zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku poniedziałek, 20 stycznia 2020

recenzja: Paradise Lost "Icon"

28.12.1999  autor: Margaret
okładka płyty
Nazwa zespołu: Paradise Lost
Tytuł płyty: "Icon"
Utwory: Embers Fire; Remembrace; Forging Sympathy; Joy of Emptiness; Dying Freedom; Widow; Colossal Rains; Weeping Words; Poison; True Belief; Shallow Seasons; Christendom; Deus Misereatur
Wydawcy: Music For Nations, Metal Mind Productions
Rok wydania: 1993
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 10

Każdy, kto choć trochę mnie zna, doskonale wie, co się ze mną dzieje na samą myśl o Paradise Lost. Ten zespół ma w moim sercu szczególną pozycję, jest wszystkim tym, czym żadna inna grupa być nie może. Ta Wielka Miłość narodziła się już parę ładnych lat temu i w równie namiętnej postaci przetrwała do dzisiaj. Szczególnie jeśli chodzi o czwarty akt Spektaklu...

"Lost Paradise", "Gothic", "Shades of God"... to wystarczyło do usidlenia mnie. Wiecznego usidlenia. Stałam się niepoprawną wielbicielką Wygnańców z Raju. W nienasyconym pragnieniu upajałam się płytami przeszłości, ale jakiś ukryty(?) instynkt wciąż pragnął więcej i więcej... Dlatego, gdy czwarta płyta Paradise Lost stała się faktem, moje serce od razu zaczęło bić szybciej niż powinno. A gdy to samo serce usłyszało zawartość tajemniczego "Icon"... granice mojej szerokiej przecież wyobraźni wciąż były zbyt wąskie dla pojęcia geniuszu ukrytego w TEJ MUZYCE.

Oczywiście tradycją stała się nieprzewidywalność i zaskakujący rozwój z płyty na płytę. Byłam pewna tylko jednego - znów zachwycą czymś niesamowitym, magicznym. Czymś, czego jeszcze nie było. Czymś Wielkim, co zmiażdży moją nienasyconą duszę. I rzeczywiście tak się stało. Nadszedł dzień, który od razu przekreślił wszystko to, co jeszcze przed momentem miało jakiekolwiek znaczenie. Przekreślił całą przeszłość. Już tylko jedno słowo do upadłego targało moje mroczne myśli... "Icon".

"Icon" powraca do klimatu "Gothic", a jednocześnie ukazuje rozwój muzyczny Paradise Lost. Ta płyta jest bardziej gitarowa, cały warsztat stoi na bardzo wysokim poziomie. Widać tu wyraźnie, że "Paradaje" rozwijają się z każdym rokiem. Na pierwszy plan wysuwa się coraz bardziej akcentowana perfekcja. No i zaskakująca metamorfoza w głosie Nicka Holmesa. Jego śpiew nasycony jest ekspresją, uczuciem, mrokiem, a także lekką drapieżnością. Po "growlach" pozostały tylko resztki. Nie ma to jednak najmniejszego znaczenia. Cenię (KOCHAM) tę płytę za różnorodność muzyki i nastrojów, lecz także za dojrzałość i przemyślenie. To synteza dotychczasowych dokonań grupy - hipnotyzująca mieszanka ciężkiej metalowej muzyki z gotyckimi, tajemniczymi klimatami i melancholią. Panowie powrócili do urzekających, emocjonalnych melodii, szkicowanych na solidnym metalowym podłożu ("Remembrace", "True Belief", "Widow"). Słuchając ich kompozycji można szybko zapomnieć o rzeczywistości, zdołować się do szpiku kości. Zapewni to ciężar gatunkowy, mroczne echa, wzniosłość i smutek gotyku, i uczucia, ukryte pod powłoką każdego magicznego dźwięku. Nad całością unosi się dym Tajemnicy i uduchowione Piękno. Ta płyta dotknęła Mrocznego Firmamentu, Boskiego Majestatu. Trudno to określić, sprecyzować. Trudno zdobyć się choćby na odrobinę obiektywizmu, gdy słyszy się Te zniewalające solówki Grega. czuje się i przeżywa wewnątrz siebie każde Słowo usłyszane z ust Nicka... Bez wątpienia Mackintosh to jeden z najbardziej utalentowanych, najbardziej specyficznych i najczęściej... podrabianych gitarzystów nowego metalu. Kopie mają jednak to do siebie, że przegrywają z oryginałem. Cóż, Gregorem Mackintoshem trzeba być z krwi i kości... To samo śmiało powiedzieć można o wokalach Holmesa - są jedyne w swoim rodzaju, a poza tym doskonale wtapiające się w mroczny wymiar paradajsowskiego królestwa. Zresztą tak naprawdę to cały "Icon" wymyka się jakiejkolwiek kontroli, jakimkolwiek porównaniom.

