zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku poniedziałek, 17 grudnia 2018

recenzja: Satyricon "Nemesis Divina"

16.04.2000  autor: Margaret
okładka płyty
Nazwa zespołu: Satyricon
Tytuł płyty: "Nemesis Divina"
Utwory: Part I: The Dawn of a New Age; Part II: Forhekset,
Wydawcy: Moonfog Productions, Mystic Production
Rok wydania: 1996
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 10

Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że Satyricon to jeden z najdoskonalszych blackowych tworów, jakie do tej pory ujawniły się mrocznemu światu. Od lat podążają własną, opętaną drogą, absolutnie nie zważając na obowiązujące trendy. Ten niezwykły indywidualizm jak magnes przyciąga do ich muzyki. Muzyki pełnej brudu, "uporządkowanego chaosu" i nade wszystko porażającej, bezpośredniej szczerości.

Nie inaczej jest w przypadku "Nemesis Divina". To już klasyka grania mrocznego, lodowatego, zimnego i mającego swoisty urok dostępny wybranym. Satyr zabiera w podróż, z której nie ma powrotu. W podróż, w której zmieniamy się w ptaka, zataczającego koła coraz bliżej śmierci, tym właśnie odpłacając za swoją Wiedzę, za swoją Sztukę, bo wydaje się, że "Nemesis Divina" to wytwór wyobraźni... Wytwór dumny, majestatyczny i potężny. Bo taka właśnie jest ta płyta - wzniosła i świadoma swej wielkości. Może z wierzchu jakby nieco niedostępna i wyrafinowana, ale w głębi wręcz czarująca i hipnotyzująca. Satyricon mistrzowsko łączy surowość, brutalność i dzikość z monumentalizmem, lodowatym klimatem, wspaniałą precyzją i mistrzowskim dopracowaniem. Określenie symfoniczny black w tym wypadku wydaje się być zlepkiem pustych i niedorzecznych słów. Nie można bowiem nie zauważyć, że zespół tworzy własny, mistyczny klimat, który trudno jest zdefiniować i opisać. Ta muzyka oddycha iście norweskim powietrzem, pozwala wędrować po mrocznych skandynawskich lasach w blasku pełni księżyca. To dziwne, że na tyle norweskich grup, tylko nielicznym udaje się NAPRAWDĘ wykreować w dźwiękach swą ojczystą atmosferę. Cóż, pewne zdolności zarezerwowane są tylko dla prawdziwych artystów, "mistrzów po fachu". "Nemesis Divina" fantastcznie splata zimne klawiszowe klimaty z ostrymi, "pędzącymi" gitarami. Na pozór proste struktury i aranżacje ciemną nocą, ujawniają całe swe monstrualne bogactwo, raz po raz przerażając szczerością, opętaniem i majestatem. Obłęd, szaleństwo, pasja... I jeszcze jedno - "Mother North" to prawdziwy blackowy hymn...

Cokolwiek by o tym dziele nie napisać, to i tak wszystko sprowadza się do jednego mianownika - doskonałość, mistrzostwo, bezdyskusyjna klasyka. Dalsze opisywanie tej płyty uważam za stratę czasu.

Komentarze
Dodaj komentarz »
Nadal mój ulubiony tegoż zespołu:)
thorn79 (gość, IP: 83.5.217.*), 2010-07-27 19:18:37 | odpowiedz | zgłoś
...aczkolwiek mam do tego albumu wielki sentyment, pamiętam jak widziałem teledysk do ''Mother North'' w jakimś programie telewizyjnym- w środku dnia(!) gdzieś w 97r. to był pierwszy blackmetalowy utwór jaki kiedykolwiek słyszałem i oczywiście wywarł na mnie ogromne wrażenie (szczeg. video hehe) generalnie druga połowa lat 90-tych była najlepsza dla tzw. ''melodyjnego'' blackmetalu, to wtedy powstawały tak genialne płyty jak ND, ,,Anthems...'' Emperora, ''Cruelty..'' Kredek itd.

Oceń płytę:

Aktualna ocena (416 głosów):

 
 
89%
+ -
Jak oceniasz płytę?

Materiały dotyczące zespołu

Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje

Emperor "Anthems to the Welkin at Dusk"
- autor: Bart/2

Machine Head "The Blackening"
- autor: Mrozikos667

Mayhem "De Mysteriis Dom Sathanas"
- autor: Haron

Metallica "Master Of Puppets"
- autor: Tomasz Kwiatkowski
- autor: Qboot

Marduk "Panzer Division Marduk"
- autor: DaemonVII

Napisz recenzję

Piszesz ciekawe recenzje płyt? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Czy w Twoim domu wiszą na ścianach plakaty związane z muzyką?