Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
59% |
| liczba ocen: |
223 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Megadeth "Risk"
|
Nazwa zespołu: Megadeth
Tytuł płyty: "Risk"
| Utwory: |
Insomnia; Prince Of Darkness; Enter The Arena; Crush'em; Breadline; The Doctor Is Calling; I'll Be There; Wanderlust |
| Wykonawcy: |
Dave Mustaine - wokal, gitara; David Ellefson - gitara basowa; Marty Friedman - gitara; Jimmy DeGrasso - instrumenty perkusyjne |
Wydawcy: Capitol Records Inc.
Rok wydania: 1999
Data napisania recenzji: 28.10.1999
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 7
Piękne czasy nastały, nie ma co. Niegdysiejsi bogowie metalu nagrywają
płyty, pod którymi tak naprawdę kiedyś wstydziliby się podpisać. Ciekaw
jestem, co powiedziałby Dave Mustaine, gdyby ktoś 10 lat temu puścił mu
muzykę z albumu "Risk". "Cryptic Writings" jeszcze dawało się słuchać
(choć i tam wiało nudą), ale "Risk" to już przegięcie.
Album zaczyna się od całkiem udanego kawałka "Insomnia". Wszystkie
te sample i partie smyczkowe są dość zaskakujące i przyznać trzeba,
że mogą zaintrygować. Niezły początek. Drugi na płycie jest "Prince Of
Darkness", chyba najdłuższy utwór w historii Megadeth, prawie sześć
i pół minuty. Fajne wokale Mustaine'a (w środku utworu śpiewa prawie
jak James Hetfield) i charakterystyczne dla Megadeth riffy powodują,
że to jeden z najciekawszych fragmentów "Risk". Oczywiście o żadnej
rewelacji nie może być mowy - to ten komercyjny Megadeth z okolic
"Cryptic Writings" czy "Youthanasii", z thrash metalem nie ma to nic
wspólnego. No i te 11 minut to właściwie najciekawsza część albumu,
teraz zwolennicy thrash metalu wyłączają odtwarzacze, a wierni fani
Megadeth popadają w coraz większą depresję. Singlowy "Crush'em" promowany
videoklipem z Jean Claudem Van Damme jest jeszcze do przejścia, choć
bas a la Modern Talking na początku utworu nie może zachwycać. Rozumiem,
że Ellefson przestał komponować fajne partie basu już jakieś 5 lat temu,
ale żeby natchnienia szukać u Modern Talking?! "Breadline" to kawałek,
po którym załamał się największy w Polsce fan Megadeth jakiego znam
- mój kumpel Adam, który nie podzielał moich obaw wobec Megadeth po
premierze poprzedniego albumu. Dziś po każdym przesłuchaniu "Risk"
zapuszcza "Cause Of Death" Obituary... "The Doctor Is Calling" w tych
warunkach brzmi naprawdę nieźle, powiedzmy... jak stare Aerosmith, co
przy iście poisonowskim "Breadline" nie jest przecież złym odniesieniem,
prawda? Trzeba się chyba położyć na podłodze, żeby zrównać się z poziomem
kompozycji "I'll Be There" i "Ecstasy". Do głowy przychodzą mi takie
nazwy jak Poison, Motley Crue czy Bon Jovi. Typowe, do obrzydzenia
słodkie balladki z tandetną aranżacją. Na koniec albumu mamy "Seven",
który brzmi jak 100 innych hard rockowych zespołów grających gdzieś po
knajpach Arizony, słodziutkie "Time: The Beginning" i heavy metalowe
(niespodzianka!) "Time: The End", które nie jest jednak w stanie nikogo
porwać, gdyż wszyscy już śpią.
Czas chyba na podsumowanie. Wraz z albumem "Risk" Megadeth dołączyło
do grona upadłych gwiazd heavy metalu, gdzie powitani zostali przez
Metallikę i Iron Maiden. Płyta jest nudna jak flaki z olejem, a bajeczki o
"nowoczesnym albumie" Mustaine może sobie wsadzić w dupę, bo nowoczesny
to jest Strapping Young Lad, Fear Factory, Grip Inc. czy Machine Head,
a nie schematy z lat siedemdziesiątych. "Risk" to bez wątpienia jedna
z najsłabszych płyt Megadeth, no ale coż - pazerność i sztuka nigdy nie
idą w parze. Idę posłuchać ostatniej płyty Testamentu...
autor:
Jarek Z
tutaj od 1.02.2000
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
Zobacz:
Wasze komentarze (poniżej)
| Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje:
|
Dodaj swój komentarz!
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|