zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku sobota, 27 lutego 2021

recenzja: Acid Drinkers "25 Cents For A Riff"

24.10.2014  autor: don Corpseone
okładka płyty
Nazwa zespołu: Acid Drinkers
Tytuł płyty: "25 Cents For A Riff"
Utwory: 25 Cents For A Riff; Me; God Hampered His Life; Don't Drink Evil Things; Chewed Alive; Not By Its Cover; Demise; Riot In Eden; The Noose; Madman's Joint; Enjoy Your Death; My Soul's Among The Lions
Wykonawcy: Titus - wokal, gitara basowa; Popcorn - gitara; Ślimak - instrumenty perkusyjne, wokal; Jankiel - gitara, wokal
Wydawcy: Mystic Production
Rok wydania: 2014
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 9

Kwasożłopy ze stolicy Wielkopolski zapowiadały swój nowy album jako krążek w mniejszym stopniu metalowy, mniej czadowy niż dwa poprzednie, lecz jako bardziej śpiewny i melodyjny, czysto rock'n'rollowy. Zwiastujący płytę singiel "Don't Drink Evil Things" w pełni odzwierciedlał te zapowiedzi - było rock'n'rollowo, a tak śpiewającego Titusa nieczęsto można usłyszeć (swoje wokalne trzy grosze, a właściwie imitację Ozzy'ego, dołożył w bridge'u Jankiel). "25 Cents For A Riff" jest (nie licząc składanki z coverami "Fishdick 2") drugim albumem nagranym z ryczącym gitarzystą rytmicznym Wojciechem "Jankielem" Moryto, który zastąpił przedwcześnie zmarłego Olassa. Jest to też album o tyle dla zespołu i fanów istotny, że przypada na dwudziestą piątą rocznicę istnienia Acid Drinkers. Z tej okazji grupa postanowiła zagrać na sentymentach najstarszych fanów nie tylko poprzez muzykę. Warto zwrócić uwagę na bardzo dobrą okładkę, narysowaną przez Jerzego Kurczaka - autora okładek "Are You A Rebel?" i "Dirty Money, Dirty Tricks".

Nowa płyta brzmi zgodnie z zapowiedziami - ma z lekka oldschoolowy charakter, panowie przyłożyli się do wokali, które są melodyjne i łatwo wpadają w ucho (zaśpiewy w "Me", podniosłe niedźwiedzie ryki Titusa w "Riot In Eden", refren "Demise"). Dawno Popcorn nie grał tak znakomitych i równych solówek - rzec można, że każdy utwór jest finezyjnie przystrojony rasowymi popisami. Ze względu na bardziej klasyczny charakter piosenek w większym stopniu można było postawić na feeling, stąd częstokroć solówki Popcorna kojarzą się z dokonaniami jego idola, Ace Frehley'a z Kiss (solo utworu tytułowego). Kiedy trzeba, Popcorn daje do pieca i nie unika też nieco bardziej dziwacznych zagrywek - ważne, że tak równej formy dawno na płycie nie prezentował. Fani czadowego Acida nie powinni być zawiedzeni, ich oczekiwania powinien spełnić pędzący na złamanie karku, lekko przypominający cover kultowego "Konsumenta" z "Infernal Connection", "God Hampered His Life", w którym nad strunami głosowymi znęca się Jankiel. Najmłodszy stażem członek Acid Drinkers do mikrofonu dorywa się jeszcze w mocno przesiąkniętym klimatem dokonań Phila Anselmo "Not By It's Cover". Wariacją na temat motorheadowego "Iron Fist" zdaje się być przedostatni na płycie "Enjoy Your Death". Klasykom rocka kłania się utwór tytułowy, który rozpoczyna się zagrywką na gitarze basowej, aby potem uwodzić słuchacza bujającym riffem i ciekawymi, chóralnymi wokalami. Ślimak rządzi ze swoimi bębnami w połamanym rytmicznie "Demise", atakuje podwójnymi stopami w "Chewed Alive". Bębniarz, który jak zawsze trzymał pieczę nad całym procesem nagrywania, zaskoczył również najbardziej odstającym od całości kawałkiem "Madman's Joint", który skomponował i do którego napisał tekst, a także go zaśpiewał. Jest to utwór na poły spokojny, a na poły wykrzyczany, a na dodatek ozdobiony bardzo ciekawą, lekko psychodeliczną solówką Popcorna. Acidzi wieńczą swoje nowe dzieło pełnokrwistą balladą. "My Soul's Among The Lions" to bardzo ładna akustyczna kompozycja Popcorna z wokalem Titusa, który śpiewa tu dość manierycznie. Nie wiem, czy pomysł z zagraniem koncertu unplugged przewinął się przez szalone głowy Acidów, ale mógłby to być ciekawy eksperyment.

Acidzi dobrze zrobili, że odeszli nieco od ostrzejszych, metalowych dźwięków na rzecz bardziej klasycznego grania. Lekkie odświeżenie formy jeszcze nikomu nie zaszkodziło, a przecież pamiętamy, że przeplatanie ostrzejszych albumów z albumami bardziej klasycznymi i melodyjnymi było często praktykowane przez poznaniaków. "25 Cents For A Riff" trzyma bardzo wysoki poziom, nie ma tu utworów niepotrzebnych, wypełniaczy, które chciałoby się pominąć. Ta płyta to zwarta całość, której należy słuchać od A do Z. O ile singlowy "Don't Drink Evil Things" w okrojonej wersji mógł budzić niedosyt, o tyle w wersji pełnej, albumowej jest jak najbardziej spójny z całością płyty Na pytanie, stawiane przez Titusa na każdej sztuce: "pasuje?" odpowiadam: "pasuje" i stwierdzam, że "25 Cents For A Riff" to najlepszy krążek Acids od czasów "The State Of Mind Report".

