zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku poniedziałek, 22 lipca 2019

recenzja: Children Of Bodom "Relentless Reckless Forever"

7.04.2011  autor: Megakruk
okładka płyty
Nazwa zespołu: Children Of Bodom
Tytuł płyty: "Relentless Reckless Forever"
Utwory: Not My Funeral; Shovel Knockout; Roundtrip to Hell and Back; Pussyfoot Miss Suicide; Relentless Reckless Forever; Ugly; Cry of the Nihilist
Wykonawcy: Alexi Laiho - gitara prowadząca, wokal; Roope Latvala - gitara rytmiczna, dodatkowy wokal; Jaska Raatikainen - instrumenty perkusyjne; Henkka Seppala - gitara basowa, dodatkowy wokal; Janne Warman - instrumenty klawiszowe, syntezatory
Wydawcy: Spinefarm Records
Rok wydania: 2011
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 8

No dobra, przyznaję się, kupiłem sobie właśnie nową płytę Children Of Bodom. Ot tak, z litości. Oczywiście mam tutaj na myśli pojęcie, które istnieje tylko w moim własnym starannie zbudowanym światku chorych wątpliwości, no bo jaką ja kurwa mać litość mogę zaproponować słynnym "Dzieciakom", hę? To oni co najwyżej mogą mi rzucić przysłowiową "złotówę" lub dać na piwo, nie? Ok, więc podchodzę sobie do nich w tym swoim światku, jak do legendy starego Ronaldo lub jego mniejszego odpowiednika Ronaldinho. Być może nadal są gwiazdami, ale już raczej bardziej wizerunkowymi niż zawodowymi, jeżeli wiecie, co mam na myśli. Podobnie, mimo tych kroci sprzedanych w przeszłości albumów i Children Of Bodom jakby już za bardzo "nie staje". Sam nie wiem czemu. Składowe ich muzyki wszak zawsze w mniejszym lub większym stopniu są obecne na ich nowszych krążkach. Perliste solówki, desperacki krzyk, sola klawiszowe itp., itd., w różnych konfiguracjach. No i mam przed sobą "Relentless Reckless Forever", który po raz kolejny, podobnie jak przy okazji ze trzech poprzednich płyt, jest zapowiadany jako wielki powrót. Wprawdzie badanie rynku może wskazywać, że samobójczych fanów, do których oni mogą wracać, jakby ubywa, nawet pomimo zajebistej promocji, jaką po raz kolejny wypierdolił im Spinefarm Rec., ale nie oznacza to wcale, że ich najnowsze nagrania są słabe.

Nie chcę wychodzić za daleko w dywagacjach, być może jest tak właśnie dlatego, że najnowsze utwory biwakowiczów znad jeziora Bodom, najzwyczajniej w świecie są jakby mniej "childrenbodomowe" niż miało to miejsce wcześniej. Krótko stwierdzę, że po odpaleniu "Reckless..." sprawdziłem dwa razy zmieniarkę, czy aby na pewno nie zapodziała się w niej zagubiona przed laty płyta zespołu Andromeda "Extension Of The Wish" lub któraś tam z kolei Dream Theater. W dwie sekundy jednak uzmysłowiłem sobie, że przecież poszła sobie z nimi precz moja dawna sympatia z lat przedmałżeńskich w myśl zasad rozdzielności majątkowej. Ale do rzeczy.

