zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku piątek, 3 grudnia 2021

recenzja: Cradle Of Filth "Hammer Of The Witches"

12.02.2016  autor: Megakruk
okładka płyty
Nazwa zespołu: Cradle Of Filth
Tytuł płyty: "Hammer Of The Witches"
Utwory: Walpurgis Eve; Yours Immortally...; Enshrined In Crematoria; Deflowering The Maidenhead, Displeasuring The Goddess; Blackest Magick In Practice; The Monstrous Sabbat (Summoning The Coven); Hammer Of The Witches; Right Wing Of The Garden Triptych; The Vampyre At My Side; Onward Christian Soldiers; Blooding The Hounds Of Hell
Wykonawcy: Dani Filth - wokal; Martin Skaroupka - instrumenty perkusyjne, instrumenty klawiszowe; Daniel Firth - gitara basowa; Lindsay Schoolcraft - wokal; Richard Shaw - gitara; Marek Smerda - gitara
Wydawcy: Nuclear Blast Records
Premiera: 10.07.2015
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 9

Na wstępie wypada uspokoić. "Hammer Of The Witches", mimo tytułu, to nie tribute album w hołdzie "Malleus Maleficarum" Pestilence z 1988 r. Ok, uspokojeni? To jedziemy dalej. Najnowsza propozycja Wampirów, kiedyś z Suffolk, a dziś już z Suffolk, Kanady, Szkocji i Czech, koniec końców wypada jednak jak tribute album, ale traktujący o własnych sławetnych dokonaniach z okolic trzech pierwszych płyt i jednego mini, z naciskiem na kanoniczną, dla mnie najlepszą w dyskografii "Dusk And Her Embrace".

Zanim ktoś otworzy japę pytając "po co?", przypomnę, że nawet jak ktoś się do dzisiaj wstydzi, wypiera i zarzeka, że Cradle Of Filth nigdy nie słuchał, nie lubił, a dorastał w latach 90, to albo kłamie, albo jest po lobotomii lub po prostu nie dorastał w latach 90, tylko sfałszował papiery, żeby nie wyrzucili go z monopolowego. Na poparcie swoich argumentów posiadam w skrzyneczce, gdzieś w piwnicy, stosy zinów od totalnych kserówek, po "Mystic" i "Thrash 'Em All", gdzie "Principle Of Evil Made Flesh", "Dusk..." i "Vampire" wynoszone są pod niebiosa. Tak po prawdzie było, i ja osobiście słabości do tamtych czasów i nagrań nigdy nie ukrywałem, nawet w erze po odejściu mojego ukochanego drummera Nicka Barkera, trwającej już 17 lat, naznaczonej kilkoma wzlotami ekipy Danniego ("Midian", "Darkly Darkly Venus Aversa") i wieloma upadkami (jak dla mnie cała reszta dyskografii).

Po tylu latach od utraty legendarnego statusu, nawet nie przypuszczam, żeby ktoś wziął to, co napisałem powyżej serio, lub w ogóle się nową płytą Kredek zainteresował, no dobra, może ci (te?), którzy nie mogą spać z powodu sześcioletniego już milczenia polsko - norweskiej konkurencji Cradle, czyli Dimmu Borgir. Niemniej jednak z uwagi na bardzo wysoką jakość i wielce udany powrót klimatyczny do korzeni, niedocenienie "Hammer Of The Witches" byłoby grzechem ciężkim. Naprawdę jest czego słuchać.