Komentarze
Dodaj komentarz »
re: Acid Drinkers "25 Cents For A Riff"
minus
minus (wyślij pw), 2016-02-25 21:23:57 | odpowiedz | zgłoś
Bardzo fajna płyta. Jutro to sprawdzę na żywo.
re: Acid Drinkers "25 Cents For A Riff"
Adrenochrome (gość, IP: 81.190.240.*), 2015-03-30 18:52:15 | odpowiedz | zgłoś
Niestety mi ta płyta nie podeszła. Słaba to produkcja tak jak La Part Du Diable. Kolejny krążek do którego wiem,że nie będę wracać. Nagrany jest na jedno kopyto, a jeśli są jakieś wariacje to znowu z przesadą. Nie mniej Acid Drinkers to zespół z ogromnym doświadczeniem i wielkim dorobkiem artystycznym, tak więc mają prawo nagrać taką płytę wedle własnego 'widzimisię', nie ma też co ukrywać, że chcieli sobie tu poeksperymentować.
re: Acid Drinkers "25 Cents For A Riff"
fanik (gość, IP: 83.29.59.*), 2015-03-21 01:15:18 | odpowiedz | zgłoś
Od high proof.. mamy do czynienia z loudness war! Nawet na koncertach przepuszczają przez procesor i wszystko gra na jednym poziomie. Cholernie głośno.. acid skończyli się na The state mind... smutne.
re: Acid Drinkers "25 Cents For A Riff"
Mongoloid (gość, IP: 188.122.20.*), 2015-03-21 14:06:13 | odpowiedz | zgłoś
Wiec oni tez?! Jak ja nie znosze tego loudness war! Przeciez to zabija muzyke!
re: Acid Drinkers "25 Cents For A Riff"
arrrais
arrrais (wyślij pw), 2014-11-07 13:47:50 | odpowiedz | zgłoś
Co z Waszymi ocenami ? Wydają się tendencyjne, od dłuższego czasu każdy album dostaje min. 8 - 9 dla Acidów ? Za co ?
Weźcie przykład z Pitchfork albo Consequence of Sound, tam nie boją się obsmarować jeśli album jest słaby. Tutaj panuje jakaś "poprawność" w ocenianiu wielu albumów.
re: Acid Drinkers "25 Cents For A Riff"
Private Eco (gość, IP: 37.8.245.*), 2014-11-07 15:17:10 | odpowiedz | zgłoś
A to prawda, na RM przeciętny album to zazwyczaj 7-8, dobry 9, a bardzo dobry 10. I po co 10 stopniowa skala ocen?:)
re: Acid Drinkers "25 Cents For A Riff"
Mikele
Mikele (wyślij pw), 2014-10-29 14:04:16 | odpowiedz | zgłoś
A ja jeszcze nie słuchałem. Ale nadrobię przy najbliższej okazji.
re: Acid Drinkers "25 Cents For A Riff"
Braddock2 (gość, IP: 91.123.176.*), 2014-10-29 09:08:58 | odpowiedz | zgłoś
Dokładnie tak. Acid Drinkers i Virgin Snatch to 2 kapele które siewają po angielsku i nagrywając naprawde zachodnie płyty a nie wiedząc dlaczego nie robią kariery na zachodzie a przewyższają mnóśtwo ichniejszych....
re: Acid Drinkers "25 Cents For A Riff"
Marcin Kutera (wyślij pw), 2014-10-26 19:26:08 | odpowiedz | zgłoś
No i się zesrało. Płyta przeciętna bez kitu. Daję max 7 punktów, ale ogólnie 6/10.

Mało w tym prawdziwych thrashowych riffów. Za dużo kombinowania z tym bujanym graniem przy zbyt nowoczesnym brzmieniu w estetyce groove metalu i metalcore, czy nawet nu metalu. A powrotów do starej szkoły AD to jak na lekarstwo.
Utwory: tytułowy dobry, God Hampered His Life - może być, The Noose - momentami może być, Madman's Joint - ok, Enjoy Your Death - niezły smaczek (faktycznie "Motorhead'owy"). I to by było na tyle.
Jestem rozczarowany i nieco zawiedzony
re: Acid Drinkers "25 Cents For A Riff"
RadomirW (gość, IP: 193.219.114.*), 2014-10-29 12:09:33 | odpowiedz | zgłoś
Racja w większości. Jakiś przekombinowany ten album, mało konkretnego czadu, zapadających w pamięć hitów, za to dużo jakiś łamańców, wywijasów, które za bardzo nie pasują do tego zespołu. Nie rozumiem porównań do AAA - chyba jacyś głusi porównują ze sobą te płyty. No i ciągle Titus śpiewa dużo z chrypą i przybrudzeniem wokalu, czego też nie rozumiem. Facet ma wciąż zajebisty wokal, co słyszałem ostatnio w jakimś programie telewizyjnym, gdzie zaśpiewał na żywca Deszczową piosenkę tak, że mi ciary po plecach przeszły. Tymczasem w Acidach zupełnie tego od wielu płyt nie słychać, za to mamy durną filozofię (której hołduje też sporo innych artystów), że wokal w metalu musi być brudny, szorstki, brzydki i niechlujny. Otóż nie musi. Dużo bardziej podobała mi się poprzednia płyta, która była prostsza, bardziej bezpośrednia i w wielu miejscach faktycznie nawiązywała do Infernal connection, który bardzo cenię.
« Nowsze
1