zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku wtorek, 7 kwietnia 2020

recenzja: Ulver "The Marriage of Heaven and Hell"

13.12.1999  autor: Margaret
okładka płyty
Nazwa zespołu: Ulver
Tytuł płyty: "The Marriage of Heaven and Hell"
Utwory: The Argument (Plates 2-3); The Voice of the Devil (Plates 4-6); A Memorable Facy (Plates 6-7); Proverbs of Hell (Plates 7-11); A Memorable Fancy (Plates 12-14); A Memorable Fancy (15-17); A Memorable Facy (Plates 17-22); A Memorable Facy (Plates 22-24); A Song of Liberty (Plates 25-27)
Wydawcy: Mystic Production, Jester Records
Rok wydania: 1999
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 10

Ulver od niepamiętnych wieków jawi się na scenie muzycznej jako twór owiany mroczną Tajemnicą, jako zjawisko absolutnie wyjątkowe, nieprzewidywalne, nietuzinkowe. Bo jak inaczej określić zespół, którego jedna płyta brzmi jak majestatyczna symfonia nocy, druga jest folkowym hołdem złożonym Naturze, a trzecia to kwintesencja "brudnego" black metalu...? Przyznać trzeba, że różnorodność ta jest przeraźliwie intrygująca i przeraźliwie... dziwna. Wszystko to jednak nic w porównaniu z tym, co Ulver prezentuje na swoim czwartym albumie "The Marriage of Heaven and Hell"..

Nadążyć za tą płytą, objąć za jednym zamachem jej walory i zawiłości aranżacyjne to nie lada sztuka, a wręcz rzecz niemożliwa. Sama, choć jestem otwarta na różnego rodzaju ambitną i trudniejszą w odbiorze muzykę, potrzebowałam nieco czasu na pełne docenienie tego DZIEŁA. Wciąż jednak mam świadomość, że gdzieś po drodze coś umknęło mojej uwadze, jakiś szczegół, z pozoru mało ważny element. Bo takie właśnie jest "The Marriage of Heaven and Hell" - nigdy nie pozwala odsłonić się do końca, pozostawia wewnątrz siebie jakiś niejasny mrok, jakąś ukrytą Tajemnicę, której za nic nie da się rozszyfrować. Nawet ilości utworów na tej płycie nie jestem (nie tylko ja) do końca pewna... To, co stworzył Ulver wybiega daleko w przyszłość, tej muzyki nie da się oprawić sztywnymi ramami czasu i przestrzeni. To absolutna abstrakcja, którą rozpatrywać należy pod kątem filozoficznym, astralnym. Muzyka ta ma szansę dotrzeć do ludzi wymagających, zakochanych w PRAWDZIWEJ Sztuce, do słuchaczy bardziej ambitnych. Jestem pewna, że wielu nie będzie w stanie docenić zawartości "The Marriage..." Przede wszystkim należy zdjąć klapki z uszu i wyzbyć się "metalowego" toku myślenia. Bo akurat metalu w tym dziele jest najmniej. Owszem, w najmniej spodziewanych momentach pojawiają się ostrzejsze, mocniejsze motywy, ogólnie jednak są one tylko jednym z elementów tej układanki, jednym z aspektów ulverowej filozofii. Może zachętą dla ortodoksów będzie gościnny udział Ihsahna i Samotha ( Emperor oczywiście) oraz Fenriza (Dark Throne). Udział wybitnie metalowych muzyków w wybitnie niemetalowym projekcie chyba o czymś świadczy...

Jaka jest więc muzyka zawarta na czwartej płycie Ulvera skoro nie ma ona wiele wspólnego z czadem i brutalnością? Wspomniałam już, że rzeczą niemożliwą jest dokonanie klasyfikacji, porównania. Sporo tu elektroniki (jakby nieco tej z "Ultry" Depeche Mode), trochę industrialnych brzmień (przesterowane gitary), mnóstwo mroku i posępności. Klawisze przeplatają się z gitarami akustycznymi, melancholia z przestrzenią. Nie można oczywiście zapomnieć o Mistrzu Garmie - tu jako Trickster jak zwykle zniewala unikatowymi wokalizami (pamiętacie "La Masquerade Infernale" Arcturusa...? Na pewno tak!!!). Obok Garma słychać tu też urzekające kobiece partie wokalne.

Na oddzielną dyskusję zasługują teksty, równie ważne jak muzyka. "The Marriage of Heaven and Hell" to wielki koncept album, oparty na słynnym poemacie Williama Blake'a. Liryki to nic innego jak wersy "żywcem wzięte" z literackiego dzieła. Dlatego też filozoficzny charakter "czwórki" Ulvera nie powinien być zbytnim zaskoczeniem.

Wiem, że nie jest łatwo obdarzyć to dzieło miłością zaraz po pierwszym przesłuchaniu. Ta muzyka wymaga skupienia i zastanowienia. Przede wszystkim jednak nie można podchodzić do niej oczekując brutalności i metalowego ognia. Mocnych, surowych kapel mamy przecież tak wiele, a Ulver na pewno jest tylko jeden.

Komentarze
Dodaj komentarz »