zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku poniedziałek, 1 marca 2021

recenzja: Piotr Rogucki "Loki - wizja dźwięku"

8.04.2011  autor: Kępol
okładka płyty
Nazwa zespołu: Piotr Rogucki
Tytuł płyty: "Loki - wizja dźwięku"
Utwory: Wizja dźwięku; Nie Bielsko; Argonauci; Sopot; Plaster miodu 1; Szatany; Witaminki; Wielkie K; Mała; Plaster miodu 2; Piegi w locie; Szwajcarski nóż; Plaster miodu 3; Ruda wstążka; I'm Not Afraid of Your Soul
Wydawcy: Mystic Production
Rok wydania: 2011
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 5

Piotr Rogucki to dla większości najpierw wokalista Comy, a dopiero później autor poezji śpiewanej czy aktor (choć chronologicznie kolejność winna być raczej odwrócona). Pozwólcie więc, iż zacznę od tego, że trzeba być prawdziwie bezkrytycznym fanem łódzkiej formacji, by śledząc wszystko to, co nastąpiło po premierze albumu "Hipertrofia", nie odczuć sporego niesmaku, choć kontrakt z Mistic wróżył coś zgoła innego. Paradoksalnie wyszło na to, że to właśnie dla szanowanego lejbelu Michała Wardzały Coma zarejestrowała symfoniczny koncert od siedmiu boleści, na którym, mimo obecności kilku zgrabnych symfoniczo - rockowych aranżacji, nie uświadczyliśmy Roguca choćby w zadowalającej dyspozycji wokalnej. On też jest tylko człowiekiem, a każdy (nawet jeden z najlepszych gardłowych i tekściarzy na naszym polskim łez padole) może mieć chwile słabości. Żaden zespół, który szanuje swój szyld oraz swoich fanów, nie wypuszcza jednak czegoś takiego, tym bardziej dysponując możliwościami autorów "Leszka Żukowskiego". Żart w postaci "F.T.P. (Fuck The Police)", popelinowy "F.T.M.O. (Feel The Music's Over)" czy kotlet odgrzany z tytułowych "Zaprzepaszczonych Sił Wielkiej Armii Świętych Znaków" pod tytułem "T.B.T.R. (Turn Back The River)", stanowiące całość materiału premierowego wydanej w niewiadomym celu kompilacji "Excess", jakoś nie poprawiły nastroju i o artystyczny poziom dokonań Śpiączki, zacząłem się mocno obawiać.

Choć "Loki - wizja dźwięku" stanowi zupełnie osobny rozdział w twórczości wokalisty grupy, "red alert" płonie już u mnie swym pełnym, jaskrawoczerwonym światłem. Nie licząc bowiem kilku - trzeba przyznać - imponujących i przede wszystkim udanych zabiegów kompozytorsko - aranżacyjnych (refren "Szatany", "Wielkie K", "Piegi w locie", "Szwajcarski nóż") o miłym, alternatywnym posmaku, płyta uosabia właściwie wszystko to, czego obawiałem się obserwując coraz to dziwniejsze poczynania bohatera tych paru linijek. Absolutnie nie zgadzam się z opinią, iż jest to album ryzykowny i odważny. Na "Loki - wizja dźwięku" złożyły się utwory w większości bezpieczne, które mimo eksperymentalno - oszczędnej produkcji, pachną niesamowitą wręcz sztampą. Chlubna szkoła British Rocka? Coś wam powiem... Z tych samych wzorców korzystają inni mocarze naszej rockowej reprezentacji, czyli starsi koledzy po fachu Matuszaka i Kobzy z Mysłowic. Wrzućcie na chwilkę "Mała", "Piegi W Locie", "Witaminki"... No przecież te utwory zieją na wszystkie strony ogólnie rozumianym klimatem "Miłości w czasach popkultury" czy "Heappiness Is Easy"! Lubię, a nawet uwielbiam Myslovitz, acz dziwnym trafem nie mogłem oprzeć się również złudzeniu, że "Excess" to taki współczesny odpowiednik anglojęzycznej wersji "Korova Milky Bar". Dają się też we znaki, nieprzypadkowe moim zdaniem, wpływy twórczości niejakiego Grabaża, zwłaszcza spod szyldu Strachy Na Lachy, najgłośniej upominające się o uwagę w "Nie Bielsko" czy w "Szatanach". To głównie do takich, niestety, zabiegów sprowadzona została realizacja - świetnego mym zdaniem - pomysłu wykonawcy, by na płycie solowej ukazać mniej znane, optymistycznie uśmiechnięte lico.