Już sekundę po wybrzmieniu "skrzypkowego" intro, rusza pochód riffów, blastów i maidenowych melodii "Yours Immortally", który kazał mi od razu sprawdzić, czy aby na pewno omyłkowo nie wrzuciłem do odtwarzacza "Dusk And Her Embrace". Cholera, nawet Martinowi Skaroupce udało się zbliżyć do gęstości legendarnych bić Wuja Festera. Dałem sobie jednak na wstrzymanie, bo jak wiadomo, pierwsza jaskółka Tego Prawdziwego Cradle nie czyni, ale ku mojemu zaskoczeniu w następnych kawałkach ekipa Filtha nie zwalnia ani na minutę i ssie juchę w najlepsze. Czy to w rozpędzonym "Enshrined In Crematoria", czy w nieprzyzwoicie melodyjnym, ale za to uzbrojonym w urywający dupsko refren "Deflowering The Maidenhead, Displeasuring The Goddess", czy w końcu w ultraprzebojowym, ale i motorycznym "Blackest Magic In Practice" - wybrzmiewają echa sławy i polotu, jakimi 20 lat temu czarowało Cradle Of Filth.

Co znamienne, tym razem to nie tylko ściema pod tytułem "mamy pomysł na trzy pierwsze piosenki, a resztę to się dotłucze na odpierdol". CD kręci się w odtwarzaczu, czas mija, a wampiryczne przedstawienie na wysokim poziomie wciąż trwa, by osiągnąć swoje apogeum na wysokości rozpoczynającego się dźwiękami akustycznej gitary, przepięknie dramatycznego "The Vampyre At My Side" czy zajebistego, epickiego, przypominającego historyczne "Haunted Shores" - "Onward Christian Soldiers", już zupełnie podporządkowanego, w wolnych fragmentach, melodyce starego Iron Maiden.

W ten sposób mogę ponownie na przestrzeni kilku ostatnich miesięcy stwierdzić: "tak jest, kapela, na której większość położyła już lachę, nagrała płytę specjalnie dla mnie, dostałam to, co zawsze zamawiałem i jestem szczęśliwy". Produkcja, aranżacje, wykonanie prowadzą mnie na łono osobistego, metalowego albumu rodzinnego, gdzie na zdjęciach rozpoznaję starego, dobrego, małego Daniego, zwalistego Festera, Giana Pyresa czy Robina Gravesa. Przypomina mi się też jedna wypowiedź Petera z Vader, który zachodził w głowę, kto im te płyty nagrywa, bo jakoś dziwnie trzymają gitary na scenie, z drugiej strony wywiad z któregoś starego "Metal Hammera", gdzie Filth u szczytu sławy żartuje, że Emperor też wydał płytę ze słowem "Dusk" w tytule. Wspominam też czasy konkurencji z Dimmu Borgir, gdzie na łamach "Mystic" Shagrath płacze, że Dani nigdy nie dawał szans jego zespołowi, bo mają za słabego perkusistę, a teraz Barker gra u nich i mogą mu skoczyć. Oto skutki słuchania retrospektywnej "Hammer Of The Witches" - wracają wspomnienia, wraca chęć odgrzebania stareńkich wydawnictw kapeli i słuchania ich wespół z nowym materiałem.

Nawet oprawa graficzna nowej płyty - kolorystyką, pogryzionymi cyckami, kozłami i atmosferą krwawych bachanalii - nawiązuje wprost do tamtej epoki. Co ciekawe, wszystko to dostajemy po kolejnych roszadach personalnych w zespole. Obecnie w Cradle jedynym członkiem oryginalnego składu pozostaje Dani, a najdłużej figurującym na liście obecności, prócz niego, jest Martin Skaroupka. Jak w przypadku Megadeth, personalne wietrzenie szatni o dziwo wyszło zespołowi na dobre. Gitarzyści Richard Shaw i Marek Smerda wnieśli do kapeli masę ożywczego czadu i solówkowej wirtuozerii. Gwiazdą pierwszej jasności okazała się też Lindsay Schoolcraft, która wokalnie przypomina Sarah Jezebel Deve.

