zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku sobota, 16 listopada 2019

recenzja: Pendragon "Passion"

22.12.2011  autor: Meloman
okładka płyty
Nazwa zespołu: Pendragon
Tytuł płyty: "Passion"
Utwory: Passion; Empathy; Feeding Frenzy; This Green and Pleasant Land; It's Just a Matter of Not Getting Caught; Skara Brae; Your Black Heart
Wykonawcy: Nick Barrett - gitara, wokal; Peter Gee - gitara basowa; Clive Nolan - instrumenty klawiszowe; Scott Higham - instrumenty perkusyjne
Wydawcy: Snapper Music
Rok wydania: 2011
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 10

Twórczość formacji Pendragon można podzielić na trzy etapy. Najpierw faza określania i krzepnięcia stylu, czyli od momentu powstania w 1978 roku do płyty "Kowtow", wydanej dziesięć lat później. Potem rozdział malowania pejzaży dźwiękowych na gitarze przy udziale klawiszy - zapoczątkowany w latach dziewięćdziesiątych krążkiem "The World" (1991), trwający aż do "Not Of This Word" (2001). Grupa zdobyła uznanie i czołowe miejsce na progresywnej scenie. Okres ten charakteryzował się także niesamowicie barwnymi i oryginalnymi okładkami wydawnictw, za które odpowiadał Simon Williams. Wreszcie ostatni etap, ze zmianą wizerunku oraz brzmienia, rozpoczęty od ukazania się kompaktu "Believe" w roku 2005 i trwający do dziś.

Najnowszą płytę Pedragon, "Passion", mam w posiadaniu już od piętnastego kwietnia, czyli od koncertu w "Progresji", kiedy ją nabyłem. Upływające zdarzenia i moja muzyczna pasja nie pozwoliły mi napisać recenzji tego albumu wcześniej. Zawsze był jakiś kolejny koncert lub przedstawiałem teksty o wytworach innych wykonawców i temat był stale odkładany na później. Jednak zawsze miałem w pamięci, że muszę napisać kilka słów o ostatnim owocu pracy kapeli Nicka Barretta. Czułem w tym przypadku pewnego rodzaju obowiązek. I właśnie gdy zabrałem się do odrobienia zaległości, zaczął się już grudzień. Niedługo w muzycznych mediach rozpocznie się (bądź już się rozpoczęło) wybieranie najlepszych płyt. Dobrze jednak się złożyło, że opisuję "Passion" dopiero teraz, bo to jest właśnie mój album roku 2011.

Począwszy od krążka "Believe", muzyka Pendragon powoli, ale konsekwentnie zmienia się, a konkretnie nabiera mocniejszego wymiaru. Bardzo wyraźnie słychać to na "Pure" (2008). Natomiast "Pasja" jest kolejnym przejawem owej odmiany i mamy tutaj miejscami nawet elementy progmetalowego stylu. Album zawiera siedem utworów. Pierwsze dwa miały stanowić całość, ale ostatecznie Barrett zadecydował, że zostaną rozdzielone, gdyż obawiał się, iż długi, piętnastominutowy kawałek może być w przyszłości uciążliwy do grania na koncertach. Tak więc na dobry początek tytułowy "Passion", krótko, bo cztery i pół minuty, a w nim klawiszowe pasaże i gitarowe riffy oraz dynamiczny wokal. W "Empathy" pachnie magią i to nieźle. Najpierw nakręcający tempo niesamowity gitarowy rytm. Potem śpiew, zwolnienie i zupełna odmiana, czyli wejście w klimat balladowy, gdzie wkraczają czary na gitarze. Około siódmej minuty mamy do czynienia z absolutnie piękną solówką Nicka. Jak sam się przyznaje w wywiadach, jest to najlepsza melodia, jaką udało mu się do tej pory napisać. Dalej bardzo krótki fragment niby w stylu rap, ale ja bym nazwał go raczej melodyjną deklamacją. Później przerywnik na pianinie i zamaszysty symfoniczny epilog.

Nagranie "Feeding Franzy" zabiera nas w ostrzejsze rejony. Lecz melodyjność i płynność przekazu są zachowane. Najlepsza i najciekawsza, trzynastominutowa propozycja ma tytuł "The Green And Pleasent Land". Co tu się dzieje, można tylko spróbować opisać, lecz nie oddamy w słowach genialności kompozycji. Przepiękne harmonie gitary i klawiszy, wokalizy w tle. Wyciszanie i ponowne wprowadzanie do gry głównego tematu. Cudowne frazy oraz solówki Nicka, wręcz powalający swym nastrojem refren ("...take only what you need and be on your way..."). Melodia, melodia i jeszcze raz melodia. Chociaż zakończenie jest raczej trochę dziwne. Głosy i odgłosy. W ramach zasady odmienności dalej mamy krótki kawałek o bardzo długiej nazwie "It's Just A Matter Of Not Getting Caught" - najsłabsze ogniwo na płycie, muzycznie bez rewelacji, ze standardowymi riffami i solówkami w umiarkowanym tempie.

Natomiast mocno od samego początku brzmi "Skara Brae". W numerze przeważają klawisze, ale wyłania się też ładna solówka lidera. W chórkach słyszymy pozostałych muzyków. Na zakończenie albumu, który trwa pięćdziesiąt pięć minut - ballada "Your Black Heart". Zupełnie inne nagranie, pozbawione mocnej barwy. Pianino, wokal i mnóstwo przestrzeni. Gdzieś przewija się efekt otwieranych (może zamykanych?), skrzypiących drzwi. I piękna, czysta solówka w starym stylu, jak to bywało na baśniowo-bajkowych wydawnictwach zespołu. W tym miejscu, jak sądzę, Barrett chce powiedzieć słuchaczom: ja pamiętam - jak jeszcze niedawno snułem opowieści na gitarze i wcale nie mam zamiaru z tego rezygnować. Partia instrumentalna staje się tu podobna do finałowego solo w "Am I Really Losing You?", zamykającym "The Window Of Life" (1993) z camelowo - floydowym posmakiem.

