zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku piątek, 3 kwietnia 2020

recenzja: XIII Stoleti "Ztraceni v Karpatech"

21.01.2014  autor: Mariusz Fabin
okładka płyty
Nazwa zespołu: XIII Stoleti
Tytuł płyty: "Ztraceni v Karpatech"
Utwory: Vampires; Vlci zena; Vitr z Karpat; Candyman; Dum, kde tanci mrtvi; Testament; Elizabeth
Wykonawcy: Petr Stepan - wokal, gitara, instrumenty klawiszowe; Pavel Stepan - instrumenty perkusyjne; Marcel Novak - gitara; Jiri Sindelka - gitara basowa; Ollie Rysava - instrumenty klawiszowe
Wydawcy: Happy Music Production
Rok wydania: 1998
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 7

Ostatni raz czeski wilkołak zawył dwa lata wcześniej. W stadzie XIII.Stoleti nastał niepokój, bowiem szeregi grupy opuścił gitarzysta Michal Kourek. Muzyka Dzieci Nocy ma w sobie jednak coś magicznego i to za sprawą tej właśnie magii do "Trzynastki" (a więc w gruncie rzeczy do braci Petra i Pavla Stepanów) w niedługim czasie dołączają: nowy gitarzysta Marcel Novak oraz obsługującą instrumenty klawiszowe niewysoka piękność Ollie Rysava. W tym oto składzie grupa w 1998 roku ponownie rozwinęła zakurzoną mapę Karpat i wyruszyła w dalszą drogę przez gotycki rock. Szlak to trudny i niebezpieczny, został bowiem przetarty przez "Nosferatu" oraz "Werewolf". Czy tym razem zespół nie zgubi drogi i dotrze do celu, dając nam radość z muzycznej podróży przez mroczne dźwięki?

Dołączmy zatem do wilczego stada i posłuchajmy o czym szumi wiatr w Karpatach... Pierwszym przystankiem na szlaku jest kapliczka z inskrypcją "Vampires". I od razu zaskoczenie - żadnych dźwięków wiatru czy odgłosów burzy. Jest natomiast gitara, zmyślna zagrywka, ładna gra Ollie w tle na klawiszach oraz on: wampir Petr. Śpiewa nieco inaczej niż na poprzednim albumie - tym razem trochę wyżej, ale i chyba bardziej złowieszczo. Można sobie wyobrazić przewodnika grupy, który w dłoni trzyma lampę naftową, prowadzi wędrowców przez dzikie ostępy i z trwogą szepcze: "vampires". Płacząca solówka grana na gitarze brzmi, jakby i ona została kąśnięta kłami wampira. Na plus zasługuje również perkusja Pavla Stepana, która pragnie dodać odwagi grupie. I wreszcie w końcówce utworu jest to, na co fani XIII.Stoleti czekali - głębokie, niskie wołania Petra, burzowy grzmot i odgłos deszczu. Skoro pada, to załóżmy peleryny i idźmy dalej.

Gdzieś na rozstaju dróg widać jakąś postać. To "Vlci zena" ("Wilczyca"). Dajmy więc i jej coś powiedzieć. Zaczyna się ładnie: klawisze Ollie tym razem są na pierwszym planie. Jednak tylko na chwilę, bowiem niebawem dołącza gitara Petra. Potem wespół z drugim gitarzystą oraz perkusją przygotowują się do pierwszych słów Petra. Lider zespołu znów śpiewa nisko, z powagą, oddając wszystko, co najlepsze Wilczycy. Refren ze słowami "i niech wilczy demon będzie z Tobą" to świetnie skomponowany duet Petra i Ollie. Wokalista śpiewa bowiem tak, aby klawisze brzmiały jak najlepiej. Jedyny moment, kiedy Ollie robi krótką przerwę, to środek utworu. Wtedy pierwsze nuty gra tylko Petr: bardzo prosta zagrywka na gitarze, ale za to jaki klimat i fajny łącznik. Jeszcze tylko jeden powrót do refrenu, którego słowa giną gdzieś w dali, ponieważ zaczął wiać "Vitr z Karpat". Utwór, dużo lżejszy od dwóch poprzednich, zaczyna się od perkusji i ładnej gry na klawiszach, a także miłą dla ucha gitarą Petra, wspomaganą przez gitarę basową. Czujemy, jak chłodny wiatr delikatnie całuje policzki i robi się mimo wszystko delikatnie, wręcz romantycznie. Na uznanie zasługuje ciekawa melodia główna, grana na klawiszach oraz delikatne wyczucie klimatu przez sekcję rytmiczną.

