zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku poniedziałek, 22 października 2018

recenzja: My Dying Bride "Feel The Misery"

22.09.2015  autor: Megakruk
okładka płyty
Nazwa zespołu: My Dying Bride
Tytuł płyty: "Feel The Misery"
Utwory: And My Father Left Forever; To Shiver in Empty Halls; A Cold New Curse; Feel the Misery; A Thorn of Wisdom; I Celebrate Your Skin; I Almost Loved You; Within a Sleeping Forest
Wykonawcy: Aaron "Aaron" Stainthorpe - wokal; Andrew Craighan - gitara; Calvin "Calvin" Robertshaw - gitara; Lena Abe - gitara basowa; Shaun Macgowan - wiolonczela; Dan Mullins - instrumenty perkusyjne
Wydawcy: Peaceville Records
Rok wydania: 2015
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 9

Zwycięskiego pochodu brytyjskiego gothic - doom metalu ciąg dalszy. Po grobowym pierdyknięciu, jakim skutecznie zaćmił tegoroczny czerwiec Paradise Lost, wlecze się w moje skromne progi wyjące rozpaczą i uwodzące grobowym pięknem My Dying Bride. Scenariusz podobny, jak w przypadku gromadki Grega Macintosha. Pierwszy singiel "And My Father Left Forever" w sieci, i już wiedziałem, że będzie luta, a Panna Młoda przepięknie poumiera sobie w głośnikach.

To nie zaskoczenie dla wieloletniego die harda MDB jakim jestem. W moim mniemaniu ten zespół to jeden z niewielu, które nie dość, że w swoim music portfolio nie posiadają czegoś takiego, jak gówniana płyta, to na dodatek nigdy nie powielają bezmyślnie swoich tworów. Owszem, Aaron i Andrew trzymają się założonej konwencji doomowania, ale za każdym razem brzmi to nieco inaczej. To po prostu kolejne rozdziały wciąż tej samej smutnej powieści, której epilogu (słuchając "Feel The Misery") mam nadzieję długo jeszcze nie poznać. Bride zdają się być w życiowej formie, nadto wszystko układa się po myśli ich starych fanów. Do kapeli wraca Calvin Robertshaw, a więc osoba biorąca udział w popełnianiu najbardziej klasycznego rozdziału twórczości od "As The Flower Withers" do "34.788... Complete". Jakkolwiek faniszczy wzwód nieco opada, kiedy do człowieka w końcu dotrze, że ów jegomość do nowej płyty ani ręki, ani nogi nie przykładał, ale... zawsze pozostaje nadzieja, że wraz ze starym członkiem powrócą także stare demony, których absencję na ostatnich krążkach odnotowali co złośliwsi recenzenci i inni muzykolodzy.

Wymienieni złośliwsi recenzenci i inni muzykolodzy mogą sobie "Feel The Misery" od razu odpuścić. Nie oni są po prawdzie targetem tego krążka. Singlowy "And My Father Left Forever" spokojnie mógłby uzupełnić tracklistę poprzedniej płyty, "A Map Of All Our Failures". Czyste wokalizy Aarona czy melodyjny temat wiodący nie zapowiadają wstrząsu, jaki przynosi ze sobą już druga stopa kopanej mogiły, czyli "To Shiver In Empty Halls". Tutaj żarty się kończą. Lodowaty podmuch głębokiego growlu Stainthorpe'a, prowadzącego wyjące w funeralnym walcu gitary, ścina z kulasów. Tak, jak przy pierwszej piosence wciąż podkręcałem volume na odtwarzaczu, bujając się w rytm ballady i romansu, tak tutaj aż przysiadłem, gubiąc po drodze wysłużone bambosze. That's more like it!

Większość pozostałej muzyki stara się mieszać te składniki we w miarę równych proporcjach, generalnie skupiając się na powolnym zadawaniu ran i sączeniu w nie: raz jadu, raz rozpaczy. O ziewaniu jednak nie ma mowy. Rozwlekłe - jak na możliwości przeciętnego odbiorcy - motywy, zaklęte w dziewięciominutowych kolosach, czasem niemal przytłaczają bogactwem i ponurym kolorytem serwowanych treści.

