zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku środa, 12 sierpnia 2020

relacja: Metalmania '98 i koncertu w studio Łęg

3.04.1998  autor: rick
wystąpili: Judas Priest; Morbid Angel; Gorefest; Dimmu Borgir; Therion; The Gathering; Vader; HammerFall
miejsce, data: Katowice, Spodek, 28.03.1998
wystąpili: Therion; Dimmu Borgir; HammerFall; Vader
miejsce, data: Kraków, Łęg - studio telewizyjne, 30.03.1998

Do ostatniej chwili nie mogłem się zdecydować, czy warto odwiedzić tegoroczną Metalmanię. Co mnie przekonało? Oczywiście względy towarzyskie - możliwość spotkania starych i nowych znajomych (nie będę was, robaczki, wymieniał, nie spamiętałem wszystkich, wiecie, że chodzi o Was).

Metalmania 28 marca? Zawsze odbywała się miesiąc albo dwa później, ale mimo pory roku pogoda dopisała. W samochodzie siedzieli obok mnie: Karolina, Malenstwo, Elf i Zwierz, jechało się całkiem miło. Dotarliśmy na miejsce po 14, niestety nie dane nam było posłuchać Gorefest, który rozpoczął festiwal. Nie wiem, czy dużo straciłem.

Czas na całkiem spodziewaną niespodziankę (jedyną in plus - pozostałe to nieobecność dwóch zespołów): HammerFall. Usłyszeliśmy większość materiału z debiutanckiej płyty "Glory To The Brave". Niecałe trzydzieści minut nienajlepiej nagłośnionego koncertu Szwedów spotkało się z żywym przyjęciem, rozgrzewając "Spodek" do koloru lekko różowego (na cieplejsze odcienie czerwieni trzeba było jeszcze chwilę poczekać). Mimo skandowania publiki, bisu oczywiście być nie mogło - te przewidziano wyłącznie dla gwiazdy wieczoru.

Kiss! Nieeee! To nie Kiss oczywiście, black metal to nieco odmienny gatunek muzyki, ale malowanki... Na scenie pojawił się Dimmu Borgir, dając niezbyt przekonujący (oczywiście w porównaniu z występem w Łęgu, o tym później), za to widowiskowy koncert. Wszyscy członkowie zespołu przyodziani byli w stroje firmowe, obejmujące obrazki na twarzach, ślicznie spływające wraz z potem. Wokalista z kroczem osłoniętym srebrnym trójkącikiem pluł krwia, to jest farbą do efektów specjalnych i w ogóle robił groźne wrażenie, wzbudzając entuzjazm tłumu.

"Daj lornetkę!" "Nie! Teraz ja!" Na scenie pojawił się mocno niepełny, w porównaniu z tym, co było słychać z playbacku, Therion. Uwagę przykuwała jego całkiem interesująco przyodziana wokalistka. Z bardziej przyziemnych informacji należy odnotować czas trwania koncertu (znowu tylko około pół godziny!), poprawę nagłośnienia i to, że podobali się, mimo grania i śpiewania tylko części dzwięków, dobiegających z głośników.

Zmiana kalibru armat, to jest gwiazdek, gwiazd i gwiazdeczek. Organizatorzy lubią The Gathering. W tym roku, podobnie jak w poprzednim, zespół grał stosunkowo długo, około godziny. Podobno szykuje się nowa płyta, wygląd muzyków nie zachęcił mnie do niecierpliwego czekania (kolejne ups, ups, ups?), muzyka również. Widzowie reagowali znacznie cieplej niż ja. The Gathering podobał się przytłaczającej większości zgromadzonych, tekże tych kierujących lornetkę na wokalistkę, tym razem nawet odzianą w coś innego niż dres...

