zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku poniedziałek, 9 grudnia 2019

recenzja: Bon Jovi "One Wild Night - Live 1985-2001"

22.09.2001  autor: Tomasz Kwiatkowski
okładka płyty
Nazwa zespołu: Bon Jovi
Tytuł płyty: "One Wild Night - Live 1985-2001"
Utwory: It's My Life; Livin' On A Prayer; You Give Love A Bad Name; Keep The Faith; Someday I'll Be Saturday Night; Rockin' In The Free World; Something To Believe In; Wanted Dead Or Alive; Runaway; In And Out Of Love; I Don't Like Mondays; Just Older; Something For The Pain; Bad Medicine; One Wild Night 2001
Wykonawcy: Jon Bon Jovi; Richie Sambora; Tico Torres; David Bryan; Hugh McDonald
Wydawcy: Def Jam Island, Universal Music
Rok wydania: 2001
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 7

Powiem prawdę, jakkolwiek dziwnie ona zabrzmi: tak naprawdę to lubię Bon Jovi. Lubię ich płyty z lat osiemdziesiątych, ze "Slippery When Wet" na czele, lubię także ich nieco zmienione oblicze z lat dziewięćdziesiątych, z takimi przebojami jak "Always", "Bed Of Roses" czy "Thank You For Loving Me" (brak ich na omawianej przeze mnie płycie). No i po wysłuchaniu pierwszej oficjalnej płyty koncertowej Bon Jovi mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że będę ich z przyjemnością słuchał również w nowej dekadzie...

Panowie z New Jersey dorobili się w swojej już blisko dwudziestoletniej karierze tylu znanych utworów, że mogli w nich przebierać do woli. Zdecydowali się raczej na kawałki czysto rockowe, dynamiczne (choć nie tylko), siłą rzeczy rezygnując z ballad. Trudno ich o to winić - koncert rockowy to nie miejsce na granie "pościelowych ballad" dla nastolatek zapatrzonych we fryzurę pana Jona Bon Jovi, lecz czadowe misterium. Misterium, które w tym wypadku zostało odprawione naprawdę perfekcyjnie...

Bon Jovi od razu na początku uderza w nas swoimi dwoma największymi przebojami: "It's My Life" i "Livin' On A Prayer". Zostały one wykonane dobrze, ale nie zachwycają niczym szczególnym. Prawdziwe emocje czekają nas za sprawą zupełnie innych utworów. Mówię tu przede wszystkim o fantastycznie tu zagranym "Something To Believe In". Dla mnie jest to zdecydowanie opus magnum tej płyty - zachwyca przede wszystkim niezwykła aura panująca podczas jego wykonania, w jakiś czarodziejski sposób udało się tu stworzyć tak ważną czasem w muzyce przestrzeń. Piękna piosenka, piękne wykonanie... Bardzo dobrze wypadła fajnie tu rozbujana wersja "Wanted Dead Or Alive", dedykowana przez zespół "wszystkim obecnym tu kowbojom".

Pewnym zaskoczeniem może być umieszczenie na tej płycie kawałka "Just Older" z płyty "Crush". Wypadł zaskakująco dobrze, choć pewnie lepszym wyborem byłoby "Next 100 Years" albo "I Got A Girl". Podobają mi się też wersje "You Give Love A Bad Name" oraz "Someday I'll Be Saturday Night", no i podfunkowione "Keep The Faith".

Jak to często bywa w wypadku płyt koncertowych, zespół zagrał też dwa covery - "Rockin' In The Free World" z repertuaru Neila Younga oraz "I Don't Like Mondays" z gościnnym udziałem autora - Boba Geldofa. Uzupełnieniem krążka jest nowa wersja "One Wild Night", nagrana już w studio i wydana na pierwszym singlu promującym tę niewątpliwie udaną, przyjemną w odbiorze płytę.

