Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
67% |
| liczba ocen: |
178 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Opeth "Heritage"
|
Nazwa zespołu: Opeth
Tytuł płyty: "Heritage"
| Utwory: |
Heritage; The Devil's Orchard; I Feel The Dark; Slither; Nepenthe; Haxprocess; Famine; The Lines In My Hand; Folklore; Marrow Of The Earth |
| Wykonawcy: |
Mikael Akerfeldt - wokal, gitara; Frederik Akesson - gitara; Per Wiberg - instrumenty klawiszowe, melotron; Martin Mendez - gitara basowa; Martin Axenrot - instrumenty perkusyjne |
Wydawcy: Roadrunner Records
Rok wydania: 2011
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 7
Dziesiąta płyta Opeth od razu przykuła moją uwagę okładką, bo zarówno od strony czysto estetycznej, jak i ilości nagromadzonych symboli jest to jedna z ciekawszych grafik, jakie zdarzyło mi się widzieć. Baśniowa stylistyka, mocne kolory - czuć inspirację klasykami progresywnego rocka - i praktycznie żaden element nie jest tu przypadkowy. Dziewięć gwiazd na niebie reprezentuje poprzednie albumy zespołu, a słońce - to właśnie "Heritage". W centrum grafiki znajduje się drzewo, którego korzenie sięgają głęboko w piekielne czeluści, co zwraca uwagę na deathmetalowy czynnik występujący w muzyce zespołu. Wśród zielonych liści drzewa widzimy głowy czterech członków kapeli. Ponieważ Per Wiberg wkrótce po nagraniu płyty rozstał się z zespołem, jego głowa z drzewa spada i wkrótce dołączy do znajdującej się pod nim kupki czaszek byłych członków grupy. W tle widać płonące miasto, symbolizujące upadek cywilizacji, a tłum ludzi grzecznie czeka w kolejce, aby z drzewa zerwać owoce (muzycznej mądrości?)...
I tak samo, jak okładka "Heritage" różni się diametralnie od poprzednich okładek formacji - oszczędnych, mrocznych, utrzymanych w ciemnych kolorach - tak i muzycznie na nowej płycie Opeth wykonuje wręcz szokującą muzyczną woltę. Od początku swojej kariery zespół budował swoją muzykę na przeciwstawianiu ostrych deathmetalowych partii z mocnym growlingiem Akerfeldta oraz mrocznych, ale niezwykle subtelnych zwolnień, w trakcie których także wokalista pokazywał swoją drugą, łagodną i melancholijną twarz. Drugi ważny wyznacznik to bardzo rozbudowane formy, które czasami tylko przetykano krótszymi, spokojnymi nagraniami.
Zabierając się do słuchania nowego albumu trzeba o tym wszystkim zapomnieć, zespół stawia bowiem grubą kreskę, kompletnie odcinając się od swojego dotychczasowego stylu. Zamiast tego czerpie całymi garściami z klimatu progresywnego rocka lat 60. i 70. Można tu bowiem znaleźć kingcrimsonowską schizofreniczność, akcenty jazzrockowe, psychodeliczne odjazdy w stylu wczesnego Pink Floyd, pomieszane i gęste partie instrumentalne, jak i akcenty folkowe. Nie ma tu growlingu - pozostał tylko "czysty" śpiew Mikaela. Nie ma tu także zbyt wielu regularnych riffów. Gitarzyści kompletnie zrezygnowali z dominującej roli - w obszernych fragmentach brzmienie ich instrumentów w ogóle znika ("Heritage", "Devil's Orchard", "Nepenthe", "Morrow Of The Earth"), a w innych - mamy subtelny akustyk albo jakiś nienarzucający się motyw w tle. Podobnie jest z perkusją, która jest dość wycofana, gra jakby w tle, jest jej sporo, ale raczej w wydaniu lekkim i zagęszczonym, niż potężnym i napędzającym całość muzyki. Bardzo dużo mamy natomiast basu oraz klawiszy (w tym dużo Mooga i Hammonda), co powoduje, że muzyka jest bardzo zbalansowana - każdy z członków zespołu spełnia podobną rolę w kreowaniu dźwięków.
Bardzo mi to odpowiada. Podobnie nie mam żadnych pretensji z powodu sięgnięcia do źródeł muzyki progresywnej, bo pod tym względem lata 60. i 70. są mi bardzo bliskie. Bardzo ciekawy jest też klimat płyty - niepokojący, mroczny, przesycony goryczą i melancholią. Jest tu także sporo zachwycających pomysłów, ale niestety "Heritage" jako całość broni się z ledwością.
