Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
70% |
| liczba ocen: |
10 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Ritual Carnage "Every Nerve Alive"
|
Nazwa zespołu: Ritual Carnage
Tytuł płyty: "Every Nerve Alive"
| Utwory: |
Awaiting The Kill; 8th Great Hell; Death, Jugdement, Fate 4. Burning Red, Burn Til' Death; End Of An Ace; World Wide War; Scars Of Battle; Every Nerve Alive; The Wrath; Escape From The Light; Far East Aggressors |
Wydawcy: Osmose Productions
Rok wydania: 2000
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 7
Kiedy dostałem krążek do ręki, nazwa Ritual Carnage była mi kompletnie
obca. Jednak, jak dowiedziałem się z dostarczonego bio, zespół istnieje od
1996 roku i założony został przez D. Montgomery'ego. W 1998 roku nagrali
pierwszy album, który uzyskał bardzo dobre noty w wielu magazynach,
głównie europejskich. Warto tu dodać, że niniejsza płyta została uznana
przez pismo "Terrorizer" jedną z pięciu najlepszych w 1998 roku. Zespół
ma za sobą wiele koncertów z takimi formacjami jak Impaled Nazarene,
Immortal, Benediction czy Marduk.
Tyle krótkiej historii, przejdźmy do płyty. "Every Nerve Alive" to drugi
album w dorobku Ritual Carnage. Materiał zawiera jednaście utrzymanych w szybkim
i umiarkowanie szybkim tempie kompozycji z gatunku death/thrash. Brzmienie
całości jest lekko "przybrudzone". Nie mam tu na myśli kiepskiej
produkcji, podoba mi się taki nie kryształowo czysty dźwięk. Właściwie
chyba tego rodzaju brzmienie w połączeniu z muzyką, nasunęlo mi skojarzenia
z "Beneath The Remains" Sepultury. I na pewno coś w tym jest.
Wśród jedenastu utworów, jakie serwuje nam Ritual Carnage, trudno od
razu znaleźć coś szczególnego, coś, co od razu wpada w uchu. Nie należą
one do wybitnych, muzycy również nie należą do wirtuzów, ale materiał
jest zagrany dobrze i słucha się tego całkiem przyjemnie, mimo że nie
zwala z nóg. Całośc utrzymana jest w szybkim tempie, z mało wyszukanymi
solówkami. To, że trudno znaleźć utwór bardziej charakterystyczny, wynika
z faktu, że niektóre riffy są bardzo podobne. Powoduje to nawet, że płyta
staje się czasem monotonna. Jednak udało mi się wychwycić trzy utwory,
które moim zdaniem wyróżniają się na tej płycie. Należą do nich "Awaiting
The Kill", "Burning Red, Burn Til' Death" i "Escape From The Light". W
"Awaiting..." mamy wolny początek (w porównaniu do reszty materiału),
potem utwór osiąga właściwą płycie szybkość. "Burning..." jest szybki,
z miarowym tempem na początku, ogólnie dobry, mocny kawałek. Jednak
budzi we mnie wiele skojarzeń z dawnymi płytami kilku kapel, słychać
tam m.in. starego Slayera i Sepulturę. "Escape..." to znowu dobry
początek. Spokojna, kojąca gitara, która co jakiś czas przeplatana jest
ciężkim, szybszym riffem, oprócz tego pojawia się czasem tradycyjny
wokal. Bardzo dobry numer, chyba najlepszy na płycie. Jeszcze słówko
na temat skojarzeń. Wsłuchując się, co jakiś czas miałem wrażenie, że
już gdzieś to słyszałem, może lekko zmienione. Ale posłuchajcie utworu
"Far East Aggressors", dla mnie to Metallica z okresu "Kill'em All".
Aha, Metallica. W wersji winylowej "Every Nerve Alive" zawiera cztery
dodatkowe kompozycje. Wśród nich możecie znaleźć cover "Hit The Lights",
ale nie jest on jakoś szczególnie zagrany. Pozostałe trzy utwory moim
zdaniem powinny były pojawić się w wersji standardowej, gdyż są jednymi
z lepszych.
"Every Nerve Alive" to zwykła death/thrashowa płyta, niczym nie
zaskakująca, utrzymana na dobrym, ale średnim poziomie. Dużo jest takich
wydawnictw i prawdopodobnie utonie ona wśród wielu jej podobnych.
autor: m00n
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|