No i temat sugerujący w tym przypadku przemilczenie swego zdania, czyli kwestia przelewania natchnienia na papier... Cóż, trzeba przyznać, że wciąż cechuje jego liryki doskonały, nadprzyrodzony wręcz warsztat. Świetnie, że gość nie zgrywa na siłę "ą ę poety", tylko bez pierdolenia śpiewa o pokazywaniu dupy polskiemu mainstreamowi, ale ileż, na litość demonów, śpiewać można o tym, że w kraju nad Wisłą jest gorzej, w niemal każdym innym lepiej, a przytłoczony miejskim zgiełkiem posiadacz egzystencjalnych przemyśleń w pierwszej osobie liczby pojedynczej marzy o wycieczce na wieś? Owszem - jest i koncept, o którym napisano już tyle, ile o warstwie instrumentalnej, czyli wystarczająco dużo, lecz ja dodać tutaj tylko pragnę, że mimo widocznego sfabularyzowania teksty Roguca mówią tak naprawdę ciągle o tym samym. Nawet postać gwiazdki rocka o pseudonimie Loki nie wniosła do nich cienia powietrza, a prawdziwie ilustracyjny charakter zarezerwowany jest dla pięciu, góra sześciu utworów. Nie licząc udanych przerywników, zostaje drugie tyle. Wiele do życzenia pozostawia też maniera wokalna, która częściej niż na teatralności skupia się na tanim, kuglarskim efekciarstwie.

Daleko Roguckiemu do muzycznego "profesjonalizmu" i estradowego "obycia" w towarzystwie, jakie bez ceregieli rozlicza on w utworze "Sopot", w przypadku którego sam tytuł jest w stanie powiedzieć wszystko. Tytułowa "Wizja dźwięku", "Ruda wstążka" czy pochwalone wyżej kompozycje, to momenty, dla których warto będzie, za jakiś czas, "Lokiego" wspomnieć. Powiedzcie mi jednak - o fani jego stwórcy - gdzież podziała się dziś ta elektryzująca euforia obcowania z rzeczoną teatralnością utworów takich, jak "Pierwsze Wyjście z Mroku", "Sto Tysięcy Jednakowych Miast", "Listopad", "Ostrość Na Nieskończoność", "Świadkowie Schyłku Czasu Królestwa Wiecznych Chłopców" czy "Ekhart"? Gdzież są ciary, jakie rozrywały plecy podczas kontaktu z absolutem poezji śpiewanej w postaci takich numerów, jak "Wrony", "Anioły", "Ulotność", "A My"...? To, co czuję słuchając najsilniejszych pozycji z "Loki - wizja dźwięku", to marny substytut tamtych emocji.

Komentarze
Dodaj komentarz »
re: Piotr Rogucki "Loki - wizja dźwięku"
świeża fanka (gość, IP: 194.146.120.*), 2013-07-13 22:50:50 | odpowiedz | zgłoś
nie wiem czy komuś jeszcze, ale mi forma albumu ( czyli historia tytułoweho Lokiego) bardzo przypomina spektakl muzyczny innego polskiego charakterystycznego muzyka Janusza Radka pt Królowa Nocy, który z kolei opowiada podobną historię Sandora Vessanyi. Może inny motyw głównego bohatera ale forma podobna.
co do recenzji
marcos 5 (gość, IP: 89.171.196.*), 2011-08-08 16:58:04 | odpowiedz | zgłoś
Recenzent twierdzi że podróba myslovitz - ale chłopaki podrabiali przecież zespoły britpopowe, a ci, o kurka: beatlesów, a Lenon z ekipą to wiadomo - dużo brali od murzynów, a murzyn to wiadomo :
fela kuti....
Jasno widać że na swojej solowej płycie Rogucki nieudolnie podrabia afrobeat
Litości panie recenzent!
A tak na poważnie to płyta świetna
mania porównywania i bieda tych porówniań
tggg (gość, IP: 62.233.232.*), 2011-07-18 13:25:03 | odpowiedz | zgłoś
wyziera z tej recenzji,
bo przecież:

takie alternatywne, brytyjskie - to Myslovitz,
trochę funk - to takie dawne Blenders,
jeśli coś rockowego - to takie Illusion,
muzyka ekstremalna - to taki Vader albo Behemoth,
metal - pewnie tacy mali Acid Drinkers,
ogniskowa studencka skakanka - to taka Pidżama...
śpiewająca wokalistka - to pewnie taka Peszek;
no i jeszcze Ci wszyscy od techniawki - naśladowcy Kalwiego i Remiego :)
stany niskie
Sigismund (wyślij pw), 2011-05-17 18:11:38 | odpowiedz | zgłoś
Słuchałem kilka razy w radio utworu Szatany i to mi już wystarczy. Dla mnie to brzmi jak popłuczyny Comy. Różni się brzmieniowo tylko tym, że grają słabsi muzycy i jest o wiele gorsze brudne brzmienie. Z pewnością są to efekty zamierzone przez twórcę i jego management, co już świadczy o super komercyjnym charakterze tej produkcji.
Myślę, że Rogucki powinien sobie odpocząć od robienia muzyki na kilka lat. Inaczej każda kolejna produkcja będzie stanowiła popłuczyny poprzedniej. A może właśnie o to chodzi?
na tak
xxxxxxx (gość, IP: 91.193.208.*), 2011-05-15 12:33:34 | odpowiedz | zgłoś
A moim zdaniem ta płyta była właśnie ryzykowna. Rockowy Roguc pokazał swoje oblicze lirycznego faceta, który potrafi "zaśpiewać" też coś lżejszego. Wydaje mi się, że to kawał dobrej roboty, bo oprócz świetnych eksperymentów muzycznych znajdziemy tu poezje. ja nie jestem zawiedzioną fanką. i nie żałuje wydanych na krążek pieniędzy:)