Jedynym polskim akcentem okazał się Vader (według reklamy Metalmanii na "Spodku" - "ADER"), jak zwykle nie przekonując mnie do swych melodyjek. No może niezupełnie melodyjek. Raczej do niezbyt przejrzystego, pozbawionego tego wieczoru wszelkich urozmaiceń, łomotu. Okazało się, że zapotrzebowanie społeczne na twórczość Vadera było ogromne, wszyscy na płycie skakali zgodnym rytmem. Występ tego zespołu miał najciekawsze oświetlenie - wyłącznie nieruchome, białe reflektory.

Morbid Angel niby gra podobnie do Vadera, ale to podobieństwo jedynie powierzchowne. Mniej więcej godzinny występ klasyków najcięższego łomotu podobał mi się, nie było innej możliwości. Energia, szybkość i technika musi zostać połączona z sensownymi kompozycjami, tak właśnie było.

Jedynym zespołem, którego nazwa była wymieniona na bilecie, był Judas Priest. Nadszedł czas ich występu, na scenie pojawiło się kilku panów w podeszłym wieku. W oczy rzucał się nowy wokalista, przypominający skrzyżowanie supermana (przylizane włosy z loczkiem na czole) z niedzwiedziem (ogólna klocowatość i niezgrabność). Porównywanie go do emanującego drapieżnością kłębka energii, jakim był poprzedni wokalista, nie ma żadnego sensu, niestety. Całe szczęście sam śpiew broni się całkiem nieźle, podobnie do wyczynów instrumentalistów. Tylko Judas Priest bisowali - dwa razy po dwa utwory. Pierwszy bis rozpoczął się totalnym hałasem i wjazdem motoru na scenę, należało się tago spodziewać. Co zagrali? Z ciekawszych utworów usłyszeliśmy "Painkiller" i "Breaking The Law", nie podejmuję się wymieniania wszystkich tytułów. Judas Priest grali zdecydowanie najdłużej, robili za gwiazdę.

Metalmania '98 skończyła się około godziny 22, pożegnaliśmy się z gromadką znajomych i pojechaliśmy do Krakowa. Później, w zubożonym o Maleństwo, Elfa i Zwierza składzie, udaliśmy się z Karoliną do Cikowic, gdzie czekała na nas kolacja i łóżeczko, przygotowane przez Borutę (wielkie, ogromne i dzikie dzięki!). Następnego dnia (niedziela) odwiedziliśmy Kraków (polecam Skałki Twardowskiego - kamieniołom zalany czystą (sic!) wodą), a w poniedziałek rano tropiliśmy bobry w Rabie, przepływającej przez Cikowice. Czekaliśmy na koncertowy deser.

Tradycyjnie po Metalmanii kilka zespołów, biorących w niej udział, przyjeżdża do krakowskiego studia telewizyjnego w Łęgu, celem zarejestrowania swoich popisów. Wejście nie było kosztowne, ale my (Karolina, Boruta, Elf i ja) nie mieliśmy zaproszeń. Znajomy Boruty wprowadził nas do środka (dzięki Maciek!), a ochraniarz służbista wyprosił nas na zewnątrz. Po półgodzinnym czekaniu podszedł do nas jakiś człowiek i swoim polonezem wwiózł na teren telewizji (prawie uderzając w inny samochód) (dzięki!), następną godzinę spędziliśmy w barze, czekając na rozpoczęcie imprezy.

Zaczęto wpuszczać fanów, co objawiło się natychmiastowym zarzyganiem jednej z ubikacji. Nic dodać, nic ująć. W tym czasie za zamkniętymi drzwiami Vader nagrywał materiał do teledysku - mieliśmy podgląd na telewizorze, zainstalowanym w barze. Podkład muzyczny w całości został puszczony z taśmy.

Drzwi do studia otworzyły się, po kilkunastu minutach zaczął grać Vader. Tym razem oświetlenie nie było wcale ascetyczne. Nad głowami fruwała nam kamera, po scenie biegali panowie z ręcznymi zabawkami, nie zabrakło oczywiście kilku stacjonarnych. Natychmiast rzuciła się w uszy znacznie lepsza jakość dźwięku (w porównaniu ze "Spodkiem"). Występ Vadera był znacznie dłuższy i ciekawszy. Usłyszeliśmy na przykład premierowy utwór (o wiele wolniejsze tempo!) i "Black Sabbath". Ten drugi brzmiał naprawdę dobrze, z dokładnością do sposobu śpiewania Petera, który nijak się ma do głosu Ozzy'ego.

