zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku środa, 29 stycznia 2020

recenzja: Therion "Crowning of Atlantis"

29.05.2000  autor: szalony KaPelusznik
okładka płyty
Nazwa zespołu: Therion
Tytuł płyty: "Crowning of Atlantis"
Utwory: Crowning of Atlantis; Mark of Cain; Claudia Nox; Crazy Night; From the Dionysian Days; Thor; Seawinds; To Mega Therion (live); The Wings of the Hydra (live); Black Sun (live)
Wykonawcy: Christofer Johnsson - gitara rytmiczna, instrumenty klawiszowe, gitara prowadząca; Tommy Erikson - gitara prowadząca, gitara rytmiczna; Jan Każda - gitara basowa; Wolf Simons - instrumenty perkusyjne; Martina Hornbacher - wokal; Sarah Jezebel Deva - wokal
Wydawcy: Nuclear Blast Records, Mystic Production
Rok wydania: 1999
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 6

Ha. Therion uraczył nas następną płytą, która ma służyć podtrzymaniu fanów na duchu w czasie oczekiwania na nowy materiał. "Crowning of Atlantis" jest prostą kontynuacją "Vovin" i tym, którym się "Vovin" nie podobało - "Crowning" nie polecam.

Ale co tu mamy? Mamy jak gdyby cztery grupy utworów. 1, 2, 3 i 5 to typowe dla "Vovin" metalowo-chóralne kawałki. Oczywiście zdarzają się bardziej theliowate gitary (typowy dla Theriona rock'n'rollowy doom) - i tak tytułowe "Crowning of Atlantis" (jedynka) zaczyna się dość typowo (biegające żeńskie chórki i "podskakujące" gitary), ale już w "Mark of Cain" (dwójka) mamy bardziej rockowy riff (niczym "Lepaca Kliffoth"), po chwili wchodzą chórki, które przywodzą na myśl już tylko "Vovin". Podobnie jest we "From the Dionysian Days" (piątka) i "Clavicula Nox" (trójka). Ten ostatni to nowa wersja tegoż utworu, który wydany był pierwotnie na "Vovin" - tym razem mamy męskie basy zamiast kobiecych wokali.

Druga grupa utworów to kontynuacja "The Wild Hunt" z "Vovin" - czyli "Crazy Nights" i "Thor" (odpowiednio - czwórka i szóstka). "Crazy Nights" to dziwny utwór, jak gdyby zupełnie nie na miejscu - "rock'n'roll crazyness" śpiewa Ralf Scheepers i taka jest też muzyka. "Thor" to bardziej heavy metal z charakterystycznym tknięciem Theriona.

Trzecia grupa to utwór "Seawinds" (siódemka). Czyli balladka w wykonaniu Sarah Jezibel Deva (m.in. Cradle of Filth) i Martiny Hornbacher (Dreams of Sanity), która jest... jak dla mnie całkowicie nie metalowa i bardzo popowa. Nic w tym oczywiście złego, ale trochę mi tu brakuje ostrego wokalu Chrisa - tego typowego metalowego mariażu agresji z pięknem...

Czwarta grupa to utwory live z trasy "Vovin". Mamy największe hity, czyli "To Mega Therion" (z "Theli"), "The Wings of Hydra" (z "Lepaca Kliffoth") oraz "Black Sun" (z "Vovin"). Trudno coś o nich napisać - nagrania live rządzą się własnymi prawami, trochę prymitywniej, trochę z taśmy (część chórów i całe klawisze), ale za to z dużym wykopem.

Trudno podjąć mi decyzję, czy ta kaseta jest warta zakupu. Podoba mi się, jest tu trochę zaskakujących kompozycji, jak i ciekawe nagrania live. Ale chyba bardziej czekam na nowy materiał, bo "Crowining of Atlantis" to (jak już pisałem) ciąg dalszy "Vovin".

Acha. Zapomniałbym - kaseta jest strasznie wydana. Same błędy... Na kasecie mamy na przykład "To Mega Therion - live", we wkładce błędy w tytułach (Scarwinds zamiast Seawinds i Claudia Max zamiast Clavicula Nox). Dość to dziwne, bo wydawał Theriona Metal Mind, wydawał Morbid Noizz i jakoś mogli robić to bez błędu - wziął się za to Mystic i taka kucha. Chris był dosyć wkuty, jak się o tym dowiedział, i psioczył na Nuclear Blast, że zmienili wydawcę w Polsce. Niestety wszyscy na tym stracili - fani, sam Therion - jak i Mystic, który chyba do tego nie dorósł.

P.S.

I znowu daje znac moja mała wiedza :). Okazało się, że utwory "Crazy Nights", "Thor" i "Seawinds" to covery - odpowiednio Loudness, Manowar i Accept. Tak wiec trochę moje rozważania o różnych grupach utworów są jak kula w plot, no ale musicie mi to wybaczyć.

Jedynie "Thora" mam w oryginale i muszę powiedzieć, że wersja Theriona zbytnio się nie różni - może jest trochę grubsza i bogatsza, ale mało. Wokal niemal dokładnie taki sam (chodzi mi o wszystkie wokalizy), gitary, chórki, itd.

Po dłuższych przemyśleniach muszę powiedzieć, że ta płyta jest wydana trochę bez sensu. Ani to koncertówka, ani płyta z coverami... Przecież nie tak dawno mieliśmy "Arab Z'Araq Lucid Dreaming" - niemal dokładnie to samo. Chyba (niestety) trzeba się przychylić do zdania Morbid Noizz Mag - "nie do dupy, nie do głowy, ale dla pieniędzy".

Komentarze
Dodaj komentarz »