Jak na mój gust album jest przesadnie zdominowany przez wolne, przestrzenne, rozciągnięte partie, niejednokrotnie zespół pozwala spokojnie wybrzmieć dźwiękom i na moment zawiesza granie ("Haxprocess", "Heritage"). Poszczególne fragmenty brzmią niby dobrze, ale gdy słucham krążka w całości, to pachnie nudą. Przy "Heritage", "Marrow of the Earth", obszernych fragmentach "I Feel The Dark" oraz "Haxprocess" czy w pierwszej połowie "Nepenthe" zaczynam ziewać i odruchowo rozglądam się za poduszką, żeby się zdrzemnąć. Poza tym brakuje nieco spójności. Są momenty, gdy Opeth bierze jakiś pomysł, gra go przez minutę, po czym następuje cięcie i przejście do kolejnego motywu. Eklektyczne podejście do muzyki jak najbardziej mi odpowiada, ale poszczególne motywy muszą w jakiś logiczny sposób z siebie wynikać - w przeciwnym razie mamy tylko zlepek pomysłów.
A na przykład takie "Slither" jest zdecydowanie prostsze w formie - najpierw jest dynamicznie, a w końcowej partii mamy stonowaną gitarę akustyczną - ale od początku do końca wiadomo o co w nim chodzi, przez to staje się jednym z najjaśniejszych punktów płyty. Obok niego ustawiłbym "Famine" z kapitalnym wręcz duetem fletu i ostrej, przybrudzonej gitary, którego nie powstydziliby się Anderson i Barre z Jethro Tull. Bardzo dobre, choć trochę niespójne, jest także "Folklore" z najciekawszą linią wokalną i świetnym ożywieniem w drugiej części utworu. A najlepsze na płycie jest "Devil's Orchard" - tu jest wszystko w odpowiednich proporcjach: zapętlony motyw gitarowy, ciekawa rytmika, chwilami jest ostrzej, chwilami - spokojnie i psychodelicznie.
Bardzo trudno mi ocenić tę płytę. Na pewno jest intrygująca i zaskakująca, na pewno jest tu dużo fajnych pomysłów i instrumentalna biegłość. W żaden sposób nie przeszkadza mi także stylistyczna zmiana zaproponowana przez zespół, ba, nawet ją doceniam. Zresztą - taka płyta chyba musiała kiedyś nadejść, bo będący mózgiem grupy Akerfeldt od lat mówił o swojej fascynacji muzyką lat 60. i 70., więc dźwięki, które słyszymy na "Heritage" musiały już w nim "siedzieć" od dawna. Ale kompozycyjnie album nie jest powalający. Jest dobry, momentami nawet znakomity, ale w sumie tylko na "siódemkę".
Zobacz: recenzja Opeth "Heritage" autorstwa Megakruka.
autor: Tomasz "YtseMan" Wącławski
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
| Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje:
|
Dodaj swój komentarz!
| |
eh...
Kreuzung (gość, IP: 89.191.147.*), 2012-02-05 03:26:47
| odpowiedz | zgłoś
eh, nie dla mnie to nie to... Mimo ze zawsze sklaniałem sie do tych spokojniejszych utworów z ich repertuaru i dosc pierwsze plyty sa i pewnie zawsze beda dla mnie zbyt niepokojące (żeby nie powiedziec cięzkie) to niestety Heritage jest juz za bardzo odchylona w strone akustyki / progresji / psychodeli / krautrocka. To co mnie cieszyło w ich muzyce to własnie to piekne połaczenie mocy z deslikatnoscia wrecz :) utwory takie jak Deliverance czy Grand Conjuration. Pełne energii a zarazem melodyjne. Heritage to dla fana zespolu "must have" ale pewnei dla niekotrych z nas w tym wypadku raczej z szacunku niz z faktu uwielbienia muzyki...
|
| |
Jest ok
Kocham Opeth ponad wszystko, więc ciężko mi obiektywnie spojrzeć na tą płytę, ciężko mi powiedzieć, że coś z nią nie tak. Trochę żałuję, że przeszli na totalny progresyw. Growl Mikaela, tak jak i jego delikatny śpiew to była mieszanka przepiękna! No, ale do Heritage też nic nie mam, przyjemnie mi się jej słucha.
|
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|