Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
81% |
| liczba ocen: |
311 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Manowar "The Triumph Of Steel"
|
Nazwa zespołu: Manowar
Tytuł płyty: "The Triumph Of Steel"
| Utwory: |
Achilles, Agony And Ecstasy In Eight Parts; Metal Warriors; Ride The Dragon; Spirit Horse Of The Cherokee; Burning; The Power Of Thy Sword; Demon's Whip; Master Of The Wind; |
Wydawcy: Atlantic Recording Corp.
Rok wydania: 1992
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 10
Manowar to specyficzny zespół, który przez jednych jest uwielbiany,
przez innych zaś nienawidzony. Cóż, można lubić muzykę Manowar, można
jej nie lubić (o kurde, odkryłem Amerykę), ale nie można zaprzeczyć
temu, że dzisiejszy metal nie byłby taki jak jest, gdyby pod koniec lat
siedemdziesiątych Joey DeMaio nie spotkał Rossa The Bossa i gdyby ci
dwaj panowie nie założyli owej grupy. Ale to już historia...
Album "The Triumph Of Steel" jest siódmym dużym wydawnictwem Manowar. Od
nagrania sławnego "Kings of Metal" minęły cztery lata. Z tamtego
(starego) składu pozostało jedynie dwóch członków grupy: Eric Adams
i Joey DeMaio. Do zespołu dołączyli: bębniarz Rhino, którego notabene
polecił sam ustępujący mu miejsca Scott Columbus, i gitarzysta David
Schankle. Śmiem twierdzić, że umiejętności obu panów przewyższały
umiejętności ich poprzedników. Jeżeli zaś chodzi o samą muzykę, to
zmian zaszło niewiele, aczkolwiek te, które jednak miały miejsce, są
bardzo widoczne. Manowar nadal gra ciężki i bezkompromisowy, prawdziwy
heavy metal, jednak tym razem zahaczający momentami o czysty thrash. Nie
znaczy to, że utwory straciły cokolwiek ze swojej podniosłości. Nadal
przepełnione są patosem i klimatem iście "wagnerowskim".
Pierwszą kompozycją jest wspaniała suita "Achilles, Agony And Ecstasy
in eight parts". Całość podzielona jest na 8 części i trwa niespełna
pół godziny(!). Teksty opowiadają historię opartą na "Iliadzie"
Homera. Fenomen tego utworu polega na tym, że słuchacz ani przez
chwilę nie odczuwa znudzenia, nawet podczas "Armor of the gods" -
kilkuminutowej solówki na perkusji, czy "Desecration of Hector's body",
będącego popisem gry na gitarze basowej (ośmiostrunowej!). Tak, ten utwór
jest z pewnością najlepszym z całego albumu i najbardziej "malowniczym" -
wystarczy tylko zamknąć oczy i można ujrzeć sceny najazdu na Troję, walkę
Hektora z Achillesem i bezczeszczenie zwłok przegranego. Wspaniałe. Kiedy
już wybrzmią ostatnie takty "Achilles..." nasze uszy atakuje krzyk
Erica. To "Metal Warriors". Utwór trochę w stylu "Metal Daze" z pierwszego
wydawnictwa Manowar "Battle Hymns", czyli wysławiający potęgę prawdziwego
heavy metalu. Ale do tego Manowar zdążyli już nas przyzwyczaić. "Ride
The Dragon" to przykład romansu Manowar z thrashem. Piękny utwór,
będący swoistą baśnią opowiedzianą z prędkością światła. Kolejny
majstersztyk to "Spirit Horse Of The Cherokee". Tekst opowiada o Indianach
przygotowujących się do wojny. Jakby ktoś nie wiedział, to informuję,
że lider zespołu Joey DeMaio to Indianin z krwi i kości, więc takie
teksty mają uzasadnienie. "Burning" to moim zdaniem najsłabszy kawałek
albumu, co wcale nie znaczy, że jest kiepski. Jest za to najbardziej
mroczny. Zaraz po nim nadchodzi kolejny klejnot. "The Power Of Thy
Sword", bo o nim mowa, to bardzo rozbudowany, epicki utwór opowiadający
historię pewnego rycerza. Brak mi słów. "Demon's Whip" zaczyna się bardzo
"demonicznie", aby pod koniec przerodzić się w opętańczą jazdę. Naprawdę
mocny numer. Na koniec pozostał jeszcze bardzo spokojny "Master Of The
Wind". Z jego powstaniem wiąże się pewna smutna historia. Nie będę jej tu
teraz przytaczał. Zainteresowanych odsyłam na strony WWW Manowar, gdzie
zostało to dokładnie opisane. Znajomość historyjki pomaga w zrozumieniu
przesłania zawartego w tekście, który jest jednym z najlepszych, jakie
napisał Joey.
Moim skromnym (możliwe, że wypaczonym) zdaniem "The Triumph Of Steel"
to najlepszy album Manowar. Przewyższa on nawet swojego poprzednika,
owianego legendą i kultem "Kings Of Metal". Nie sądzę, aby Manowar mogli
nagrać w przyszłości coś co przebiłoby potęgę "The Triumph". Prawda jest
taka, że taki album można nagrać tylko raz. Gorąco zachęcam wszystkich
miłośników dobrej muzyki (nie tylko metalowej) do wysłuchania tego
dzieła, bo, jak niegdyś zwykł mówić pan Najsztub w swoim "Tok Szoku":
"naprawdę warto!". Dodam do tego jeszcze slogan reklamowy firmy
produkującej ketchupy i majonezy: "Satysfakcja gwarantowana".
autor: Comeill
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|