zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku poniedziałek, 21 stycznia 2019

recenzja: Unleashed "Sworn Allegiance"

22.07.2004  autor: m00n
okładka płyty
Nazwa zespołu: Unleashed
Tytuł płyty: "Sworn Allegiance"
Utwory: Winterland; Destruction (Of The Race Of Men); Only The Dead; The Longships Are Coming; Helljoy; Insane For Blood; I Bring You Death; Attack!; CEO; One Night In Nazareth; Praised Be The Lord; Metalheads; To Miklagard; Long Live The Beast
Wykonawcy: Fredrik - gitara prowadząca; Johnny Hedlund - gitara basowa, wokal; Tomas - gitara rytmiczna; Anders - instrumenty perkusyjne
Wydawcy: Century Media Records
Rok wydania: 2004
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 7

Gdy po wydaniu płyty "Warrior" w 1997 roku na kilka lat o Unleashed ucichło, pełen niepokoju zastanawiałem się, czy aby nie nadszedł kres tej znakomitej szwedzkiej kapeli. Na szczęście obawy rozwiał "Hell's Unleashed" (2002), Szwedzi wracali w dobrym stylu. Płyta dawała nadzieję na jeszcze mocniejszy krążek w przyszłości, jednak wraz ze "Sworn Allegiance" z przykrością odnotowuję na koncie Unleashed drobną zniżkę formy. Niemniej album z pewnością zalicza się do tych lepszych, bo - pomijając wspomniany na początku "Warrior" - ta kapela po prostu innych nie nagrywa.

Od trzynastu lat z okładem Johnny Hedlund i spółka wierni są swojemu brzmieniu i stylowi. Pod tym względem siódmy album Unleashed niczym nie zaskakuje. I bardzo dobrze. Prym wiodą tu typowe dla Szwedów elementy: charakterystyczne gitary, czytelny, "szyjący" bas i rozpoznawalny na kilometr zachrypnięty wokal Johnny'ego. Tak może brzmieć tylko jeden zespół - żywa deathmetalowa legenda Unleashed. Ponad czterdziestominutowa zawartość "Sworn Allegiance" bazuje przede wszystkim na szybkich (agresywne "Winterland" i "Destruction (Of The Race Of Men)" czy prawie speedmetalowy "Attack!"), rytmicznych i motorycznych numerach (świetny "One Night In Nazareth", "rockandrollowy" hicior "Metalheads" czy nieco wolniejszy, ciężki "The Longships Are Coming"). Numerach niezbyt skomplikowanych, chwytliwych i dynamicznych. Po prostu takich, które potrafią całkiem nieźle przykopać. I kopią w istocie, choć mimo odrobiny świeżości i bardziej technicznego podejścia, mam wrażenie, że "Sworn Allegiance" momentami trąci nieco monotonią. A może to kwestia wieloletniego "osłuchania się"?

Ostatnia płyta Szwedów, "Hell's Unleashed", zaostrzyła mi apetyt i wiele obiecywałem sobie po nowym wydawnictwie Unleashed. Niestety, "Sworn Allegiance" trochę mnie zawiódł - mimo, iż to solidny, równy album i nie znajdziemy na nim kiepskich numerów, jest on nieco słabszy od swego poprzednika. Ale wierzę, że Szwedzi nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa i wkrótce pokażą znowu swoją deathmetalową siłę.

Komentarze
Dodaj komentarz »