zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku sobota, 16 listopada 2019

recenzja: The Sins Of Thy Beloved "Lake Of Sorrow"

23.12.1999  autor: Margaret
okładka płyty
Nazwa zespołu: The Sins Of Thy Beloved
Tytuł płyty: "Lake Of Sorrow"
Utwory: My Love; The Kiss; Worthy Of You; Lake Of Sorrow; Until the Dark; All Alone; Silent Pain
Wydawcy: Napalm Records, Mystic Production
Rok wydania: 1999
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 6

Okładka tej płyty nasuwa skojarzenia z niezapomnianym debiutem Cradle of Filth - "The Principle of Evil Made Flesh". Podobnie jak tam, tak i tu przedstawia dwie panie w erotyczno-wampirycznej pozie. Na tym jednak kończą się podobieństwa The Sins of Thy Beloved do arystokratycznych demonów. Ale z porównaniami jest zazwyczaj tak, że gdy jedne znikają, na ich miejscu pojawiają się następne...

The Sins... nie wnosi nic nowego do nieco sztywnych już doomowo-gotyckich dźwięków. Dla wielu będzie to pewnie kolejna nazwa w tym gatunku muzyki, zbyt mocno zapatrzona w swoich idoli. Trudno bowiem nie oprzeć się wrażeniu, że "Lake of Sorrow" przypomina Theatre of Tragedy z "Velvet Darkness they Fear", a także powstałą nie tak dawno Tristanię. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że to właśnie ci drudzy, również wychowani na Theatre'ach odznaczyli większe piętno na The Sins... Słychać to szczególnie w partiach wiolonczeli, tak charakterystycznych i specyficznych dla Tristanii. Tradycyjnie, jak to w klasycznych "klimatach" bywa, grupa wykorzystuje w swej muzyce delikatne klawisze, wplecione w ciężkie gitary, a obok growlingu pojawia się kobiecy sopran. No właśnie, kobiecy sopran. Znów nasuwają się jednoznaczne skojarzenia. Anita Auglend niewątpliwie (może zupełnie nieświadomie) wzoruje się na Liv Kristine z Theatre of Tragedy. Zaintrygować za to może growling wokalisty (wokalistów?) - jest mocny, silny i potężny. Podobnie jak gitary, które niewątpliwie są nieco brutalniejsze niż w Theatre. Z drugiej jednak strony podobny patent wcześniej zastosowała Tristania... Dlaczego jednak, mimo tych licznych, porównań stawiam Sins tak wysoką ocenę? No właśnie... aby zrozumieć w pełni koncepcję tej muzyki, należy podejść do niej w sposób emocjonalny, wręcz intymny. Bo "Lake Of Sorrow" to splot zranionych uczuć, lament skrzywdzonej duszy, cierpienie skrzywdzonego jestestwa... Ból po utracie ukochanej osoby, ból utkany z samotności i strachu. Rozpacz okryta całunem posępnego piękna i mrocznego romantyzmu. Niby to wszystko już gdzieś było. Wszystko to prawda, z tym, że w muzyce The Sins Of Thy Beloved czuje się szczerość, zaangażowanie, pasję. Zupełnie tak, jakby opowiadali o własnym smutku, własnej tragedii, własnej tęsknocie. I pewnie coś w tym jest. Pewnie Twórcy "Lake Of Sorrow" to wrażliwi ludzie o jeden raz za dużo zranieni przez zimne życie i brutalną rzeczywistość. Ta muzyka to sprzeczne uczucia, przeciwieństwa ukryte gdzieś w głębi każdego człowieka. Brutalność i surowość spojona z pięknem i uczuciem. Miłość z... oddaniem, wieczność z... wiernością, ból ze... śmiercią ... "The Kiss" - ciężki walec osnuty mrocznym powiewem nocy i dołującym dramatyzmem i "Until the Dark" - rozmarzony, melancholijny utwór wyłącznie z damskim wokalem... na pozór dwa odmienne światy. Naprawdę jedna całość, jadno serce, jedna dusza...

Tylko pełne oddanie pozwoli docenić "Lake Of Sorrow". Tylko emocje i uczucia są w stanie wymazać liczne skojarzenia i porównania. Mimo, że nie jest to dzieło zbyt oryginalne, to jednak intryguje i wzrusza. Bo czy można nie zrozumieć bólu po stracie ukochanej osoby, po stracie prawdziwej miłości...?

Komentarze
Dodaj komentarz »
re: The Sins Of Thy Beloved "Lake Of Sorrow"
pik (gość, IP: 79.163.27.*), 2013-04-16 17:04:59 | odpowiedz | zgłoś
poznalem kiedyś ten band, dzięki metal hammerowi i dolączonej płytce. btw. czy oni nie grali kiedyś na metalmanii? w 2000r.? jeśli tak, to ich widziałem ale oczywiscie nie pamiętam.. chyba za dużo pije;)
re: The Sins Of Thy Beloved "Lake Of Sorrow"
universal_soul (gość, IP: 84.13.37.*), 2013-04-11 07:54:32 | odpowiedz | zgłoś
Całkiem niezły kawałek muzyki. Oczywiście najoryginalniejsze na świecie pod względem stylu to nie jest ale chłopaki (i dziewczyny) mają masę dobrych pomysłów na riffy, piękne melodie i generalnie "flow".
re: The Sins Of Thy Beloved "Lake Of Sorrow"
universal_soul (gość, IP: 31.82.63.*), 2013-04-11 22:23:50 | odpowiedz | zgłoś
Poza tyn po raz kolejny sprawdza sie zasada, ze to co tu jebane okazuje sie genialne;) Po Margareth by sie tego nie spodziewal, choc plyta byla nagrywana w czasach szczytu formy taki poteg jak Type O Negative wiec poprzeczka byla w przestrzeni kosmicznej
piękna natchniona muzyka, te skrzypce i sopran poruszające do bólu, niesamowite melodeie polecam
radark (gość, IP: 80.239.242.*), 2011-09-29 13:51:49 | odpowiedz | zgłoś
polecam miłośnikom klimatu