zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku piątek, 14 grudnia 2018

recenzja: Pudelsi "Psychopop"

29.04.2004  autor: Mateusz Zimmerman
okładka płyty
Nazwa zespołu: Pudelsi
Tytuł płyty: "Psychopop"
Utwory: Emeryten Party; Psychopop; Samba-mamba; Szpaner; Noś dobre ciuchy; Szuwary; Kolacyja; Boski ogród; Lucyfugus; Jestem sam; Biada-dada; Wampir
Wydawcy: S.P. Records
Rok wydania: 1999
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 8

"To słaba płyta. Dedykowana słabym ludziom. O słabych i dla słabych" - tak rekomendował ją onegdaj Maciej Maleńczuk w wywiadzie dla jednej z gazet muzycznych. Nie idzie się pod tą przewrotną opinią nie podpisać. Ja mam do tego albumu od jakiegoś czasu właśnie słabość i to jest, nie kryję, słabość bardzo silna.

To pierwsza płyta Pudelsów, na której nie znajdziemy tekstów ś.p. Piotra Marka. Rezygnacja z tychże na rzecz liryków własnych zrobiła zespołowi w moim przekonaniu bardzo dobrze. Bo rzeczy, które tu słyszymy, są znacznie bardziej komunikatywne niż to, co pisał Marek i z czym zapoznawali nas Pudelsi dotychczas. Jednocześnie trzeba zwrócić uwagę, że choć "litera" znajdujących się na "Psychopopie" tekstów jest nowa, to "duch" pozostał ten sam.

Nie można tu mówić o concept-albumie, ale należy mówić o wizji - i to nie takiej, która została na papierze, tylko wizji zrealizowanej. Wszystko w zgodzie z tytułem ? słuchacz odbywa wędrówkę od radioprzyjaznego popu ("Emeryten party", "Samba-Mamba"), poprzez pop z coraz większym psychopierwiastkiem ("Szuwary", "Kolacyja"), aż do psycho zupełnego ("Lucyfugus", "Biada-dada"). Owa wycieczka z Pudelsami jest o tyle fascynująca, że tu po prostu nie ma złych kawałków - od początku "Emeryten party" do końca "Wampira" (w sumie niewiele ponad 50 minut) nie ma ani pół minuty nudy! Bo wizja, owszem, jest, ale nie ma jednorodności stylu: poruszamy się między rytmami elektronicznymi ("Kolacyja"), zwyczajnym rockiem "z zębem" ("Szuwary", "Emeryten party"), punkiem nawet ("Szpaner"), a kontrolowaną - i dzięki temu zabawną - wiochą ("Noś dobre ciuchy"). Żaden z kawałków nie jest jednak w całości "taki to a taki" - obecność tego psychopopowego "sosu" jest cały czas namacalna, co najpełniej wyraża się w intrygującym "Lucyfugusie". Sos był przygotowywany - jeśli wierzyć informacjom z książeczki - przy pomocy m.in. harmonijki doustnej, organków płciowych i gitar błotnych, o czym informuję, by tych, co "Psychopopu" nie słyszeli, zaintrygować i do zakupienia zachęcić. Pudelsi jawią się jako zespół "nie do pomylenia z żadnym innym bandem" ? także dzięki wokalowi Maleńczuka, który a to zwyczajnie sobie śpiewa, a to się drze, a to melorecytuje, a to zaskakuje stylem rodem z imprezy w remizie strażackiej ("Noś dobre ciuchy").

A teksty? Takie płyty powinny uświadamiać takim zespołom jak Big Cyc, że: a) by było zabawnie, nie musi być łopatologicznie, b) nie trzeba samemu artystycznie badziewieć, by badziewie wyśmiewać. Jako przykład polecam "Emeryten party" i "Noś dobre ciuchy". Właściwie za cokolwiek by się tu Pudelsi literacko zabrali, wzbudza to co najmniej uśmiech (niewymuszony). Nawet momenty z pozoru poważniejsze ("Boski ogród" ,"Jestem sam"), choć zachwycają czy to celnością obserwacji, czy to oryginalnością poszczególnych wersów, ubrane są w szatkę zdystansowaną i kpiącą. Plastycznie, tak to określę, łechce mnie "Kolacyja", zabawą rymem - "Biada-dada", a utwór tytułowy i wspomniane "Jestem sam" - autoironią. Jednocześnie Pudelsi potrafią, kiedy trzeba, rąbnąć dosadnością ("Szpaner"). Pełne uznanie.

Osiem gwiazdek daję bez wątpliwości, nad dziewiątą bym się zastanawiał - warto się przekonać, jak płyta będzie odbierana za parę lat; czy i jak obecny boom na Pudelsów przełoży się na jej popularność i opinie o niej. To jeden z tych albumów, które - choć nowych obszarów przecież muzycznie pozornie nie odkrywają - znakomicie sprawdzają się nie tylko w kategorii "poprawiaczy nastroju", ale także w konkurencji "imprezy towarzyskie wszelkiego rodzaju". Zazdroszczę tym, którzy dzieła jeszcze nie słyszeli i ów "pierwszy raz" przed nimi, ale zastanawiam się też, co zdecydowało (tzn. czy tylko problemy natury dystrybucyjno-wydawnicze) o tym, że dotąd "Psychopop" nie odniósł komercyjnego sukcesu i nie znalazł szerszego grona odbiorców. Zasługuje na nie w stopniu równym, jeśli nie większym, niż wydana po czterech latach "Wolność słowa".

Komentarze
Dodaj komentarz »
psychopop
bergabra (gość, IP: 83.15.44.*), 2008-12-26 16:47:09 | odpowiedz | zgłoś
kapitalna płyta!