Alexi Laiho, skubany, w końcu chyba postanowił pozrywać trochę z oczywistymi zagrywkami i zaczerpnąć na całego z twórczości wspomnianych, którą - wprawdzie patrząc z dużym marginesem, ale zawsze - można określić w jego wydaniu jako ambitną. Oczywista sprawa, że nieraz gość udowodnił wespół z kolegami, że są mistrzami w opanowaniu swoich instrumentów. Cóż z tego, skoro zwykli komponować tak infantylne melodie, że nieraz zahaczające o tandetę. Tym razem nic z tego. Już od początku trwania płyty wiadomo, że będzie ciekawie. "Not My Funeral" otwiera riff zdarty z "...And Justice For All", najbardziej rozbudowanego albumu zespołu Metallica, a konkretnie strzału pt. "Blackened", który przeistacza się w klawiszowe zapierdalanie rodem ze "Scenes From Memory" ekipy Johna Petrucciego i solowe bajki o maidenowej proweniencji. Bez chwili przestoju jako następny rusza "Shovel Knockout", od razu pretendujący do miana największego hitu tego krążka. Znów rozpoczyna go nietypowa zagrywka, tym razem w kolorach "In The Deepest Waters" Andromedy, podczepiona do parowozu szybkiego "meloszwedzkiego riffu" i, co już może mniej mi się podoba, "najtłyszowego" klawa. Mam małe wątpliwości estetyczne, ale zadowalacz publiczności z tego będzie na mur beton. Nieprzyjemną dla mnie wpadkę zaliczamy dopiero na wysokości "Roundtrip To Hell And Back", który, krótko mówiąc, jest takim klasycznym bodomowym tombakiem. To jest - melodyjki świecą się w nim jak psu kule, ale to żadne złoto czy diamenty, a raczej szkiełka z odpustu parafialnego lub noweli "Sachem" Sienkiewicza. Patetyczny tytuł, chcąca być podniosłą melodyka, a faktycznie pokaz przemielonego milion razy wcześniej kiczu pierwszej wody. Ale powietrze uchodzi z dzieciaków tylko na moment, bo przy "Relentless Reckless Forever", "Ugly" czy "Cry Of The Nihilist" znów wrzucają piąty bieg. A więc przyspieszają, tną riffami, łamią zagrywkami i straszą wokalem, by ostatecznie dobić w kończącym ten pokaz umiejętności "Northpole Throwdown". Ta pieśń jest tutaj tym, czym chciałbym, żeby był cały ten album. Nerwowe wejście, tłusty, szarpany bas i gitarowa kanonada przypominająca najlepsze czasy "God Hates Us All" Slayer. Solówka w tym kawałku urywa łeb, a punkowa wściekłość w końcu przystoi do zdjęć zespołu, na których starają się wyglądać na... oczywiście "bardzo niegrzecznych", heh.

Podoba mi się taki zwrot akcji w karierze Children Of Bodom. Fajnie wiedzieć, że po tylu latach ich świadomość i sprawność twórcza nadal wzrasta. Rozbudowane kompozycje nie sprawiają wrażenia tłuczonych "z taśmy" na siłę. Choć wszystko to już gdzieś było u sławniejszych gwiazd ze stricte nurtu rozwojowego, to jednak w stylistykę Finów całkiem zręcznie się wpasowało. Nie wiem, czy ta płyta przetrwa próbą czasu, przyznać jednak należy, że jest wielce atrakcyjna w dobrym tego słowa znaczeniu i niejeden ruszy na nią z erekcją, niczym na pokaz bikini u wybrzeży Copacabana. Póki co, jest naprawdę bardzo dobrze, choć nie tak dobrze, jak na płytach muzycznych pierwowzorów "Relentless Reckless Forever" - brak ich naturalnego nieskrępowania też niestety jest tutaj wyczuwalny. Robiąc eksperyment specjalnie przesłuchałem zaraz po sobie trzy płyty: pożyczone tym razem od kumpla, bo "była" dać nie chciała: Dream Theater oraz Andromeda i rzeczone Children Of Bodom. Wszystkich słucha się świetnie. Ale ci ostatni, cóż, póki co brzmią, jakby bardzo, ale to bardzo chcieli być właśnie "tacy". To napięcie jest namacalne przez cały czas trwania krążka, a jakby trochę jednak dać na luz, to byłaby bomba. Więcej mankamentów nie wskazuję, tym bardziej, że to tylko subiektywne, leciutkie, odczucie estetyczne. Nie myślałem, że kiedyś przejdzie mi to przez gardło - bardzo dobra płyta COB. Tfu!

