zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku niedziela, 22 października 2017

recenzja: Saxon "Killing Ground"

4.03.2014  autor: Mikele Janicjusz
okładka płyty
Nazwa zespołu: Saxon
Tytuł płyty: "Killing Ground"
Utwory: Intro; Killing Ground; Court Of The Crimson King; Coming Home; Hell Freezes Over; Dragons Lair; You Don't Know What You've Got; Deeds Of Glory; Running For The Border; Shadows On The Wall; Rock Is Our Life
Wykonawcy: Peter "Biff" Byford - wokal; Paul Quinn - gitara; Nibbs Carter - gitara basowa; Doug Scarratt - gitara; Fritz Randow - instrumenty perkusyjne
Wydawcy: SPV Records, Mystic Production
Rok wydania: 2001
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 8

To jest album, który z czystym sumieniem mogę polecić początkującemu adeptowi muzyki metalowej, to też dobry pierwszy kontakt z muzyką wyprodukowaną przez Saxonów.

"Killing Ground" trwa niemal tyle samo, co "Metalhead" (1999), jednak pomysły, które tkwią w tej muzyce, z pewnością pozwoliłyby zbudować dobry album dwupłytowy. Oba krążki można by nazwać bliźniaczymi, skoro nagrane zostały w tym samym miejscu (Hamburg, "Karo Studios") i ci sami ludzie czuwali nad ich realizacją: procesem nagrywania zajęli się Nikolo Kotzev i Charly Bauerfeind, etapem produkcji Biff Byford z pomocą kumpli z zespołu, a prace graficzne ponownie zlecono Paulowi Raymondowi Gregory'emu. Płyty można nazwać bliźniaczymi również dlatego, że w pewnym momencie były nawet sprzedawane we wspólnym opakowaniu. Okładka "Killing Ground" jest bardziej minimalistyczna niż do "Metalhead", ale też bardziej sugestywna. Na czerwonym tle dumnie prezentuje się logo Saxon, poniżej złocisty hełm, a u dołu - tytuł płyty. Niby nic takiego, a przyciąga wzrok, a przecież o to chodzi w heavy metalu. Wkładka - super: teksty piosenek wydrukowane wyraźną czcionką, w środku duża fotografia ukazująca muzyków siedzących przy stole w jakimś ponurym lochu, a na końcu podziękowania i dane techniczne.

Już na etapie intro robi się ciekawie: najpierw słychać odgłosy bitewnej zawieruchy, potem wchodzi delikatna muzyka, która z każdą chwilą staje się coraz bardziej okazała. A po intro "Killing Ground" - znakomity otwieracz, jakże inny od mdłego "Metalhead". Heavy metal dosłownie kotłuje się w głośnikach, lecz przede wszystkim urzeka Biff Byford, który śpiewa drapieżnie i klasycznie zarazem. Jest wielki w refrenie, gdzie jego głos doskonale interpretuje tekst:

"We are brothers in arms
We fight for the cause
Together we stand divided we fall
On the killing ground, killing ground"
.

Przed upływem czwartej minuty zespół gwałtownie zwalnia i zostawia miejsce Nibbsowi Carterowi, by ten zagrał solo na basie. Potem muzyka znów się rozpędza, wchodząc na dawną ścieżkę. Jeszcze bardziej rozbudowany jest "Court of the Crimson King" - ewidentny ukłon w stronę starych mistrzów z King Crimson. Trudno tu mówić o coverze (oryginalne dzieło trwa 9 minut), to raczej parafraza (przeróbka 3 minuty krótsza), ale zrobiona zmyślnie. Rozpoczyna się mocnym wejściem, dźwięki płyną w średnim tempie, potem wyciszenie i zostaje tylko gitara akustyczna i głos Byforda. Wokalista zrobił tu niesamowitą robotę; obok takich emocji w połączeniu z naturalnym talentem trudno przejść obojętnie. Kapitalnie zaaranżowano tu przejście do refrenu, który dla kontrastu brzmi po prostu mocarnie. Trudno zachwycać się każdą nutą, riffem czy przejściem, bo można popaść w śmieszność, ale rzeczywiście saxonowa wariacja "Court of the Crimson King" to najwyższa półka.

