zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku niedziela, 19 stycznia 2020

relacja: Metalmania '98

27.04.1998  autor: Qboosh
wystąpili: Judas Priest; Morbid Angel; Gorefest; Dimmu Borgir; Therion; The Gathering; Vader; HammerFall
miejsce, data: Katowice, Spodek, 28.03.1998

Nieodpartą chęć pojechania na tę imprezę poczułem już w chwili poznania zestawu zespołów na festiwal zapowiadanych. I chęci tej nie zmienił wysoki koszt wyjazdu.

28 marca, w dzień Metalmanii, wyszedłem sobie z domu na ostatni 604 godz. 4.54 i już w środku spotkałem pierwszych parę osób - zresztą także jadących Mitloffem. Kolejna ekipa znajdowała się już pod sklepem "monopolowy całodobowy" w podziemiach Centralnego. Do godziny 6 towarzystwo się zbierało, potem wyruszyliśmy do autokaru pod Pajac - prawie 100-osobowy czarny sznur musiał robić wrażenie, ponieważ wszystkie samochody się kulturalnie zatrzymywały.

Niestety nie udało mi się załapać do autokaru #1 (z Mitloffem w środku), więc drogę spędziłem w autokarze #2, z nieco mniej rozrywkowym towarzystwem. Jazdę urozmaiciły jakieś problemy techniczne z pojazdem. Tym razem nie było atrakcji dodatkowej w postaci soku pomarańczowego wylewanego z plecaka przez okno w czasie jazdy - otwory okienne służyły jedynie za śmietniczki. Aha, przed rozpoczęciem jazdy Mitek, zapewne nauczony doświadczeniem któregoś z ostatnich wyjazdów, stwierdził, że "kto zarzyga autokar, płaci Bańkę", po czym zaraz dodał: "z tyłu jest wiadro".

W czasie jednego z postojów zetknęliśmy się z paroma autokarami pielgrzymek na Jasną Dziurę. Zobaczywszy zakonnicę, Mitloff poczuł silną potrzebę powiedzenia jej, żeby sobie krzyż (...) [skojarzenie: okładka MARDUKa]. Zaraz potem tamten autokar odjechał. Hm, ciekawe dlaczego? ;)

Po zajechaniu na miejsce około 12, udałem się pod Spodek. No i ciekawe, bo punktualnie, parę minut po 12.30 już wpuszczali do środka. Wszedłem i połaziłem sobie po stoiskach. Ceny były niezbyt zachęcające. W bufetach można było kupić m.in. burgery (ham- oraz cheese-, natomiast Dimmu nie uświadczyłem), zrobione chyba głównie z powietrza oraz napoje gazowane (oczywiście przyniesione z zewnątrz konfiskowali na bramkach, bo przecież trzeba zarobić...). Stoiska "promocyjne" nie były za bardzo promocyjne: 15 - 17.50 PLN za MC, 45 - 100 PLN za CD lub digipak... szczytem były koszulki DIMMU BORGIR po 60 PLN i takież bluzy po 100 PLN!!! Nawet za głupi plakat chcieli 2 złote - ha ha ha. No nic, ale najważniejszy był sam koncert - stoiska można było sobie darować.

Koło 13 zaczęli wpuszczać na płytę i co ciekawe, w porównaniu do zeszłej Metalmanii, pilnowali biletów prawie cały czas - ale oczywiście wszyscy się biletami wymieniali w miarę potrzeby... Bardzo nie spodobał mi się pomysł wypełniania przerw między zespołami przy pomocy tekno - ale wreszcie w pewnym tekno zostało całkowicie wygwizdane i zaczęli puszczać coś normalniejszego.

Trochę później spotkałem trochę znajomych z Warszawy - najpierw Figla, potem Ricka & Karolinę, później Elfa & Maleństwo oraz Zwierza.

Około 14 (jeszcze przed przybyciem #metalplowców) zaczął grać GOREFEST. Dla mnie właściwie nic specjalnego, takie nijakie to było. Natomiast już dawało się zauważyć pewną istotną zmianę w stosunku do zeszłego roku - było coś słychać. I nie ma mowy o żadnym porównaniu... nagłośnienie nie było idealne (IMNHO np. wokal MORBID ANGEL czy HAMMERFALL był za słabo słyszalny) - ale porównać do tamtej żenady tego się po prostu nie da. BYŁO SŁYCHAĆ, CO KTO GRA! Wracając do GOREFEST - grali może 20 minut, 3 czy 4 kawałki. I to się okazał największy mankament imprezy - czas. Ale o tym jeszcze później. Następnie nastąpiły niespodzianki.

Pierwszą znałem już od czwartku poprzedzającego imprezę - że nie zagra CANNIBAL CORPSE. Drugiej nie znałem wcześniej - że LACUNA COIL nie dojechała. Nie bardzo mnie to zmartwiło, bo nie były to te zespoły, które przekonały mnie do wyjazdu, ale chętnie zobaczyłbym, co mają do powiedzenia. Trzecią niespodziankę znałem też od czwartku - że zagra HAMMERFALL. No i zagrał zaraz po GOREFEST - też jakieś 20 minut, 3 czy 4 kawałki. Mnie to specjalnie nie jara, więc przejdę dalej.

