszukać, może też ochotę nieco się wysilić i znaleźć chwilę czasu w spokojnym miejscu, aby uważnie przesłuchać ten album, zachęcam by sięgnęli po tę płytę.

Komentarze
Dodaj komentarz »
re: Pain Of Salvation "Road Salt One"
Chrisu (gość, IP: 83.11.89.*), 2013-03-21 10:23:29 | odpowiedz | zgłoś
Nie wiem, czy ta płyta jest dobra, czy nie. Wiem, że taka muzyka do mnie nie przemawia. PofS zmienili całkowicie oblicze ( choć nie do końca, pamiętacie BE?)i to nowe, zupełnie mi nie pasuje. Jeśli więc mam ocenić płytę PofS, to muszę odnieść się do ich wcześniejszej twórczości i tu dla mnie, to jest źle. A jak mam ocenić muzykę jako taką, to nie oceniam, bo takiej muzyki nie słucham, bo nie przemawia do mnie. Po prostu PofS z tym obliczem, wypadają z kręgu z moich zainteresowań muzycznych.
Szkoda, że DG nie nagrał tej muzyki jako albumu solowego. Wtedy, wszystko było by jasne. PofS to jedna droga, a solo, to inne oblicze. Choć de facto wiadomo, że DG=PofS, ale było by chyba "uczciwiej" wobec fanów poprzedniego oblicza. Dlatego oceniając płytę jako wytwór PofS daję 3. Jeśli jesteś fanem ich poprzednich płyt, to omijaj tą płytę z daleka. To zupełnie inna bajka.
re: Pain Of Salvation "Road Salt One"
pik (gość, IP: 79.163.43.*), 2013-03-21 14:03:17 | odpowiedz | zgłoś
a mnie sie podoba i stare i nowe oblicze tegoż zespołu- świetna płyta
re: Pain Of Salvation "Road Salt One"
Sigurd wawa (gość, IP: 37.31.34.*), 2013-03-21 08:34:03 | odpowiedz | zgłoś
Szkoda, że powoli stają się blues bandem.
Upraszczają kompozycje, chyba zmieniają target, w perspektywie pewnie małolaty :)
następny koncert
loleq999 (gość, IP: 83.24.48.*), 2011-04-21 09:00:18 | odpowiedz | zgłoś
Ponoć ma być kilka koncertów wiosną, ale pewnie nie u nas, a większa europejska trasa będzie dopiero na jesieni, więc może wtedy. Wychodzi na to, że Daniel częściej bywa w Polsce sam (w siedzibie Mayones) niż z zespołem. Na ostatniej trasie byli m.in. na Słowacji i Cyprze, gdzie zapewne mają znacznie mniej fanów niż u nas. Tak więc nijak nie mogę zrozumieć czemu u nas grają tak rzadko. Dobrze, że się chociaż ten MH trafił. Riffy 'No Way' na żywca brzmią mocarnie. No i TPE na parkerze to też niecodzienny widok...
zaskoczenie
Nicoletta
Nicoletta (wyślij pw), 2011-04-10 01:49:25 | odpowiedz | zgłoś
ja czekałam na coś ...coś... road salt nie pasuje mi za nic do POS. odniosłam wrażenie,że zmierzają w jakimś dziwnym kierunku ... zdecydowanie moje ulubione płyty to Be i Remedy Lane i miałam nadzieję, że wydadzą coś przynajmniej podobnego do Be. no ale to się raczej już nie powtórzy. a tam tęsknię za Danielem, który zachwycającym głosem śpiewał mi do ucha Second Love ...
a'propos
bruno upiorny (gość, IP: 89.72.192.*), 2011-04-09 18:57:47 | odpowiedz | zgłoś
Kiedy kupiłem tę płytę i włożyłem do odtwarzacza przeżyłem szok, chciałem nawet oddać płytę, ale zawziąłem się aby w całości jej wysłuchać i, o dziwo coraz bardziej zaczęła mi się podobać, płyta na pewno kontrowersyjna ale brawa dla zespołu za przełamanie zużytego do obrzydzenia tzw. progresywnego metalu, dobrze że powstają takie płyty, zmuszają do zmiany myślenia i prowokują do refleksji. Wersja digipack faktycznie ciasteczko, palce lizać.
Utwory z płyty, a koncerty.
wob001 (gość, IP: 85.222.86.*), 2011-04-09 11:28:45 | odpowiedz | zgłoś
Na koncercie w ramach Metal Hammer 2010 kawałki (w liczbie 2 o ile pamiętam) z płyty sprawdziły się rewelacyjnie. Lekko przearanżowane, ale przede wszystkim zagrane rockowym instrumentarium.
re: Utwory z płyty, a koncerty.
pik (gość, IP: 95.49.172.*), 2011-04-10 14:24:05 | odpowiedz | zgłoś
super jakby przyjechali do nas na pełny koncert.. ich gig na MH choć krótki był rewelacyjny, ciągle to pamiętam;) i niech graja co chcą.. i want more!!!!!