Seria klasycznych riffów gitarowych połączona z mocno wysuniętym wokalem i równą pracą perkusisty występuje w "Coming Home". To takie tradycyjne skwarki podane z piwem zamiast zsiadłego mleka. Niezmiennie dobre wrażenie na słuchaczu wywiera "Until Hell Freezes Over" - utwór idealny do śpiewania na koncertach (czego Saxon niestety nie praktykuje). Niektórzy dopatrują się tu cytatu z "Hells Bells" AC/DC. Żywiołowe solo tylko podnosi ogólny poziom odczuć. Myśl zawarta w tekście koncentruje się na pewnych trudnościach życiowych, lecz "prędzej piekło zamarznie" (zgodnie z tytułem) niż zespół podda się przeciwnościom losu. Cóż, zawsze warto walczyć do końca.

"Dragons Lair" to wielki przebój tego krążka. Jest to wizytówka włożona do kieszeni marynarki, w każdej chwili gotowa, by właściciel ją okazał. Na pewno jest ten utwór najszybszy na płycie i znalazł się w dobrym miejscu, bo przedziela dwa dłuższe i wolniejsze kawałki. Biff pięknie akcentuje tu poszczególne wersy, popisując się rockowym vibratem. Utwór siódmy o długim tytule "You Don't Know What You've Got" trwa równo pięć minut. Chociaż ma intrygującą linię melodyczną, to jakoś (niektórych) nie porywa. Może to wina skandowanego śpiewu, dodatkowo wzbogaconego sztucznym echem, może zbyt długiego powtarzania tych samych słów w refrenie, aż do całkowitego wyciszenia w końcówce. By oddać sprawiedliwość, utwór nie jest zły, lecz w stosunku do pozostałych z "Killing Ground" to taki mały schodek w dół. Uroczym kawałkiem ukrytym za ósmym uchem jest "Deeds of Glory", uroczym zwłaszcza za sprawą typowego dla Saxonów tekstu opowiadającego o czynach historycznych. Wokalista wspomina, jak w młodości lubił słuchać opowieści o bohaterach z przeszłości, o wojownikach mężnych i zuchwałych, o obrońcach wiary i królestwa; zachęca słuchacza do lektury pożółkłych kart, z których wyłania się niejedna fascynująca opowieść. Ale muzycznie też jest jazda na najwyższych obrotach. Instrumentaliści współpracują ze sobą aż miło posłuchać. I tym razem wszystko zostało podporządkowane wokalom. Biff znów wspiął się na wyżyny, ciśnienie krwi rozsadza żyły, a ręka odruchowo szuka miecza, kiedy słyszy się tak podniosły refren, jak w "Deeds of Glory".

"Running for the Border" też oferuje pozytywne doznania. Kompozycja ta chyba najbardziej ze wszystkich nawiązuje do dawnych dokonań z okolic "Strong Arm of the Law" (1980). Biff roztrząsa tu problem polityczno-społeczny, jakim jest nielegalne przekraczanie granicy meksykańsko-amerykańskiej. Mroczną strukturę ma najdłuższy na "Killing Ground" kawałek zatytułowany "Shadows on the Wall". Jest to półballada, w której spokojna część w zwrotkach przeplata się z głośnym refrenem. Głos Biffa raz jest czysty, innym razem przetworzony, ale za każdym razem brzmi mocno i rockowo. Nie chcę powiedzieć, że najlepsze zostawiono na koniec, ale rzeczywiście "Rock Is Our Life" to wspaniały rockowy hymn, który można śpiewać bez końca. Już samo wejście instrumentów w pierwszej sekundzie pozwala mniemać, iż będzie to genialny kawałek. Dalej gitary tną jak wściekłe osy, a Biff przechodzi samego siebie, śpiewając:

"Raise up your hands into the light
We stand together 'cause rock is our life
Lift up your voices into the night
We stand together 'cause rock is our life"

Nie pomylę się, jeśli powiem, że ten manifest jest potomkiem w linii prostej "And the Bands Played On".

Muzyka zawarta na "Killing Ground" zaaranżowana została na najwyższym poziomie. Słucha się tego krążka z dużą przyjemnością, co więcej - wytrzymuje on starcie z innymi dokonaniami zespołów heavymetalowych i tych starszych, i tych młodszych. Właśnie ta płyta i "Brave New World" (2000) Iron Maiden były najlepszymi dokonaniami kapel z kręgu NWOBHM od lat.

Komentarze
Dodaj komentarz »
re: Saxon "Killing Ground"
szym0n (gość, IP: 77.253.148.*), 2017-06-18 09:40:56 | odpowiedz | zgłoś
W piątek dotarła płytka cd z ebaya, ech jak ten tytułowy walec niszczy wszystko. Zastanawiam się czy Intro+Killing ground nie jest fajniejsze niż The Return+Lionheart jak dla mnie porównywalne utwory względem zaje***tości.