Weźmy taki "A Cold New Curse", w którym furia miesza się genialnie z prawie całkowitymi "wyciszeniami" lub wymiotujący mozolną agonią "I Celebrate Your Skin". Dla mnie to kwintesencja tego, czym jest Stainthorpe'owo - Craighanowe My Dying Bride. Wrzącym tyglem mrocznych uczuć, miotających się od wściekłych emanacji, przez strzeliste katedralne sklepienia, aż do apatycznych, melancholijnych upadków. We wszystkim tym jest jakiś podskórny autentyzm, szczerość przeżywanych emocji, za które to przymioty zawsze ceniłem muzykę My Dying Bride.

Taki oto duszny klimat uzupełniają trupio blade promyki, tyle niepokojących, co pięknych dzięki klawiszom i skrzypcom "A Thorn Of Wisdom" i "I Almost Loved You" (odwołania do "Turn Loose The Swans" i "The Angel And Dark River" - więcej niż uzasadnione). Ten ostatni jest szczególny, bo zdaje się stanowić całość wespół z najlepszym na płycie epickim gigantem "Within a Sleeping Forrest". To już zaś historia, w której przegląda się ikoniczna "The Light At The End Of The World" sprzed 16 lat, którą nie tylko w ten sposób "Feel The Misery" trzyma jakościowo za pięty.

Chyba trudno o lepsze uczucie, niż to, jakie przeżywa fan, gdy jedna z najukochańszych kapel nagrywa krążek wart zarówno starego logo, które tutaj też wróciło na swoje miejsce, ale i klasycznych wydawnictw, które uczyniły je kultowym. Na "Feel The Misery" wszystko się zgadza, jak na "Plague Within" Paradajsów. Co na to ostatnia osoba nieświętej trójcy, czyli Anathema? Może czas już wyrzucić lizaki i watę cukrową, na jakie już zupełnie się rozmienili za pomocą "Distant Satelites" i przypierdolić jak bracia w doomie? Widać, że wciąż można, co więcej, to wciąż działa. Płyta znakomita swą mozolnością, melancholią, klimatem... No tak, to tylko fan My Dying Bride pojmie.

