Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
94% |
| liczba ocen: |
832 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Opeth "Blackwater Park"
|
Nazwa zespołu: Opeth
Tytuł płyty: "Blackwater Park"
| Utwory: |
The Leper Affinity; Bleak; Harvest; The Drapery Falls; Birge For November; The Funeral Portrait; Patterns In The Ivy; Blackwater Park |
| Wykonawcy: |
Mikael Akerfeldt - gitara, wokal; Peter Lindgren - gitara; Martin Mendez - gitara basowa; Martin Lopez - instrumenty perkusyjne; Steven Wilson - wokal, pianino, gitara |
Wydawcy: Music For Nations / Metal Mind Productions
Rok wydania: 2001
Data napisania recenzji: 27.02.2001
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 10
Kolejna płyta Opeth, kolejny powód dla którego warto żyć. Jestem pewien
dwóch rzeczy. Po pierwsze - tej płyty trzeba wysłuchać przynajmniej
5-10 razy, aby w ogóle coś konkretnego o niej powiedzieć; po drugie -
jest zdecydowanie lepsza od swojej poprzedniczki.
To są fakty. A potem już tylko znaki zapytania. Czy Opeth będzie grał
tak samo za 10, 20 lat? I jak będzie wtedy wyglądała moja półka z
płytami? ...bardzo dziwne pytania. Cholera, nie wiem jak będą wyglądały
odpowiedzi na nie, ale jestem pewien, że będą na wspomaninej półce
wszystkie płyty szerzej nieznanego zespołu ze Szwecji, który będzie grał
jakiś dawno zapomniany gatunek muzyki, niezrozumiały przez ówczesną
młodzież, brrrr... - nieprzyjemna wizja (hahaha i pisze to człowiek w
czasach wszechobecnej B.S., "boskiego" E.I. i skandalizującego M.M., co
za czasy); na szczęście znajdzie się jeszcze trochę ludzi rozumiejących,
co chcę przekazać i o czym chcę napisać...
"Blackwater Park"... wydaje mi się, że od "Still Life" Opeth przestał
tworzyć takie jednorodne płyty. W dramatach muzycznych, jakimi bez
wątpienia są "Morningrise" i "My Arms...", każdy kolejny utwór jest
kontynuacją poprzedniego, te płyty są całością zarówno od strony
przekazu muzycznego, jak i tematu przewodniego. "Still Life" był albumem
koncepcyjnym, ale tylko w warstwie tekstowej, natomiast "Blackwater
Park" to osiem odrębnych, dopracowanych, dopieszczonych utworów, których
spokojnie można słuchać oddzielnie. Prawie każdy taki utwór jest jakby
miniaturką całej płyty.
Trochę żal wspaniałych "Morningrise" i "My Arms Your Hears". I nawet
po moim zdaniem niezbyt udanej "Still Life", miałem spore obawy co do
zawartości następnej płyty, które zaczęły się potwierdzać po pierwszym,
drugim, trzecim przesłuchaniu. Ale następne rozwiały wątpliwości, jak
wiatr zeschłe liście. Opeth jest WIELKI i taki pozostanie. Co będę ścierał
długopis, posłuchajcie tylko "Bleak". Jakby mi ktoś powiedział, że ten
utwór zmieni się w drugiej części w cudowną balladę, którą mógłby zagrać
np. Red Hot Chilli Peppers, to... to pewnie znając Opeth wcale bym się
nie zdziwił, hehehe. Tak, drugi numer na tej płycie jest wyjątkowy (dodam,
że jest jeszcze na niej siedem wyjątkowych utworów). Uderzające jest to,
jak ta muzyka zmienia nastrój, tak jakby nagle wyjść z bezwzględnej,
dzikiej, przerażającej dżungli i znaleźć się na słonecznej, cichej
polance... ale od początku.