Komentarze
Dodaj komentarz »
Narzekacie
Chom1K (wyślij pw), 2011-06-10 15:29:54 | odpowiedz | zgłoś
Płyta nie jest zła, dzieciaków słucha się nadal przyjemnie.
ChoB
ChoB1981 (gość, IP: 83.15.252.*), 2011-04-11 12:57:41 | odpowiedz | zgłoś
Po przesłuchaniu nowej płyty ChoB mam wrażenie, że zotała wydana na siłę i tylko dlatego, że Childreni mieli kontrakt z wytwórnią płytową i musieli coś wydać. Z ChoB robi się to samo co ze Slipknotem na początku genialny i nowatorski, później dojrzały a na koniec nudny, komercyjny i kopiujący własne pomysły. To tyle w temacie.
re: ChoB
Saab (gość, IP: 194.181.131.*), 2011-07-14 14:41:58 | odpowiedz | zgłoś
Podaj mi tytuł jakiegoś wcześniejszego kawałka COB z którego skopiowali pomysły do promującego tą płytę "Was It Worth It?"
Śmiało!
re: ChoB
chob1981 (gość, IP: 83.15.252.*), 2011-10-04 08:04:47 | odpowiedz | zgłoś
Każdy ma prawo do swojego zdania, dla mnie "Was it worth it" to żart dla fanów o którym za rok już nikt nie będzie pamiętał. A na przykład takie Dawnfall czy Everytime i die to klasyka ChoB do której wcześniej czy później i tak się wraca. Niestety wg mnie kawałki z ostatniej płyty ChoB nie przetrwają próby czasu.
kwestia gustu
rasowy skun (gość, IP: 89.77.198.*), 2011-04-08 18:30:21 | odpowiedz | zgłoś
w porównaniu do ostatnich dwóch albumów płyta dla mnie osobiście jest po prostu słaba.Nie wnosi nic do niczego i w żadnym momencie dupy z wrażenie nie urywa.
Koleś umie pisać recenzje...
Mikele (gość, IP: 81.18.212.*), 2011-04-08 11:53:31 | odpowiedz | zgłoś
Może nie każdemu odpowiada ten gawędziarsko-sarmatyzujący styl wypowiedzi, ale jedno trzeba przyznać: polotu i brawury zarazem Megakrukowi nie brakuje. Z jego recenzji w moim przekonaniu wszystko wynika, a dodatkowo garść historycznych dyrdymałów nie wadzi. Czekam na kolejne recenzje w "Tygodniku Niedzielnym" i na "rockmetalu.pl". Hail
re: Koleś umie pisać recenzje...
Av Norroen Aett (gość, IP: 129.177.138.*), 2011-04-11 19:24:10 | odpowiedz | zgłoś
Polotu mogłoby być jednak więcej w czytanych przeze mnie recenzjach redaktora M. Nie pasują mi tu na przykład rzucane gdzieniegdzie przekleństwa - użyte w pewnych kontekstach mogą dodać wypowiedzi pisemnej kolorów, tutaj zaś brzmią po prostu sztucznie. Podobnie rzecz się ma z żarcikami o "byłych" i o plażowych erekcjach. Poza tym nie lubię dziwnych zwrotów typu "wypi*rdolić komuś promocję" (co to w ogóle ma znaczyć?). No ale to zapewne kwestia gustu.
naucz się pisać recenzje
gerwazy (gość, IP: 77.255.40.*), 2011-04-08 10:36:45 | odpowiedz | zgłoś
po pierwszych trzech zdaniach mnie zniechęciłeś do dalszego czytania. idę szukać dalej dobrej recki CoB, bo mi się na wymioty zbiera, gdy czytam twoje filozoficzne rozprawy ("kurwa mać")...
re: naucz się pisać recenzje
Megakruk
Megakruk (wyślij pw), 2011-04-08 16:59:07 | odpowiedz | zgłoś
Po pierwsze dzień dobry, po drugie, nie przypominam sobie żebyśmy przechodzili na ty. A więc jak dla Pana to proszę Pana. Po trzecie jeśli już się wyrzygałeś, to miło wiedzieć, że zupa była jednak za słona, i to po trzecim zdaniu, efekt jak najbardziej zamierzony. Nie interesuje mnie bycie light, to wbrew idei metalu...kurwa mać psze pana.
re: naucz się pisać recenzje
spoxgreq (gość, IP: 87.239.216.*), 2011-07-17 14:53:50 | odpowiedz | zgłoś
A ja CoB słucham od Something Wild (może nie chornologicznie, ale faktycznie to tak) i uwielbiam recenzje w stylu "gawędziarsko-sarmackim", stąd, że jest ich coraz mniej na świecie a czyta się je przednie. O płycie się jeszcze nie wypowiem, albowiem nie nabyłem (kwestia czasu). Jako stary fan miło wiedzieć, że będzie się dało posłuchać i w takim razie na pewno nie jest gorsze niż Are You Dead Yet a to już dodaje kilka oczek do ogólnej oceny ;)
« Nowsze
1

Oceń płytę:

Aktualna ocena (219 głosów):

 
 
50%
+ -
Jak oceniasz płytę?

Materiały dotyczące zespołu

Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje

Vader "Welcome To The Morbid Reich"
- autor: Megakruk

Decapitated "Carnival Is Forever"
- autor: Megakruk

Metallica "Death Magnetic"
- autor: Ugluk

Hate "Erebos"
- autor: Łukasz Sputowski
- autor: EmilRegis
- autor: Katarzyna "KTM" Bujas

Machine Head "The Blackening"
- autor: Mrozikos667

Napisz recenzję

Piszesz ciekawe recenzje płyt? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Ile najwięcej zdarzyło Ci się zapłacić za bilet na koncert?