"Passion" jest wyśmienitym krążkiem Pendragon, jednym z najlepszych w ich dyskografii. Jeśli chodzi o ocenę, zdecyduję się na maksymalną, czyli dziesięć punktów, albowiem jesteśmy świadkami powstania wybitnego i nowatorskiego dzieła neoprogresywnego rocka.

Komentarze
Dodaj komentarz »
re: Pendragon "Passion"
universal_soul (gość, IP: 2.96.221.*), 2013-10-03 02:23:00 | odpowiedz | zgłoś
Ogólnie nie łykam gatunku "prog" ale to zassałem bez problemu. Chłopy wiedzą co robią - nie mają idiotycznej tendencji do nadekspresji o zdobnictwa, co jak dla mnie jest plagą prog-rocka/metalu
dobra płyta tyle o Passion
saxon01 (gość, IP: 83.10.93.*), 2012-07-25 20:31:23 | odpowiedz | zgłoś
a jak któś poszukuje czegos wspaniałego w szeroko pojetym prog metalu to polecam Wolverine- Communication lost które bije na głowę ostatnie dokonania anathemy,pendragon, riverside,dream theatre,i reszty całej,ponadto duzo lepsze od passion jest Airbag-All Rights Removed jesli komus brakuje Floydów to ten zespół w 60% wypełnia ta pustke bo wiadomo że Flydów sie nie da zastapic;(wspaniała płyta)
re: dobra płyta tyle o Passion
Anomander Rake (gość, IP: 157.25.137.*), 2012-11-13 14:14:45 | odpowiedz | zgłoś
Aj, ale Ty reklamujesz przy każdej okazji ostatniego Wolverina! Ale faktycznie jest co zachwalać, bo płyta jest rewelacyjna! Ale "Passion" też, trudno mi by było się zdecydować, co lepsze. I do tego wszystkiego jeszcze Steven Wilson - "Grace For Drowning". Każda z tych trzech płyt mnie totalnie opętała i porwała!
re: dobra płyta tyle o Passion
universal_soul (gość, IP: 2.96.221.*), 2013-10-03 02:42:46 | odpowiedz | zgłoś
Tak to już bywa że gusta są subiektywne. Dla mnie Wolverine do kostek Pendragonowi nie dorasta. Generyczne, sentymentalne poprawne granie. Nuda
niestety: dno
manseb (gość, IP: 89.78.70.*), 2012-01-24 21:53:46 | odpowiedz | zgłoś
Autor powyższej recenzji jest mi winien 50 zł, które wydałem na tą płytę skuszony recenzją. Jeżeli ktoś stawia tą płytę wyżej niż "pure", która mi sie bardzo podobała, no to kupiłem w ciemno "passion" i... z najwyższym trudem dosłuchałem do końca. Nie wiem czy słuchałem równie mdłej płyty. Panowie skuszeni sukcesem "pure" postanowili nagrać coś podobnego: niestety jest to tylko beznadziejna podróbka "pure". Takie "indigo" to arcydzieło przy kawałkach z "passion", na której nie ma po prostu grania. Jakieś mdłe solówki oparte na trzech taktach, wokalista nawet nie śpiewa, tylko coś mruczy pod nosem czasem tylko przeciągając poszczególne sylaby. Nie ma żadnego życia, świeżości, nowych pomysłów. Płyta straszliwie wymęczona i te męki twórców po prostu rażą w każdym kawałku. Zdecydowanie nie polecam.
arcydzieło
pik (gość, IP: 95.49.179.*), 2012-01-04 13:27:36 | odpowiedz | zgłoś
niesamowity krążek, poznałem go dopiero po świętach ale jak to sie mówi: lepiej późno niż wcale - dziękuje Melomanie !!!

''Brak słów jaka to piękna muzyka.''
nic dodać, nic ująć!

jak dla mnie, album roku także. dziękuje za uwagę.
z płyty na płytę coraz lepiej
porcupine1 (gość, IP: 83.28.220.*), 2011-12-28 20:24:46 | odpowiedz | zgłoś
główną zaletą tej płyty jak dla mnie jest to że płyta broni się jako całość ale też ma takie [pojedyncze fragmenty że ciary gwrantowane,niektóre zagrywki wręcz powalają i świetnie wpisują się w całość. już Pure było niezłe ale dopiero na Passion pokazali na co ich stać w swojej mocniejszej odmianie.
fantastyczny album!
mariuniu (gość, IP: 87.204.126.*), 2011-12-24 16:00:36 | odpowiedz | zgłoś
Zgadzam się z recenzentem dla mnie też absulutnie najlepszy LP roku . Brak słów jaka to piękna muzyka. Empathy to swoisty magnum opsus całej płyty . Polecam gorąco!
re: fantastyczny album!
universal_soul (gość, IP: 84.13.62.*), 2013-10-25 03:40:06 | odpowiedz | zgłoś
Rzeczywiście zajebista kawałek grania. Mi się osobiście najbardziej podoba "This Green and Pleasant Land" ale "Empathy" też jest wyjebany - ma bardzo psychodeliczny vibe