Wraz z wiatrem przybył jednak bohater horrorów z lat 90 - "Candyman" lub też Czarny Nosferatu, jak postanowił go również nazwać Petr, autor wszystkich tekstów na płycie. Jest to dynamiczna, krótka piosenka, w warstwie muzycznej bardziej punkowa niż gotycka, z gitarą w roli głównej oraz nieco śmieszną grą na klawiszach. Zespół nie poświęca mu jednak zbyt wiele uwagi, jakby szybko chciał przejść do tego, co na albumie najlepsze. Najpierw słyszymy głębokie bicie dzwonu, a po chwili pojawia się jakiś stary dom, w którym tańczą umarli ("Dum kde tanci mrtvi"). Utwór oparty jest na solidnych podstawach w postaci żałobnych klawiszy oraz zmęczonym głosie "przewodnika". Jest długi, powolny, niemal dostojny, z bardzo dobrą grą gitar i instrumentów klawiszowych. Ciężko riffująca gitara - która pozwala sobie na nieco więcej pod koniec - idealnie współbrzmi z niskim głosem Petra Stepana oraz sekcją rytmiczną, która w końcowej części przejmuje rytm bijącego w tle dzwonu. Zdecydowanie jeden z najmroczniejszych utworów, jakie udało się stworzyć "Trzynastce". Gdyby natomiast zmienić nieco aranżację i dołączyć kwartet smyczkowy, mógłby on bez przeszkód znaleźć się na poprzednim albumie grupy, "Werewolf". To jeden z dowodów na to, że na "Ztracenych v Karpatech" grupa poszła właściwym szlakiem.

Ale oto otwieramy "Testament": kolejny długi, ciężki, pełen bólu kawałek. Pośród pompatycznej, podniosłej gry na klawiszach i gitarach udaje się gdzieś znaleźć miejsce na melorecytację kilku zaledwie wersów tekstu, wykonaną przez wokalistę i hipnotycznie powtarzaną przez niego kilkukrotnie w ciągu tych siedmiu i pół minuty. I znów uwagę zwraca perfekcyjna praca sekcji rytmicznej, zwłaszcza w końcowej części tej długiej kompozycji, która jednak prosi się o prawdziwy flet, nie zaś ten z syntezatora. Na koniec wędrówki odwiedzamy jeszcze starą znajomą z płyty "Nosferatu" - Elizabeth Bathory ("Elizabeth"). Kościelne organy we wstępie, anielskie chórki oraz przeszywający głos Petra. Następnie już rockowa jazda ku czci Krwawej Damy. I tak już do końca, z krótkim odpoczynkiem w środku. To ostatni kawałek na płycie, który wprost rewelacyjnie sprawdza się na koncertach Stulecia, zwłaszcza tych w Polsce.

I tak dobiega końca krótka (nieco ponad 41 minut) wycieczka po Karpatach. Można ten album uznać za suplement do wcześniejszych dzieł grupy: "Nosferatu" oraz "Werewolf". Oprócz ciekawej muzyki album ten błyszczy jednak wschodzącą na nim gwiazdą, którą bez wątpienia w ciągu kilku kolejnych lat stała się dla grupy Ollie Rysava. Bardzo dobrze odnalazła się w klimacie gotyckiego rocka i potrafiła nadać odpowiedni nastrój poszczególnym utworom. W uzupełnieniu polecam również przeszukać czeluście internetu, by odnaleźć klimatyczną sesję zdjęciową, zrealizowaną na potrzeby promocji albumu. Wielka szkoda, że zdjęcia wykonane wzdłuż murów starego miasta Jihlavy nie znalazły się w książeczce dołączonej do płyty.

Komentarze
Dodaj komentarz »
re: XIII Stoleti "Ztraceni v Karpatech"
gość (gość, IP: 46.227.111.*), 2015-09-12 19:28:43 | odpowiedz | zgłoś
tak, za moich młodzieńczych lat "Elizabeth"była najlepszą piosenką do...picia wódki :D
re: XIII Stoleti "Ztraceni v Karpatech"
mmarcin (wyślij pw), 2015-09-08 09:48:30 | odpowiedz | zgłoś
Bardzo słaby materiał jak z 80 lat. Nie mam pojęcia czym się przyjaciele podniecacie.
re: XIII Stoleti "Ztraceni v Karpatech"
Wolrad
Wolrad (wyślij pw), 2015-09-11 21:13:59 | odpowiedz | zgłoś
To nie jest jakaś innowacyjna muza, trzeba traktować z lekkim przymrużeniem oka. Wtedy może się spodobać.
re: XIII Stoleti "Ztraceni v Karpatech"
frantic78 (gość, IP: 81.207.39.*), 2014-05-03 15:55:14 | odpowiedz | zgłoś
Genialny album! 10/10! W zalewie muzycznego chlamu prawdziwy rarytas!
Polecam!
re: XIII Stoleti "Ztraceni v Karpatech"
pik (gość, IP: 95.49.175.*), 2014-01-21 18:52:56 | odpowiedz | zgłoś
Elżbieta to w Polsce istny kult ;) Bardzo dobra płyta- nareszcie się doczekałem recki
re: XIII Stoleti "Ztraceni v Karpatech"
Wolrad
Wolrad (wyślij pw), 2014-01-21 20:02:25 | odpowiedz | zgłoś
Vampires to też zacny utwór
re: XIII Stoleti "Ztraceni v Karpatech"
pik (gość, IP: 95.49.175.*), 2014-01-21 20:16:27 | odpowiedz | zgłoś
yeah !!!