Komentarze
Dodaj komentarz »
re: Bon Jovi "One Wild Night - Live 1985-2001"
Remington Swans (gość, IP: 92.26.147.*), 2016-11-18 02:50:46 | odpowiedz | zgłoś
Bzdury!!! W mojej bibliotece fonograficznej szala pierwszeństwa przechyliła się z Bon Jovi na korzyść Van Halen za sprawą nieporozumienia pt. "Keep the fate". Niestety, ale ostatnia dobra płyta w dorobku Bon Jovi, to "New Nersey". Cała reszta po tej płycie to pompatyczne wzdęcia skomercjalizowanych gwiazd rocka. I nawet fakty, że Richie Sambora to tak naprawdę Ryszard Sambora - syn polskich emigrantów, który wychowywał się w domu swoich polskich dziadków na przedmieściach Per Amboy i biegle mówi w naszym języku, a John Bongiowi który był jego sąsiasem, a którego dziadek był polskim emigrantem we Włoszech - nie są w stanie przemówić do mnie, abym o ich "twórczości" po roku 1988 napisał coś miłego.
Sam John Bongiowi miał za ojca chrzestnego nie kogo innego, jak samego mistrza Franka Sinatrę, więc miał bardzo ułatwiony start w muzycznym show biznesie. Jednak biedak gdzieś się pogubił za sprawą swojego solowego albumu "Blaze of Glory", który został odebrany przez jego fanów (również przeze mnie) raczej obojętnie i niezgodnie z jego oczekiwaniami. Po powrocie z nową fryzurą do starego składu Bon Jovi, Jon już migdy nie potrafił się odnaleść. Obrana nowa ścieżka artystyczna nie spodobała się starym fanom przyzwyczajonym do serwowania solidnych porcji znakomitego hard rocka i soft metalu. Nowym repertuarem trafili raczej w gusta amerykańskich licealistów ubranych w jeansowe kurtki z kolorowymi naszywkami. Właściwie, ten jego nowy image stał się powodem drwin i symbolem przejścia grupy na "ciemną stronę mocy". Każda kolejna płyta oprócz singla "It's my life", była robieniem dobrej miny do złej komercyjnej gry.
A to wielka szkoda, bo w tym co robili do roku 1988 byli naprawdę dobrzy.
Chala
Mietek
Mietek (wyślij pw), 2009-11-24 23:36:58 | odpowiedz | zgłoś
a widziales DVD z trasy Crush ?
Bon Jovi w wykonaniu biesiadnym ?
re: Chala
kcor (gość, IP: 213.238.80.*), 2011-07-14 08:19:34 | odpowiedz | zgłoś
Biesiadnym? Przecież to kapitalny koncert, oprawa, nagłośnienie, efekty no i oczywiście wykonanie dla 60 tysięcy ludzi! ;]
re: Chala
Remington Swans (gość, IP: 92.26.77.*), 2016-11-19 01:59:51 | odpowiedz | zgłoś
Wytrzymałem do połowy "seansu", i... nie wiem co powiedzieć... po prostu brak słów...
dobre
vaderhead (gość, IP: 83.23.35.*), 2009-08-26 12:11:02 | odpowiedz | zgłoś
Ktoś musi pisać piękne, radosne piosenki i bez wątpienia Bon Jovi robi to znakomicie, wspaniała odskocznia od Necropolis czy Evangelion, skądinąd również świetnych , pozdro
re: dobre
Megakruk
Megakruk (wyślij pw), 2013-02-07 22:52:14 | odpowiedz | zgłoś
ta, ponoć ostatnio żalił się, że mu w zespole piosenek nie dają pisać, bo niby nie umie ;-P

Oceń płytę:

Aktualna ocena (271 głosów):

 
 
82%
+ -
Jak oceniasz płytę?

Materiały dotyczące zespołu

Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje

Cinderella "Long Cold Winter"
- autor: Wickerman

Europe "Last Look At Eden"
- autor: tjarb

Hate "Cain's Way"
- autor: m00n

Silver Samurai "Back to the 80's"
- autor: Aneta Gliwicka

Heavenwood "Swallow"
- autor: szalony KaPelusznik

Napisz recenzję

Piszesz ciekawe recenzje płyt? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Którą kuchnię lubisz najbardziej?