HammerFall również zaprezentował się ciekawiej niż w "Spodku" - wreszcie było coś słychać. Z ich muzyki emanuje wielka radość. Nie ma znaczenia, że jest wyreżyserowana i nieco sztuczna, nie ma znaczenia, że co wieczór wokalista powtarza te same grepsy i gesty. Liczy się świeżość, radość i doskonały kontakt z publicznością, utrzymywany również dzięki rozrzucaniu różnych drobiazgów i późniejszym rozmowom z fanami.

Występ Dimmu Borgir trwał dwukrotnie dłużej niż na Metalmanii, na tyle długo, że podczas przerwy w środku koncertu ludzie zaczęli opuszczać salę, myśląc, że to koniec. Czym poza tym różniły się oba przedstawienia, bo trzeba wiedzieć, że ten zespół daje przedstawienia, a nie koncerty? Bogactwem brzmienia, różnorodnością utworów - mała, lepiej nagłośniona sala okazała się bezkonkurencyjna.

Minęła 20, koncert miał się skończyć chwilę temu, czy Therion nie wystąpi? Nasze obawy okazały się bezzasadne, po zwykłej przerwie na scenie pojawili się muzycy i wokalistka. Ubrana tak samo jak w "Spodku" (wszyscy, poza wokalistą Dimmu Borgir, który tym razem prezentowal inną ozdobe na genitaliach, wyglądali identycznie) pani niestety nie zdążyła dobiec do mikrofonu, a mimo to jej głos było słychać... Cóż, zdarza się... Później dowiedziałem się, że klawiatura Therion również odtwarzana była z taśmy, co jest dla mnie mniej zrozumiałe (jedna dziewczyna nie może udawać trzech, ale dlaczego klawiaturzysta udawał, że gra?). Mimo gry z playbacku występ Therion podobał się nie tylko mi, pustoszejąca powoli sala (trzeba zdążyć na ostatni autobus...) do końca doskonale się bawiła.

Przed i podczas występu Therion rozmawialiśmy z muzykami HammerFall. Pod koniec kwietnia nagrają nową płytę (basista nie pamiętał tytułu), prawdopodobnie w październiku odwiedzą nas podczas europejskiej trasy. Specjalnie dla Was mamy autografy czterech z pięciu członków zespołu:

("to ROCKMETAL,ART,POLEN" - tak po długich próbach udało się zapisać adres strony jednemu z nich, niby rozmawiał po angielsku, ale sztuka spelowania była mu obca). Mili ludzie...

Impreza zakończyła się, ku wyraźnej uldze ochrony, około 22 (czyli z dwygodzinnym opóźnieniem, mimo organizującej całość telewizji!). Pojechaliśmy do Boruty (jeszcze raz dzikie dzięki!) i następnego dnia rano wróciliśmy do domku.

Tegoroczna Metalmania '98 zrobiła na mnie, jeśli porównać z zeszłoroczną, zdecydowanie pozytywniejsze wrażenie i to mimo mniej interesującego zestawu wykonawców. Złym nagłośnieniem można zepsuć każdą imprezę, tym razem muzyka dała się słuchać. Dwa dni później koncert w studio Łęg ponownie udowodnił, że małe sale to to, co tygryski lubią najbardziej. Metalmania - spotkanie ze znajomymi, Łęg - słuchanie muzyki.

Komentarze
Dodaj komentarz »

Zobacz inne relacje

Metalmania '98
autor: Painkiller

Metalmania '98
autor: Qboosh

Metalmania '98
autor: Elf

Metalmania '98
autor: Grg

Metalmania '98
autor: kriz

Napisz relację

Piszesz ciekawe relacje z koncertów? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Czy zdarzyło Ci się skoczyć na bungee?