zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku poniedziałek, 1 marca 2021

recenzja: Ritual Carnage "Every Nerve Alive"

4.05.2000  autor: m00n
okładka płyty
Nazwa zespołu: Ritual Carnage
Tytuł płyty: "Every Nerve Alive"
Utwory: Awaiting The Kill; 8th Great Hell; Death, Jugdement, Fate 4. Burning Red, Burn Til' Death; End Of An Ace; World Wide War; Scars Of Battle; Every Nerve Alive; The Wrath; Escape From The Light; Far East Aggressors
Wydawcy: Osmose Productions
Rok wydania: 2000
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 7

Kiedy dostałem krążek do ręki, nazwa Ritual Carnage była mi kompletnie obca. Jednak, jak dowiedziałem się z dostarczonego bio, zespół istnieje od 1996 roku i założony został przez D. Montgomery'ego. W 1998 roku nagrali pierwszy album, który uzyskał bardzo dobre noty w wielu magazynach, głównie europejskich. Warto tu dodać, że niniejsza płyta została uznana przez pismo "Terrorizer" jedną z pięciu najlepszych w 1998 roku. Zespół ma za sobą wiele koncertów z takimi formacjami jak Impaled Nazarene, Immortal, Benediction czy Marduk.

Tyle krótkiej historii, przejdźmy do płyty. "Every Nerve Alive" to drugi album w dorobku Ritual Carnage. Materiał zawiera jednaście utrzymanych w szybkim i umiarkowanie szybkim tempie kompozycji z gatunku death/thrash. Brzmienie całości jest lekko "przybrudzone". Nie mam tu na myśli kiepskiej produkcji, podoba mi się taki nie kryształowo czysty dźwięk. Właściwie chyba tego rodzaju brzmienie w połączeniu z muzyką, nasunęlo mi skojarzenia z "Beneath The Remains" Sepultury. I na pewno coś w tym jest.

Wśród jedenastu utworów, jakie serwuje nam Ritual Carnage, trudno od razu znaleźć coś szczególnego, coś, co od razu wpada w uchu. Nie należą one do wybitnych, muzycy również nie należą do wirtuzów, ale materiał jest zagrany dobrze i słucha się tego całkiem przyjemnie, mimo że nie zwala z nóg. Całośc utrzymana jest w szybkim tempie, z mało wyszukanymi solówkami. To, że trudno znaleźć utwór bardziej charakterystyczny, wynika z faktu, że niektóre riffy są bardzo podobne. Powoduje to nawet, że płyta staje się czasem monotonna. Jednak udało mi się wychwycić trzy utwory, które moim zdaniem wyróżniają się na tej płycie. Należą do nich "Awaiting The Kill", "Burning Red, Burn Til' Death" i "Escape From The Light". W "Awaiting..." mamy wolny początek (w porównaniu do reszty materiału), potem utwór osiąga właściwą płycie szybkość. "Burning..." jest szybki, z miarowym tempem na początku, ogólnie dobry, mocny kawałek. Jednak budzi we mnie wiele skojarzeń z dawnymi płytami kilku kapel, słychać tam m.in. starego Slayera i Sepulturę. "Escape..." to znowu dobry początek. Spokojna, kojąca gitara, która co jakiś czas przeplatana jest ciężkim, szybszym riffem, oprócz tego pojawia się czasem tradycyjny wokal. Bardzo dobry numer, chyba najlepszy na płycie. Jeszcze słówko na temat skojarzeń. Wsłuchując się, co jakiś czas miałem wrażenie, że już gdzieś to słyszałem, może lekko zmienione. Ale posłuchajcie utworu "Far East Aggressors", dla mnie to Metallica z okresu "Kill'em All".

Aha, Metallica. W wersji winylowej "Every Nerve Alive" zawiera cztery dodatkowe kompozycje. Wśród nich możecie znaleźć cover "Hit The Lights", ale nie jest on jakoś szczególnie zagrany. Pozostałe trzy utwory moim zdaniem powinny były pojawić się w wersji standardowej, gdyż są jednymi z lepszych.

"Every Nerve Alive" to zwykła death/thrashowa płyta, niczym nie zaskakująca, utrzymana na dobrym, ale średnim poziomie. Dużo jest takich wydawnictw i prawdopodobnie utonie ona wśród wielu jej podobnych.

Komentarze
Dodaj komentarz »