O ile My Dying Bride koi uszy melancholią i smutkiem, o ile Anathema pociąga za depresyjne zakątki podświadomości, o tyle Paradise Lost wciąga Pięknem i Głębią kompozycji ("True Belief"). "Icon" to dalszy etap wędrówki po ciemnym królestwie. To też szczyt Mrocznej Góry, Tron Ciemnego Majestatu. Apogeum doskonałości, DZIEŁO, po którym trudno było oczekiwać czegoś większego. Bo takie rzeczy jak "Icon" zdarzają się tylko raz w życiu...

Komentarze
Dodaj komentarz »
re: Paradise Lost "Icon"
jarema37 (wyślij pw), 2019-02-15 14:58:25 | odpowiedz | zgłoś
Nie chce wkładać kija w mrowisko. Pisze o swoich odczuciach.
Po zachwycie nad (zakupionym na licencyjnej kasecie) SoG bez chwili wahania wydałem zaraz po premierze prawie całe stypendium na CD Icon. A zakup CD w tym, moich, czasach, był wyrazem najwyższego uwielbienia. Nie tylko, chociaz tez, ze względu na cenę CD tym czasie.
Mojego rozczarowania nie zapomnę do dzisiaj. I to nie to, ze byłem zabetonowany w metalu. To był akurat czas, kiedy wychodziłem z tego ,getta' . Słuchałem juz Dead Can Dance, Camel i Marillion. Ale tego nie zdzierżyłem.
Potem po premierze DT przypadkowo usłyszałem w radio (!) numer z tej płyty. Poznałem ich oczywiście. Tu juz nie doprowadzili mnie do rozpaczy, tylko wywołali uśmiech. Ale raczej smutny.
Próbowałem wrócić do tego po latach (wiadomo- młodzieńcze emocje, moze sie myliłem). Sa momenty, ale zeby tak sie zachwycać?
Tak obserwuje z boku. To prawie kult. Nie rozumiem, ale szanuje.
A do Shades of God i od The Plague Within (moze nawet od Tragic Idol) uwielbiam
re: Paradise Lost "Icon"
nicrem
nicrem (wyślij pw), 2016-07-25 07:48:28 | odpowiedz | zgłoś
Dla mnie płyta ktora pokazala ze metal to nie tylko darcie ryja i napitalanie,dzięki kumplowi to był mój pierwszy kontakt z tego rodzaju metalem, cała ta muzyka wraz z okładką i kobiecym wokalem rozwaliła mi pozytywnie mózg,słuchałem tego non stop,akurat zblizal sie okres doomowego ,gotyckiego,nostalgicznego i klimatycznego grania, wtedy w 93 i potem dla nastolatka to było raj na ziemi,dzieki któremu siegnąłem po gitarę,ech fajne czasy bez internetu,człowiek zbieral kase na kasety i latał z wypiekami na twarzy po sklepach muzycznych, czytał Metal Hammer,przegrywal od znajomych kasety,death,thrash i inne odmiany poznalem później hehe. Pzdr
re: Paradise Lost "Icon"
Honza (gość, IP: 194.177.28.*), 2016-07-25 22:08:43 | odpowiedz | zgłoś
Stary, skąd ja to znam!!!
Piszesz dokładnie to co myślę. Jesteśmy z tego samego pewnie pokolenia.
Do tego myślę, że metal miał w Polsce swój rozwój właśnie dzięki mojemu regionowi - Śląsk. To tu było najwięcej metalu, koncertów, ludzi którzy tego słuchali.
Właściwie jak sobie teraz przypominam, to np. w 95 wszyscy moi znajomi słuchali metalu.
Piękne to było.
re: Paradise Lost "Icon"
marcin_m (wyślij pw), 2015-06-28 02:12:34 | odpowiedz | zgłoś
Zgadzam się w pełni z recenzją. Pamiętam jak w wieku 15 lat robiłem sobie "święto" zamykając się w pokoju i słuchając Icon w ciemności. To co się działo w mojej świadomości nie sposób opisać - były tam takie obrazy....
A po tylu latach - ta płyta rozkłada mnie tak samo. Jest kategoria płyt, które wzięłoby się w kosmos na wieczne nigdy, albo zawsze.... Jest Tool z "Aenimną" i pare innnych. I jest i "Icon".
Klękam, jak tego słucham
re: Paradise Lost "Icon"
Dred
Dred (wyślij pw), 2013-02-14 22:40:07 | odpowiedz | zgłoś
Przesłuchałem tej płyty trzy razy. Nie podoba mi się. Po prostu. Uwielbiam wcześniejsze dokonania (Lost Paradise, Gothic, Shades of God), ba, nawet te późniejsze (Draconian, One Second, Host). Nie mogłem znaleźć ani jednego kawałka, na którym bym mógł zawiesić ucho. A starałem się bardzo, bo ponoć to klasyka metalu.

