Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
86% |
| liczba ocen: |
182 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Heavenwood "Swallow"
|
Nazwa zespołu: Heavenwood
Tytuł płyty: "Swallow"
Wydawcy: Massacre Records / Morbid Noizz
Rok wydania: 1998
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 3
"Swallow" jest bardzo dziwnym dokonaniem. W "Morbid Noizzie" w wywiadzie z
Ricardo Diasem (gitarzysta i kompozytor HW) porównano zespół do Paradise
Lost, Moonspell i Tiamat. Trochę duży rozrzut, nie uważacie? :) Prawda
jest taka, że grają jeszcze inaczej.
Czasem wokale zbliżają się do "Paradajsów", ale refren niszczy jakikolwiek
nastrój. Do Moonspella jeszcze dalej, nie mówiąc już o Tiamacie. Muzykę
Heavenwood można określić jako gotycki metal 'n roll, grany po czterech
piwach i śpiewany przez wokalistę, który lubi sobie czasem pogrowlingować.
Z całej kasety wyróżnia się kilka kawałków. "Heartquake" jest śpiewany
trochę inaczej i prawdę mówiąc jest jeszcze gorszy niż reszta utworów.
"Soulsister", "Sucidal Letters", "Rain of July", "Shadowflower"
są niemalże takie same. Perkusja "um pa um pa" i nic więcej (w "SL"
stopa wali czasem po blackowemu, ale brzmi to bardziej jak silnik
starego samochodu, a nie perkusja), gitara rąbiąca power chords z mocnym
wytłumieniem. I nic więcej. Kiczowate (miejscami) klawisze starają się
wprowadzać nastrój gotycki, ale kompletnie mija się to z celem, IMHO
bez nich byłoby lepiej (a w "Soulsister" syntetyczne chórki nie stroją
z gitarą... panowie?! co to ma być? amatorszczyzna?).
Strona B zaczyna się gitarką, suchymi pseudo-technociarskimi synthami
i automatem perkusyjnym, wygrywającym typowe technociarskie sekwencje
perkusyjne. Czyżby panowie z Heavenwood eksperymentowali?! Uspokoję
was. Nie :). Chwilę potem znów to samo, co na stronie A. Żeby nie skłamać
napiszę, że "Luna" jest wolniejsza i brzmi trochę jak Tiamat. Daleko,
daleko, ale na siłę można ten kawałek do "Innego kind'a of slumber"
porównać. W tym kawałku także pierwszy raz słyszymy pewien znajomy
głosik... Tak. To Kai Hansen (Gamma Ray), który brzmi dziwnie ze swoim
typowo heavy-metalowym głosem przy tej muzyce. Ale jest do dość ciekawe
połączenie i wcale się nie "gryzie".
"Season '98" wyróżnia się tym, że perkusista się obudził i gra inaczej
niż w innych kawałkach. Chwała mu za tę chwilę przebudzenia.
I teraz najlepszy kawałek na całej kasecie. "Downcast" jest
najlepszy chyba dlatego, że śpiewają tam Kai Hansen i Liv Kristine
(ostanio bardzo "popularna" i multizespołowa, przez co "Theater of
Tragedy", jej macierzysty zespół, zszedł na psy). Zaczyna się jak
typowy utwór Liv Kristine, pianinko, perkusja (stopa chodzi trochę
inaczej!!!), delikatne stringi. Wchodzi wokal, Liv plus Ernesto Guerra z
Heavenwood, który nareszcie śpiewa normalnie. Brzmi to bardzo milutko i
uspokajająco. Potem solo na pianinku. Robi się bardzo miło, przyjemnie i
"kominkowo" (wiecie... kominek, lampka szampana, kobieta leżąca obok i
te klimaty :). Wtem muzyka zawiesza się. Słychać wicher i burzę gdzieś
w oddali. Słuchacz już się rozpływa w marzeniach, a tu jak nie walnie,
jak nie trzaśnie! Tutaj growling pana Guerry bardzo pasuje. Szybka
muza, niemal power metal :). W momencie, gdy włącza się pan Hansen,
nawet najbardziej zatwardziali "przytrzymywacze krzeseł" zerwą się do
magicznego tańca. Aż sama głowa rwie się do machania :). To wejście
jest tak genialne, że najlepiej by było, gdyby "Downcast" było jedyną
piosenką na "Swallow". Wtedy kaseta ta dostała by 10 punktów.