pozdrawiam
ehh
Kępol (gość, IP: 79.185.43.*), 2011-05-15 10:25:41 | odpowiedz | zgłoś
Z całym szacunkiem, ale żeby komentować, trzeba najpierw umieć czytać ze zrozumieniem.

Pozdro!
Tragiczna recenzja
Cezaryyy (gość, IP: 83.31.180.*), 2011-05-02 10:03:59 | odpowiedz | zgłoś
Autor skupia się na porównaniach do Comy, wypominaniu poprzednich wydań artysty. To nie jest recenzja Wizji dzwięku! A co do płyty to bardzo mi się spodobała. Fajna historia Lockiego, ciekawe zabiegi artystyczne, wykorzystanie poezji - Piegi w locie, ciekawe kompozycje niebanalne i oryginalne. Rogucki wypioł się na wszystko, zrobił płytę jaką chciał, opowiedział nam fajną historię. Rogucki ma nam coś do przekazania i robi z tego super piosenki, jak nikt.
A może Roguc nie chciał machnąć kalki Comy, co?
-Raven- (gość, IP: 62.69.194.*), 2011-04-13 19:47:38 | odpowiedz | zgłoś
Muzyka zawarta na "Loki - Wizja Dźwięku" nie ma zbyt wiele wspólnego z muzą, którą nagrywa Roguc z Comą (z resztą w wywiadach sam Rogucki stwierdził, że nie chciał wypuścić albumu będącego pseudo-Comą). W prawdzie mieści się ona w szeroko pojętej definicji rock'a, ale ma mniejszą "moc" niż utwory Comy i jest to raczej zabawa Piotrka z muzą (w niektórych kawałkach pobrzmiewają nawet echa gospel, czy góralskie motywy) oraz z tekstem, które to wychodzą mu naprawdę świetnie! Oprócz standardowo zajebistego wokalu Roguckiego, mamy tutaj też całkiem niegłupie teksty, z których czasami pobrzmiewa cynizm i nacechowany ironią dystans do "scelebrytyzowanego" świata muzyki, a czasami prosta zaduma i melancholia nad rzeczywistością otaczającą bohatera tego koncept-albumu.
Powiem szczerze, że niesamowicie usatysfakcjonował mnie Rogucki swoją solową płytą. Tym bardziej, że nie machnął kalki uwielbianej przeze mnie Comy (nie wiem skąd to zdziwienie, że muza na solówce różni się od tego co Roguc odstawia z Comą? Przecież nie po to Piotrek nagrywał solówkę żeby powielać schematy), ale zrobił coś w 100-u procentach swojego i udowodnił, że nie tylko lubi zabawę z tekstem oraz różnymi gatunkami muzyki, ale też że jest w tym po prostu świetny. Dla mnie - świetna płyta i myślę, że jeżeli ktoś schowa w kieszeń wszelkie porównania do Comy, również nie powinien się nią rozczarować.
Parę rzeczy się nie zgadza
TLO (gość, IP: 87.206.225.*), 2011-04-10 18:41:29 | odpowiedz | zgłoś
Ogólnie raczej przyznaję rację autorowi, ale parę nieścisłości się pojawiło:
- Koncert symfoniczny nagrany na potrzeby płyty był w czerwcu 2009, czyli nie dla Mystic
- T.B.T.R (w żadnej wersji) na "Zaprzepaszczonych..." nie było. Wiem, że to stary kawałek, ale na płycie pojawił się dotąd tylko raz, na "Excess".
re: Parę rzeczy się nie zgadza
Kępol (gość, IP: 79.185.12.*), 2011-04-10 21:22:13 | odpowiedz | zgłoś
Słowem wyjaśnienia:

1: "... paradoksalnie wyszło na to, że..." nie pisałem o tym dla kogo rejestrowali, lecz o tym na co wyszło;]

2: chodziło mi o to, że "Turn Back The River" to utwór, który brzmi jak nędzna popłuczyna po zacnym, tytułowym kawałku z "Zaprzepaszczonych sił..." (wystarczy obu numerom się przysłuchać), a nie, że na "Excess" pojawia się utwór z tamtej płyty.

Pozdrawiam!
« Nowsze
1