Hejt mi
re: Paradise Lost
RadomirW (gość, IP: 193.219.114.*), 2013-02-15 12:09:38 | odpowiedz | zgłoś
Pierwszy raz spotykam się z taką opinią, że ktoś lubi płyty wcześniejsze i późniejsze a tej nie. Oczywiście takie utwory jak Embers Fire, Remembrance, Widow, True belief czy Shallow seasons to absolutne klasyki zarówno tego zespołu jak i metalu klimatycznego w ogóle. Zresztą na tym albumie poza ciut słabszym Poison nie ma złego utworu. Jedyne co mi się tu trochę nie podoba to w zasadzie brak słyszalnego basu i brzmienie perkusji, które trochę przypomina automat. Dobrze że po tym albumie odszedł Matt Archer, bo był najsłabszym ogniwem pierwotnego składu PL bardzo dobrze zresztą zamienionym przez zespół na Lee Morrisa.
re: Paradise Lost
vonsmroden
vonsmroden (wyślij pw), 2013-02-15 13:52:53 | odpowiedz | zgłoś
Spoko nikt cię nie będzie hate za to, ale raczej tylko współczuć należy. Ja w sumie też ie mam jakichś nadprzyrodzonych wspomnień związanych z tą płytą. Podobał mi się shade, to kupiłem Icon i jest OK, no ale z czasem to się z tego klasyk zrobił...
re: Paradise Lost "Icon"
wac
wac (wyślij pw), 2013-02-14 19:33:39 | odpowiedz | zgłoś
ostatnia płyta, którą lubię to ta przed Lost Paradise
re: Paradise Lost "Icon"
pik (gość, IP: 79.163.40.*), 2013-02-14 14:14:17 | odpowiedz | zgłoś
pfff po stokroć wolę Icon czy DT niż Lost Paradise który jest co najwyżej dobrym albumem
re: Paradise Lost "Icon"
Marcin Kutera (wyślij pw), 2013-02-11 21:57:28 | odpowiedz | zgłoś
dla mnie Gotic (10/10) to mistrzostwo i uwielbiam też Lost Paradise (9/10), Icon to ostatnia płyta, do której powracam ale już z nie takimi wypiekami (tak na 7, 8 pkt/10) jak na I i II
« Nowsze
1