Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
77% |
| liczba ocen: |
297 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Alice In Chains "Black Gives Way To Blue"
|
Nazwa zespołu: Alice In Chains
Tytuł płyty: "Black Gives Way To Blue"
| Utwory: |
All Secrets Known; Check My Brain; Last Of My Kind; Your Decision; A Looking In View; When The Sun Rose Again; Acid Bubble; Lessons Learned; Take Her Out; Private Hell; Black Gives Way To Blue |
| Wykonawcy: |
Jerry Cantrell - gitara, wokal; William DuVall - wokal, gitara; Mike Inez - gitara basowa; Sean Kinney - instrumenty perkusyjne |
Wydawcy: Virgin Records / EMI
Rok wydania: 2009
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 7
Reaktywacje zespołów po latach milczenia i w zmienionym składzie zawsze wzbudzają mieszane uczucia. Jedni zarzucają muzykom chęć wzbogacenia się i oskarżają o niszczenie legendy grupy. Drudzy są zachwyceni kolejną możliwością usłyszenia swoich idoli. Jeszcze większe kontrowersje wzbudza zapowiedź nagrania nowej płyty przez powracający zespół. Na taki krok zdecydowali się muzycy reaktywowanej w 2005 roku grupy Alice In Chains.
Legenda Seattle zakończyła działalność w 1996 roku. W 2002 roku zmarł, wskutek przedawkowania narkotyków, wokalista grupy - Layne Staley. W roku 2005 zespół reaktywował się, a od 2006 roku występuje z Williamem DuVallem w składzie. 29 września 2009 roku światło dzienne ujrzał czwarty długogrający album studyjny Alice In Chains, zatytułowany "Black Gives Way To Blue".
Na nowej płycie muzycy zespołu nie starają się na siłę powielać pomysłów z przeszłości i odcinać kuponów od dotychczasowych dokonań. Pozostają jednak sobą i mimo nowego wokalisty wiemy, że mamy do czynienia z Alice In Chains. Skoro o nowym wokaliście mowa... William DuVall nie może się niestety równać z Laynem Staley'em. To było jednak do przewidzenia, ponieważ Staley był świetnym i niepowtarzalnym wokalistą. DuVall wypada jednak całkiem dobrze, a jego dwugłosy z Jerrym Cantrellem są łudząco podobne do wspólnego śpiewu Staley'a z gitarzystą grupy. I brzmią niemal równie dobrze, czego przykładem może być mroczna, frapująca ballada "When The Sun Rose Again", a także otwierający album "All Secrets Known" - posępny, wolny utwór oparty na ciężkim gitarowym riffie, w ciekawy sposób urozmaicony w środkowej części szybszym fragmentem. Bardzo dobry i obiecujący początek płyty. Wolne tempo i brzmieniowa potęga cechują również "A Looking In View" - klimatyczny i majestatyczny utwór, który zasłużenie został wytypowany na pierwszy singiel promujący nowe wydawnictwo grupy, choć bez wątpienia jest to mało komercyjna rzecz.
Obok ciężkich i wolnych kawałków na krążku nie mogło zabraknąć także szybszych numerów, których chyba najlepszym przedstawicielem jest przebojowy "Lessons Learned". Na płycie znalazło się również kilka ballad, z których jako pierwsza pojawia się - miejscami zbyt ocierająca się o pop - "Your Decision". Jest to całkiem niezły numer, choć bez wątpienia brak mu wdzięku "Heaven Beside You" czy też klimatu "Down In A Hole". Najlepszą balladę otrzymujemy na zakończenie albumu. W utworze tytułowym pojawia się nawet partia fortepianu, na którym zagrał sam... Elton John. Alice In Chains i Elton John? Brzmi niewiarygodnie, lecz w praktyce wypada nadspodziewanie dobrze. Na wyróżnienie zasługuje także "Take Her Out" - utrzymany w średnim tempie kawałek, którego najjaśniejszym punktem jest partia gitary solowej.
Uważam, i pewnie wiele osób podziela moją opinię, że Cantrell i spółka nie powinni występować jako Alice In Chains, lecz wzorem choćby byłych muzyków Joy Division przyjąć nową nazwę. Tak się jednak nie stało i wobec tego nie pozostaje nic innego jak po prostu cieszyć się powstałą muzyką, bo przecież to ona jest najważniejsza. Tym bardziej że "Black Gives Way To Blue" to - mimo kilku słabszych fragmentów (m.in. zbyt ciągnący się "Acid Bubble" czy chwilami trochę irytujący "Private Hell") - dobra płyta, choć brak na niej wybitnych numerów pokroju "Rooster" czy "Would?". Wprawdzie zdecydowanie słabsza od kultowego "Dirt" i debiutanckiego "Facelift", lecz poziomem zbliżona do albumu "Alice In Chains". To płyta, której warto posłuchać. Nawet ze zwykłej ciekawości, bo twórczość Alice In Chains to dziś już klasyka.
autor: Paweł Filipczyk
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
| Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje:
|
Dodaj swój komentarz!
| |
AiC
bardzo dobry album, choć fakt troche to wszystko przypomina solowe dokonania cantrella, jednak nowy wokal jest ok. i mam nadzieje że da z siebie jeszcze więcej w przyszłości.. swoją drogą, kiedys myślałem że layna staleya jest zastąpić tylko phil anselmo: ta sama charyzma no ale wiadomo- facet ma zajęcie poza tym nie wiem czy jerry i spółka chcieliby mieć kolejnego voc. z było nie było problemami z dragami- przynajmniej kiedyś.. tak więć usłysześ 'we die young' czy 'would?'' z philem zapewne tylko w sferze marzeń.
|
| |
szczera i dobra recenzja
choć średnio lubie ten album, to przyznaje, że jest on fachowo wykonany.
tylko dlaczego nie udało nagrać się tego materiału, gdy layne żył? ciekawe jak byłby wtedy odebrany
|
| |
Magia...
