zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku sobota, 16 grudnia 2017

recenzja: The Black Dahlia Murder "Miasma"

14.03.2006  autor: Tomasz "YtseMan" Wącławski
okładka płyty
Nazwa zespołu: The Black Dahlia Murder
Tytuł płyty: "Miasma"
Utwory: Built for Sin; I'm Charming; Flies; Statutory Ape; A Vulgar Picture; Novelty Cross; Dave Goes To Hollywood; Miscarriage; Spite Suicide; Miasma
Wykonawcy: Trevor Strnad - wokal; Brian Eschbach - gitara; Zach Gibson - instrumenty perkusyjne; Dave Lock - gitara basowa; John Kempainen - gitara
Wydawcy: Metal Blade Records
Rok wydania: 2005
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 6

Debiutancka płyta The Black Dahlia Murder zatytułowana "Unhallowed" ujrzała światło dzienne w roku 2003. Następne dwa lata zespół spędził przede wszystkim w rozjazdach, grając koncerty m.in. z Arch Enemy czy Napalm Death, by w końcu zabrać się za nagrywanie numerów na drugi album. Efekt tej pracy to opisywana poniżej "Miasma".

Jak zobaczyłem ten tytuł to jakoś od razu nasunęło mi się słowo "miazga". Skojarzenie to było może i nieco głupie - bo oparte przecież tylko na podobnym brzmieniu słów - ale okazało się nad wyraz trafne. Bo dźwięki prezentowane na tym albumie to faktycznie muzyczna death-blackmetalowa jatka: dziesięć numerów i 33 minuty wściekłej i intensywnej muzyki, nie pozbawionej przy tym pewnej dawki kombinacji. O ile wokalista prezentuje bowiem brutalne, wyprane z melodii, pełne agresji wokalizy, bliższe blackowemu skrzekowi niż deathowemu growlingowi, a perkusista zajmuje się głównie szybkim, sprawnym i rytmicznym masakrowaniem swojego instrumentu, to gitary są całkiem osobną historią. Gra panów Kempainena i Eschbacha udanie łączy zadziorność i szybkość z porwanymi oraz poplątanymi strukturami, a częste zmiany riffów nie przeszkadzają w wyłowieniu melodii poszczególnych motywów. Do tego dochodzą kapitalne solówki, którymi doprawiono niemal wszystkie kawałki - specjalnie wyróżniłbym jednak popisy w "I'm Charming" oraz "Novelty Cross".

To pozytywne wrażenie psuje jednak dość mocno wtórność poszczególnych kawałków, które niespecjalnie różnią się od siebie. Praktycznie wszystkie numery są gonitwą bez wytchnienia (kilkunastosekundowe zwolnienia w "Statutory Ape" czy "Dave Goes To Hollywood" wiosny nie czynią), z której ciężko wyłuskać jakieś specjalnie apetyczne fragmenty. Dodatkowo numery są ze sobą połączone, co potęguje wrażenie obcowania z jednym, półgodzinnym muzycznym monolitem. I niestety po około 20 minutach słuchania odczuwa się lekki przesyt, a gdy płyta się kończy, to myślom w stylu "fajnie grają..." towarzyszy lekkie westchnienie ulgi, że uszy trochę odpoczną.

W sumie dobra to płyta z gitarzystami w rolach głównych, choć szkoda, że brak tu muzycznych "zwrotów akcji" i emocji, gdyż odbiera to albumowi dużo uroku. Poszczególne numery odsłuchiwane na wyrywki bronią się zdecydowanie lepiej niż "Miasma" jako całość. Po prostu trzeba większego zróżnicowania - wtedy na pewno będzie ciekawiej, a i w głowie zostanie więcej...

Komentarze
Dodaj komentarz »

Oceń płytę:

Aktualna ocena (83 głosy):

 
 
71%
+ -
Jak oceniasz płytę?

Materiały dotyczące zespołu

Napisz recenzję

Piszesz ciekawe recenzje płyt? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Jak często zmieniasz telefon komórkowy?