zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku środa, 13 listopada 2019

recenzja: Wojczech "Sedimente"

11.01.2006  autor: m00n
okładka płyty
Nazwa zespołu: Wojczech
Tytuł płyty: "Sedimente"
Utwory: Krebskult; Superparadigma; Wachkoma; Graufilter; Holzklasse; Macht Der Beseelten; Kein Gesicht; Dogmafalle; Tunnel; Redeschleife; Letzter Ausgang Opferrolle/ Reste Der Vergangenheit
Wykonawcy: Danilo Posselt - wokal; Andy Colosser - gitara basowa, wokal; Stephan Kurth - gitara, wokal; Stephan Gottwald - instrumenty perkusyjne
Wydawcy: Selfmadegod Records
Rok wydania: 2005
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 6

Wbrew swojsko brzmiącej nazwie, grupa Wojczech nie pochodzi zza naszej południowej granicy ani też jej założycielem nie był nikt o imieniu Wojciech. Jej patronem nie jest również krzewiący wśród pogan chrześcijaństwo pewien niefartowny święty. Zespół pochodzi z Niemiec, co ciekawe jest podobno jedną z najbardziej znanych kapel grindowych (?), i choć istnieje od 1995 roku dopiero od niedawna pochwalić się może pełnoczasowym albumem (mimo iż w jego dotychczasowej dyskografii widnieje sporo splitów i siedmiocalówek).

Nad "Sedimente", tak bowiem zowie się debiutanckie wydawnictwo Wojczech, unosi się duch wczesnego Napalm Death. Każda minuta tego materiału do szpiku przesiąknięta jest mieszanką grindu i hardcore'a podszytą punkiem, a utwory częstokroć balansują na granicy ekstremy. Choć w tle mamy fajnie "mieszającą" sekcję, numery do skomplikowanych nie należą, ale przecież nie to jest najważniejsze - na "Sedimente" przede wszystkim liczą się ekspresja i feeling, które ta płyta niezaprzeczalnie posiada. Przy tym ma jeszcze jeden atut, dodający wydawnictwu dodatkowego posmaku. Jest nim klarowne, metalizująco-szeleszczące brzmienie, które zespół zawdzięcza rękom i uszom Harrisa Johnsa, wcześniej pracującego z takimi kapelami jak Pestilence, Voivod czy Kreator.

Dyskusji nie ulega fakt, że w katalogu młodej Selfmadegod Records znaleźć można ciekawsze krążki niż "Sedimente". Niemniej zwolennicy "nieokrzesanego" grindcore'a mogą poświęcić trochę uwagi debiutowi tej niemieckiej załogi. To pozycja więcej niż przeciętna, choć na pewno nie taka, którą trzeba mieć za wszelką cenę na swojej półce.

Komentarze
Dodaj komentarz »