Komentarze
Dodaj komentarz »
re: My Dying Bride "Feel The Misery"
jarema37 (wyślij pw), 2018-01-06 13:53:40 | odpowiedz | zgłoś
Wspaniała płyta, Dla mnie jedno z najwiekszych osiągnieć MDB. A juz na pewno w tym stuleciu
A z tymi epkami faktycznie ciekawa sprawa. Zwykle na takie wydawnictwa trafiają odrzuty lub ciekawostki. W przypadku MDB absolutnie wszystkie epki (nie tylko najstarsze) są nie tylko "pełnowartościowe", ale po prostu znakomite (nawet jesli ostatnia to faktycznie odrzuty).
Obiecywali epke po FtM i co? Nico :(
re: My Dying Bride "Feel The Misery"
RadomirW (gość, IP: 89.64.21.*), 2018-01-06 19:02:40 | odpowiedz | zgłoś
W tym stuleciu to oni nagrali The Dreadfull Hours - chyba najlepszy swój album w całej historii a na pewno najbardziej współcześnie brzmiący. Także Songs of Darkness i A Line of Deathless Kings są lepsze od Feel the Misery. Ostatnia płyta prezentuje się jedynie lepiej od dwóch wcześniejszych, bo nawet epka The Barghest of Whitby ją przebija większą oryginalnością. Feel the Misery to fajna płyta ale pierwsza w ich historii totalnie odtwórcza i nic nie wnoszącą do wizerunku zespołu. Nawet na przynudzających w wielu miejscach For A Lies i A Map... bardziej kombinowali. Stąd mam dość sceptyczny stosunek do tego albumu, tym bardziej gdy go się porówna do Plagi Paradise Lost, która ukazała się w tym samym roku a przy którym Feel.. prezentuje się bladziutko.
re: My Dying Bride "Feel The Misery"
jarema37 (wyślij pw), 2018-01-06 20:09:33 | odpowiedz | zgłoś
Z Dreadful sie zgodzę (nie wiem dlaczego, pisząc na szybko, zlokalizowałem ja sobie w końcówce poprzedniego). Z ocena dwoch poprzedzających FtM rowniez (raczej mierne). Ale nie zgodzę sie z hierarchia pozostałych (chociaz A Line i Songs generalnie lubie). To oczywiście subiektywne, ale przy FtM bawiłem sie duzo lepiej, słuchałem cześciej i wiele emocji we mnie wzbudziło. Do paradajsowy nigdy ich nie porównywałem, bo mimo wspólnych źródeł to kompletnie inne zespoły
re: My Dying Bride "Feel The Misery"
jarema37 (wyślij pw), 2018-01-07 14:57:42 | odpowiedz | zgłoś
Mam jakas fazę na majdaingow teraz. Słucham i czytam.Rowniez tutaj. Radomir, Ty nie masz jakiegoś rozdwojenia jaźni? Po Dreadful pojechałeś tu, ze mocno obniżyli poziom. I to 12 lat po premierze.
Co sie zmieniło?
re: My Dying Bride "Feel The Misery"
RadomirW (gość, IP: 89.64.21.*), 2018-01-07 17:30:42 | odpowiedz | zgłoś
Zmieniła mi się w ostatnim czasie optyka widzenia tej płyty i mocno doceniłem Dreadfull Hours. Ale też nie pamiętam bym ją aż tak mocno krytykował w swoim życiu. Bardziej w dawnych latach nie doceniałem The light..., które początkowo wydawało mi się rozczarowujące po eksperymentalnych procentach - ta płyta też przewartościowała mi się po latach na plus, choć kilka mankamentów ma. Dreadfull zawsze uważałem za lepszy album od poprzedniczki, choć faktycznie przez wiele lat za słabszy od klasyków z lat 90-ych i trochę nie rozumiałem, co sporo osób widzi w tym albumie, że stawia go w top twórczości MDB. W ostatnich latach Dreadfull mi bardzo podeszło i teraz nawet bardziej mi się podoba od Łabędzi czy Anioła, które są typowym produktem lat 90-ych. Zaś Dreadfull to wciąż bardzo współczesny death/doom metal. Jak człowiek jest fanem jakiejś kapeli to przez lata zmienia mu się optyka widzenia poszczególnych płyt, stąd różne wypowiedzi można znaleźć w necie.
re: My Dying Bride "Feel The Misery"
pawelek56 (gość, IP: 83.26.244.*), 2018-01-05 21:31:39 | odpowiedz | zgłoś
a ja nie słucham MDB i żyję haha
re: My Dying Bride "Feel The Misery"
Nopasaran
Nopasaran (wyślij pw), 2018-01-06 08:00:37 | odpowiedz | zgłoś
wtedy to już nie życie tylko nędzna egzystencja ;)
re: My Dying Bride "Feel The Misery"
pik (gość, IP: 79.184.151.*), 2018-01-07 17:36:40 | odpowiedz | zgłoś
dokładnie :D
re: My Dying Bride "Feel The Misery"
pik (gość, IP: 79.184.179.*), 2018-01-04 19:53:03 | odpowiedz | zgłoś
znam utwory z tych epek, kilka z nich mam jako dodatek do dwóch pierwszych albumów MDB (As the Flower Withers i Turn Loose the Swans) które oczywiście mam wciąż na półce - ja lubiłem ''The Thrash of Naked Limbs", ''I Am the Bloody Earth'' aczkolwiek najbardziej to chyba: ''God is Alone'':)
re: My Dying Bride "Feel The Misery"
jotunn (gość, IP: 37.47.56.*), 2018-01-04 21:17:31 | odpowiedz | zgłoś
Jasne, God Is Alone rządzi. To samo Forever People z debiutu. Ogólnie uważam, że ich deathmetalowe wcielenie bylo imponujące.
« Nowsze
1