zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku sobota, 16 października 2021

recenzja: Yattering "Human's Pain"

15.09.1999  autor: Beastorizer
okładka płyty
Nazwa zespołu: Yattering
Tytuł płyty: "Human's Pain"
Utwory: Intro; The Feeling; Unnormaly zone; Annihilation of Fellow Creatures; Eyes can see...; Demons Innoculate; Chase of Thoughts; Sexual Trauma; Lost within; ...taken due...; Escape from the scheme
Wydawcy: Moonlight Production
Premiera: 1998
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 8

Kiedyś miałem okazję usłyszeć zespół Yattering. Było to dawno temu, lecz nie za siedmioma gównami, czy czymkolwiek tam. Było to kiepskiej jakości demo. Zawartość za to bynajmniej niskiego poziomu nie prezentowała. Nawet nie pamiętam, jak to demo się nazywało, bo było to chyba w 1991/1992 roku. No nieważne, w każdym razie niedawno dostałem do ręki "Human's Pain". Pierwszy oficjalny długograj. Pomyślałem: nareszcie! Wydane przez Moonlight Productions, wytwórnię młodą i nienajżyczliwszą, ale to już inna historia. "Human's Pain" jest naprawdę cudownie wydana. Jak na Polskie standardy kasetowe, to to naprawdę jest coś. Kolor z dwóch stron to obcy element dla szefów Polskich wytwórni, tu jednak mamy taki bajer, który mimo iż drobny, to jednak cieszy. No, ale przejdźmy w końcu do rzeczy, czyli zawartości...

Zaczyna się dennym intrem industrialnym. Na szczęście intro to nie trwa długo, z zaskoczenia nas biorą. Bum! Podskok i dziura w suficie. To znak, że zaczęło się "The Feeling". Utór nie najlepszy. Mieli okazję przekonać się o tym wszyscy Ci, którzy mieli szczęście posiadać któryś tam numer Thrash'em All. Na CD'ku dołączonym do tegoż czegoś był właśnie ten utwór. Ale ja go znam, no to czekam na następny. Jestttt, "Unnormaly Zone". Świetna sprawa, o wiele lepsze od poprzednika. Kombinowanie, dwa wokale, jeden taki, drugi śmaki, jak to często bywa w brutalnych kapelach. Ale kontrast między nimi nie jest tak rażący, jakby wokalista chciał. Tempa przede wszystkim średnie, ale nie obejdzie się bez momentów, gdzie zróżnicowanie kręci nas pięknie w kółeczko i po kolejnych kombinacjach Ząbka (którego uważam za najlepszego perkusistę w Polsce - Docent przy nim to pani od pudru w zakładzie kosmetycznym) człowiekowi tak kręci się w głowie, że w końcu nie wytrzymuje i pada na ziemię. Tak tak, ten koleś potrafi solidnie namieszać. Solówy trochę przypominają mi te Viadra i strojem gitary, na której są wykonywane i samymi kombinacjami, charakterystycznymi przejściami. Bas ma zajebiste brzmienie, no właściwie to płyta powinna dostać dziesiątkę, ale mimo wszystko...

Mimo wszystko to jednak jest to coś, co nie pozwala dać jej maksymalnej noty. Brakuje tu czegoś. Może to uczucie jest efektem tego, że momentami trochę to granie Yatteringa mija się z celem, napierdalają niby brutalnie, a jednak efekt kiepski, nie ma takiej podjary, jaka być powinna... Przypomina mi się sytułacja Pungent Stench. Oni tak właśnie grali: ciężko, ale bez jaj. Oczywiście nie chcę powiedzieć przez to nawiązanie, że muzyka Yattering jest tyle warta, co ta gości z PS (RIP), po prostu mają takie żmudne momenty. Poza tym płyta jest świetna.

Słyszałem jeden utwór z EP'ki "Exterminate" i to coś to chyba już dziesiątkę ma jak w banku. ;))

Komentarze
Dodaj komentarz »
....
Megakruk
Megakruk (wyślij pw), 2012-10-06 15:39:39 | odpowiedz | zgłoś
Miazga!!!!!
re: ....
wac (gość, IP: 62.21.40.*), 2012-11-05 18:53:51 | odpowiedz | zgłoś
komentarz seryjny? :D