To jest po prostu świetna płyta. Alice z racji pochodzenia skrzywdzono jak dla mnie, zaliczając jednym tchem do nurtu Nirvana - Pearl Jam i co tam jeszcze. Oni zaś zawsze byli czymś znacznie więcej. Przede wszystkim zespołem bardziej metalowym. Co do opisywanego krążka, to z każdym przesłuchaniem zyskuje jeszcze bardziej. Ma świetne, niebanalne melodie, porusza słuchacza. Podwójny wokal rekompensuje w wystarczającym stopniu tak niepowetowaną stratę jak starego gardłowego. Idealnie ten element wpasowano w muzykę, a to na nim mieli się przecież wyjebać. Krążek zaiste wart inwestycji, do wielokrotnego przesłuchania i kontemplacji. Nie spodziewałem się tak wielkiego powrotu. Mnie najbardziej podobają się te magiczne, bardziej melodyjne fragmenty, jak np. dwa ostatnie kawałki. Magia. To jeszcze jeden powód, by rozważyć wybranie się na czeskie Sonisphere, jeżeli wypadną choć w 3/4 tak dobrze jak na gigach wstawionych na youtube to będzie pięknie. Akustycy nie powinni szczędzić mocy dla tak świetnych dźwięków. Wiem, że wielu odmawia im prawa do powrotu pod tą nazwą bez wiadomo kogo, ale raczej bezzasadnie. Nie dość, że usprawiedliwia to jakość muzyki, to zagłębiając się w teksty mam wrażenie, że to płyta w hołdzie temu człowiekowi. 9/10
|
| |
recenzja do bani
undertow (gość, IP: 79.184.5.*), 2010-05-02 21:19:06
| odpowiedz | zgłoś
ten album jest genialny. Czytać tej recenzji naprawdę się nie da ponieważ na płytce jest mnóstwo pięknych utworów. Czasami wręcz muszę opanować natrętne myśli które mówią mi że to najlepszy album Alicji...ale to penie tylko pod wpływem emocji. Polecam :)
|
| |
vcbcxvcx
asdasd (gość, IP: 93.105.112.*), 2010-04-04 18:38:27
| odpowiedz | zgłoś
Private Hell najlepszy z całej płyty!!I nie pi**dol...:D
|
| |
Sorry
rrruuud (gość, IP: 83.230.16.*), 2010-03-29 23:52:51
| odpowiedz | zgłoś
Sorry, ale jeśli dla Ciebie jest "trochę irytujący" genialnie poruszający wyobraźnię, kawałek Private Hell, to ja wymiękam.
|
| |
świetna płyta!
10/10
Świeża, ale słychać echa przeszłości.
|
| |
Alicja powróciła...
Alicja powróciła w znakomitym stylu. Najnowszy album jest doskonałym potwierdzeniem, że od zawsze pierwsze skrzypce w zespole grał i gra Jerry Cantrell. ŚP Layne może być naprawdę dumny z kolegów, ponieważ stworzyli jedną z najlepszych płyt w działalności zespołu, a jednocześnie nagrali jeden z najpiękniejszych utworów poświęcony zmarłej osobie. Album numer jeden 2009 r.
|
| |
:-)
abcdefghijk (gość, IP: 83.26.230.*), 2010-01-04 16:43:33
| odpowiedz | zgłoś
Jeden z najważniejszych albumów minionego roku.
10/10
|
| |
Porządny album.
starygringo (gość, IP: 83.5.223.*), 2010-01-04 15:41:04
| odpowiedz | zgłoś
Moim zdaniem słusznie jest to kolejny album Alice in Chains. Porównanie do Joy Division nie na miejscu, tam po ''odejściu'' Curtisa, New Order zaczęło zupełnie inny - popowy- rozdział. Poza tym główną postacią AiC był tam zawsze Jerry choć zgoda, Layne wybitnym wokalistą był niewątpliwie. Ale udało się go zastąpić.. co do porównywania ''BGWTB'' do ''Dirt'' albo ''Facelift''.., jak dla mnie to świetne albumy, ale po 15 latach niechętnie już do nich wracam. Wolę słuchać ''Jar of Flies'' czy absolutne arcydzieło jakim było ''Above'' Mad Season.. ale to przecież już inna jest muzyka. Dlatego fajnie że po latach powstał nowy album AiC, odświeżyli co nieco swój styl (tylko nie żaden grunge) i choć nie jest to wybitny album, fajnie sie go słucha.. ps. ''Private Hell'' to znakomity numer Panie recenzencie :)
|
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|