zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku czwartek, 1 października 2020

recenzja: Source of Tide "Ruins of Beauty"

7.09.2001  autor: Michu
okładka płyty
Nazwa zespołu: Source of Tide
Tytuł płyty: "Ruins of Beauty"
Utwory: Raven Goddess; Symphony of the Sovereign; The Awakening; Chains of Mythic Fantasy; Autumn Leaf; Final Battle; Ye' Memories of Sad Rebirth; Who Am I?
Wykonawcy: Targenor - gitara basowa; Lord PZ - wokal; Cosmocrator - instrumenty perkusyjne, syntezatory; Pendragon - gitara prowadząca, syntezatory; Taranis - gitara rytmiczna
Wydawcy: Candlelight, Mystic Production
Rok wydania: 2000
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 5

Nie pałam specjalną miłością do black metalu, a Source Of Tide tą estetyką nieco trąci. Na szczęście śpiew szwagra Ihsahna nie ogranicza się do kwików, a kartofle nie sypią się na perkusję. Wokal szwagra to przede wszystkim takie nordyckie zawodzenie "ło-o-o-o" - grobowe i patetyczne. W ogóle muzyka kapeli niekiedy razi niepotrzebnym patosem i emocjonalnym zaangażowaniem, wydaje mi się, że po prostu uwierzyli w te swoje śmieszne pseudonimy i pseudopoetyckie teksty. A szkoda, bo muzyka, chociaż niespecjalnie odkrywcza, jest momentami naprawdę ciekawa i mimo klawiszowo-gitarowego masła, może wzbudzać zainteresowanie. Słychać to chociażby w "Symphony of the Soverness" i "Who Am I", w których połączenie syntezatorów z mocnymi gitarami przywołuje dalekie echa Faith No More. Za dużo tutaj "piękna" i "sztuki", a za mało spontanicznego grania.

Komentarze
Dodaj komentarz »