Jak napisałem, nie przypuszczam, żeby kogoś nowa płyta Cradle Of Filth specjalnie obeszła. Są ważniejsze sprawy na świecie. Wybuch III Wojny Światowej, spadek cen ropy, reaktywacja Guns N' Roses. Rozumiem to. Nie warto jednak dawać się ignorancji i odpuszczać "Hammer Of Gods", bo ileś tam razy im nie wyszło. Kredkom udała się sztuka z dawnych lat i nagrali klawy album, bez dłużyzn, nudów i mielizn, śmiało dokopujący się do przeszłości. Jeżeli ktoś rzeczywiście nie kumał tamtych nagrań, nie skuma i tego, jeżeli ktoś miłował (choć się tego wstydził), a teraz ma już trójkę dzieci, grubą teściową na karku i powoli srebrzące się siwizną skronie, po odsłuchu z pewnością odmłodnieje i przypomni sobie, jak to było fajnie w "tamtych" czasach, kiedy co płyta z Century Media, Roadrunnera lub Music For Nations, to od razu klasyk.

Komentarze
Dodaj komentarz »
re: Cradle Of Filth "Hammer Of The Witches"
Thrash Lover (gość, IP: 194.11.254.*), 2016-02-12 11:55:01 | odpowiedz | zgłoś
Dla mnie to zawsze byli straszni tandeciarze.
re: Cradle Of Filth "Hammer Of The Witches"
universal_soul (gość, IP: 81.187.190.*), 2016-02-12 22:37:40 | odpowiedz | zgłoś
dalej są
re: Cradle Of Filth "Hammer Of The Witches"
Jontek79
Jontek79 (wyślij pw), 2016-02-12 11:28:39 | odpowiedz | zgłoś
hmmmmmm plyty przyznaje,nie slyszalem(recenzja zacheca,bo wychowywalem sie na ich muzyce)ale co mnie bardziej zastanawia,to zdecydowane zlagodzenie formy samych recenzji.Panie Megakruku co sie dzieje?
re: Cradle Of Filth "Hammer Of The Witches"
CozzY
CozzY (wyślij pw), 2016-02-13 09:29:04 | odpowiedz | zgłoś
Hehe, to jest dokładnie to co mi chodzi po głowie od jakiegoś czasu. Megakruk zmienił styl pisania recenzji. Nie pada w tekście ani razu "chuj" czy inna kwiecista paralela o smrodliwym ejakulacie. Podejrzenia mogą być dwa: albo Megakruk zrobił jakiś korespondencyjny kurs literacki w eskk i tam było napisane, że tak pisać nie przystoi, albo też chce złożyć cv do Teraz Rocka na stanowisko recenzenta i zbiera powoli ładne recki do portfolio :-) A może wystraszył się, że to grzech ciężki jest, a do Pana W Japonkach już nie tak całkiem daleko jak w czasach Kredek właśnie gdy człek zakładał na chudą klatę koszulkę z "koziorożcem" (jak to określali w starych Morbid Noizzach) i bez strachu przechodził w niej koło kościoła.

A samych Kredek skończyłem słuchać po Cruelty bo poziom obciachu przewyższył wartości muzyczne. Może i tym razem dam się namówić..?
re: Cradle Of Filth "Hammer Of The Witches"
Megakruk
Megakruk (wyślij pw), 2016-02-13 12:41:38 | odpowiedz | zgłoś
wow, dywagacje, domniemania, plotki, ploteczki.....niczym w Vivie, Życiu na gorąco, lub plotku ;)
re: Cradle Of Filth "Hammer Of The Witches"
u o ed l a (gość, IP: 87.206.124.*), 2016-02-12 11:21:15 | odpowiedz | zgłoś
Zgadzam się z recenzją.Kredek słucham od dawna i mimo że mój gust poszedł w mroczniejszą muzykę wracam do COF przy okazji każdej nowej płyty i tak dobrej nie było od czasu "Midian"
3
Starsze »

Oceń płytę:

Aktualna ocena (75 głosów):

 
 
80%
+ -
Jak oceniasz płytę?

Materiały dotyczące zespołu

Napisz recenzję

Piszesz ciekawe recenzje płyt? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Jak długa powinna być broda metalowca?