Potem był DIMMU BURGER, ups, BORGIR oczywiście. Całkiem nieźle poradzili sobie z repertuarem (znowu tylko parę utworów... - oczywiście był wśród nich "Mourning Palace"), ponadto pojawiły się odpowiednie elementy sceniczne, czyli makijaże, skóry+kolce i plucie "krwią". Jako ciekawostkę podam fakt, że przez cały koncert jakichś 2 gości trzymało transparent z napisem "DIMMU BURGER", logosami McDonalda i stosownym rysunkiem. I cały czas pokazywali fucka, co już nie było zabawne. W pewnym momencie zauważyli to Burgerzy - no i wywiązał się dialog (na gesty - czytaj: wymiana fucków).

Następny był THERION. I chociaż ostatnio THERION z taśmy czy CD specjalnie mnie nie podnieca, to muszę przyznać, że wykonali to naprawdę dobrze i występ nawet hmm... spodobał mi się. Przynajmniej porządnie było słychać gitary i bębny - i było wiadomo, że miał być to Metal, a nie opera ;)). Moment kulminacyjny nastąpił w czasie wykonania "To Mega Therion". O ile z taśmy z trudem już znoszę ten kawałek (słyszałem o "kilka" razy za dużo) - to tutaj podobne objawy nie wystąpiły, a wrażenia pozostały jak najbardziej pozytywne. Było to co trzeba na koncercie. Plus symfoniczne dodatki odtwarzane z taśmy i panna na wokalu. Męskie wokale były, jak dla mnie, trochę za słabo słyszalne (to było chroniczne podczas koncertu - nie dotknęło chyba tylko VADERa i JUDASów). I drugi mankament - czas grania. Znowu ~30 minut, 4 czy 5 kawałqw...

Następny był THE GATHERING. Od poprzedniej MetalManii nazywany przeze mnie "Dresiara" - ale tym razem nazwa wzięła w łeb, bo dresu nie było. Na temat muzyki nie będę się wypowiadał, bo nie przepadam. Twórczość GATHERING co prawda nie wywołuje u mnie odruchów wymiotnych, ale, co zauważyłem rok temu, wywołuje niekontrolowane odruchy senne. Zaczyna się od ustawicznego ziewania. Na szczęście koncert skończył się przez sfinalizowaniem owych odruchów (czytaj: zaśnięciem). Ale 50 minut to było dla mnie trochę za dużo. Wolałbym np. 30 minut GATHERINGu i 50 THERIONa. Tamten był przynajmniej ciekawszy. I nie powodował ziewania.

Potem był VADER. Zapowiedziany dumnie przez Rema jako kapela z Metal Mind. No pewnie, że tak. Od 2 tygodni przed koncertem chyba. W ramach rozgrzewki poszedłem sobie na 2 pierwsze utwory pod scenę. Potem wolałem się wycofać. Od kotła trzymałem się z dala - bo takich jego rozmiarów i amplitudy jeszcze nie widziałem. Wolałem pilnować przedmiotów w swoich kieszeniach (m.in. zegarka, dokumentów, forsy i numerka z szatani). Koniec występu nastąpił po ~30 minutach. No pewnie, bo po co dłużej??? Niestety, coverów żadnych nie było.

Po VADERze był MORBID ANGEL - a właśnie na to czekałem. I się doczekałem. Stanąłem sobie ~1 metr od barierki, gdzie było w miarę bezpiecznie (hehe - nawet zegarek w kieszeni ocalał!). Tylko musiałem uważać, bo co jakiś czas "coś" spadało mi na głowę - ale to już było wliczone w koszta ;) Z zajętego przeze mnie miejsca dosyć dobrze było widać Treya. To, co ten facet wyrabia z gitarą, jest niewyobrażalne... Niestety, występ trwał tylko ~50 min. Bez bisów. Ale rozwalili mnie doszczętnie. A nowy wokalista w jednej z przerw między utworami filmował publiczność - zepewne mu się podobało :)

Potem przyszła kolej na gwiazdę festiwalu, czyli JUDAS PRIEST. To była pora na odpoczynek. Zresztą po jakiejś połowie występu znudziło mi się i byłem zbyt zmęczony po prawie 40-godzinnym niespaniu. "Gwiazdowanie" JUDASów objawiło się czasem występu - około 2 godziny. I bisami - tylko im przyznano do tego prawo. No i dobrze nagłośnionymi wokalami. Ale 2 godziny to stanowczo za dużo - w sumie wszystko brzmiało podobnie (to tylko moje zdanie).

A potem był już tylko powrót do W-wy. I ze 2 stanowczo zbyt długie postoje. Zapewne znów Mitloff zamówił sobie żurek i o niego się awanturował ;) - ale nawet nie chciało mi się sprawdzać tych domysłów.

Wróciłem ostatnim 604 z Centralnego, do którego wsiadłem w ostatniej chwili. Tak więc znowu wyjazd na Metalmanię trwał około 24 godzin.

Podsumowanie: A KTO NIE BYŁ, NIECH ŻAŁUJE!!!

[relacja pisana zaraz po powrocie z festiwalu, conieco przeredagowana w późniejszym terminie]

Komentarze
Dodaj komentarz »

Materiały dotyczące zespołów

Zobacz inne relacje

Metalmania '98
autor: Painkiller

Metalmania '98
autor: Elf

Metalmania '98
autor: Grg

Metalmania '98
autor: kriz

Metalmania '98 i koncertu w studio Łęg
autor: rick

Napisz relację

Piszesz ciekawe relacje z koncertów? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Czy widziałaś(eś) "Kult. Film"?