Ogólnie rzecz biorąc jest to muzyka nie do końca dobrze
zaaranżowana. Podobno Heavenwood dawniej grał jeszcze ostrzej... Prawdę
mówiąc nie wyobrażam sobie tego :). Gdyby porzucili gotycką otoczkę i
deathowe zapędy, a grali rock 'n rollowo i bez tych strrrasznych klawiszy
(których z resztą nie ma aż tak dużo), byłaby to niezła propozycja na
ostrzejsze imprezy. Jest to muzyka bardzo "taneczna", czy jak niektórzy to
nazywają koncertowa... Czy tak jest, przekonamy się 4.09.1998 w Poznaniu,
gdzie Heavenwood zagra z Atrocity.
P.S. Do tego drogi Morbid Noizzie, błędy we wkładce (te same teksty po
dwa razy) świadczą także i o twoim amatorstwie!
autor: szalony KaPelusznik
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
| Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje:
|
Dodaj swój komentarz!
| |
cd
WardRox (gość, IP: 62.233.139.*), 2010-03-14 03:05:24
| odpowiedz | zgłoś
zgadzam się z przedmówcami. Album wybitny, już Diva zapowiadała obecujący zespół na portugalskiej scenie metalowej. Wyjatkowo nie lubię szuflad, gothic rock to nie jest, a jeśli twórcy recenzji przychodzi to na myśl niech odkopie np. Love Like Blood. Rozwody na temat "stopa brzmi" tak a nie inaczej są dość zabawne; na okładce nie ma napisu gothic/dark metal a bębny mają brzmieć jak np. w Slayer. Po prostu sprawnie zaaranżowany album, klarowne brzmienie, chwytliwe riffy; może jest niespójny ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Przede wszystkim brzmi dobrze. Porównanie z Tiamat... hahahaha Wildhoney waliła na odległość Pink Floyd, Moonspell spłonął wraz z Sin Pecadco ale odrodził się na Butterfly Effect. Czyli jak widzimy nawet te bogi co autor chwyta za zgrzybiałe nogi miały swe wzloty i upadki by wydać dużo i szybko. Heavenwood wydało tylko 3 LP i doskonale bo nie mam im nic do zarzucenia. W totalny ubaw wprowadził mnie wtręt autora o kasecie, która się kończy etc... A co płyty (promo cd) nie dostał? Mógł posłuchać w Empiku. Także miałem kasetę z Morbid Noizz i w żaden sposób nie przeszkadzało mi to w odbiorze. A może pacjent chciał vinyla albo SACD? Żenua
|
| |
niebo
vaderhead (gość, IP: 83.23.183.*), 2009-12-29 11:19:22
| odpowiedz | zgłoś
Ta płytka, jak i poprzedniczka Diva to porcja pięknej muzyki, ehhh przypominają się czasy kiedy do Polski trafił Moonspell a zaraz potem Heavenwood itd. a sama recenzja to jakies nieporozumiene, zero rozeznania tematu, zresztą kto nie zna tych klimatów, ten nie zrozumie
|
| |
Komentarz
Matti18 (gość, IP: 77.254.198.*), 2009-09-16 20:50:18
| odpowiedz | zgłoś
Wcale sie niezgadzam z recenzją!!Najwidoczniej recenzent nieprzesluchal tej plyty. ,,Swallow" jest najlepszym albumem Heavenwood'a. Kompletnie zero orientacji w tym temacie...Ludzie przesluchajcie albumu pare razy zanim go zaczniecie komentowac.
|
| |
Nie zgadzam się.
blindmashine (gość, IP: 91.94.71.*), 2009-02-07 11:16:30
| odpowiedz | zgłoś
W całej rozciągłości tego malkontenckiego wyznania nie zgadzam się z autorem. Swallow jest jednym z najlepszych o ile nie najlepszym albumem rockowym jaki słyszałem. Porównywanie HW do Tiamatu, Paradis`ów czy Moonspella to całkowita pomyłka. Heavenwood a w szczególności "swallow" to coś co się nie zdażyło nigdy wcześniej i pewnie nie zdaży. Utwór Suicidal letters uważam za najlepszy, czołówka bije wszystko co zostało napisane i zagrane na głowy. Co z tego że riff jest prosty, co z tego że perkusista gra sztampowo i wreszcie co z tego że wokal jest taki a nie inny. Piszę ten teks 11 lat po wydaniu krążka zaznaczając że mam go od ponad 10. Nadal jest dobry, najlepszy. Jeśli natomiast autor teksu poszukuje vituozerii to zapraszam do słuchania Vai`a, o ile nie jest dla niego zbyt marnym gitarzystą.
|
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
zespół: Heavenwood
"Swallow"
autor: szalony KaPelusznik
|
|