Płyta zaczyna się właściwie typowo - to jest Opeth - to się rzuca w uszy,
ryk Mikaela jest dość charakterystyczny, a uderzenia gitar na przemian z
melodyjnymi partiami nie pozostawiają wątpliwości, tak gra tylko Opeth. To
tak, jakby płynąc rwącym potokiem, obijając się o skały, umieć dostrzec
piękno i ciszę wokół. Utwór kończy piękna, cicha partia fortepianu i
przechodzimy do wspomnianego "Bleam". Pierwsza część mocno orientalna,
przypomina się "Edenbeast" MDB, a potem gitary się nagle urywają i z
głośników rozbrzmiewa piękna, słodka piosenka... no nie taka słodka,
przesadziłem, w muzyce Opeth nie ma miejsca na sztuczność, nieszczerość,
za to dużo jest bólu, uczucia i ponadczasowego piękna....
A my jesteśmy w najspokojniejszych miejscach na tej płycie, "Harvest"
jest po prostu śliczną, refleksyjną piosenką; małe spostrzeżenie -
Opeth grający w ten sposób jest ciągle tym samym zespołem, tak grają
tylko oni, nawet jeśli używają tak "banalnych" środków wyrazu, jak
gitara akustyczna i niezabrudzony wokal. Dalej "The Drapery Falls" -
utwór pilotujący płytę, kiedy go pierwszy raz zapuściłem, nie mogłem
przestać słuchać, zakochałem się w tych dźwiękach i wiedziałem, że ta
płyta nie może być słaba. Muzyka płynie, głos Mikaela bardzo czysty (i tu
mała uwaga: taki śpiew może mieć więcej siły w sobie niż niedźwiedzi ryk,
którego tak dużo wylewa się z gardła Mikaela), nastrój sennego marzenia,
w środku słychać mały ukłon w stronę King Crimson (tu i ówdzie na płycie
słychać ich wpływy), a później ten ryk jakby z głębi dżungli, niepokojący,
poza świadomością. "The Drapery Falls" odchodzi coraz ciszej i ciszej -
kończy się pierwsza część płyty.
Dalszy ciąg jest już bardziej mroczny i agresywny, no cóż, Opeth to
Opeth, a nie jakaś Metallica, czy inne Aerosmith. Choć muszę przyznać,
że czasami zespół ociera się o kicz, niekiedy zaczynają już nużyć podobne
do siebie agresywne riffy i growling Mikaela, i człowiek tylko czeka na
tę melodyjną część utworu, ale to odczuwa się dopiero przy końcu płyty
(być może trochę zbyt długiej... a tam, chyba za dużo marudzę). Na
razie słyszymy wstęp do "Birge For November". Nie wiem, czy to jest mój
ulubiony utwór, w każdym razie mógłby się znaleźć na moich ulubionych
"Morningrise" i "My Arms Your Hears". To najmroczniejszy kawałek na
płycie i jednocześnie najbardziej klimatyczny; głos Mikaela jakby jeszcze
głębszy, pierwotny i te płynące gitary, jak w powolnym, przerażającym,
nieuchronnym tańcu śmierci... ach gdyby ten klimat ciągnął się do końca,
co to byłaby za płyta! Ale to tylko chwila, tak jak pięknie się zaczął,
tak i pięknie, w ciszy i smutku odchodzi, szkoda, że to nie jest ostatni
utwór (na szczęście zawsze można zmienić kolejność).
Im bliżej do końca płyty, tym bardziej muzyka staje się pełna desperacji,
bólu, prawie nie ma miejsca na odpoczynek, jedynie przy przedostatnim
utworze można złapać trochę powietrza, ale to tylko niecałe dwie minuty.
Szkoda, że nie ma więcej na tej płycie takich "luźnych", rozmarzonych
fragmentów... i znów marudzę, a płyta kręci się i kręci, chyba się zaciął
przycisk "repeat", hehe...
autor:
Arhaathu
tutaj od 18.03.2001
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
Zobacz:
Wasze komentarze (poniżej)
| Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje:
|
Dodaj swój komentarz!
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|