zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku czwartek, 1 października 2020

recenzja: Darkseed "Spellcraft"

7.03.2000  autor: Margaret
okładka płyty
Nazwa zespołu: Darkseed
Tytuł płyty: "Spellcraft"
Utwory: Craft Her Spell; Fall Whatever Falls; Self Pity Sick; You Will Come; That Kills My Heart; Be Ever Heard; Walk In Me; Spirits; Nevermight; Senca
Wydawcy: Nuclear Blast Records, Morbid Noizz
Rok wydania: 1997
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 6

Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam tę płytę, nie bardzo wiedziałam czego mogę się po niej spodziewać. Była to niespodzianka, która miała mnie zaskoczyć, wzbudzić miłe wspomnienia i skojarzenia. I rzeczywiście tak się stało. Po wysłuchaniu "Spellcraft" tajemnica stała się jak najbardziej oczywista.

To był rok 1997. Z niecierpliwą cierpliwością oczekiwałam nowego dzieła wielkiej miłości mojego życia - Paradise Lost. Wiedziałam jednak, że na ten moment przyjdzie mi poczekać jescze kilka miesięcy. I właśnie wtedy dotarł do mnie niemiecki Darkseed. Wcześniej niewiele słyszałam o tej kapeli - wiadomo mi było jedynie, że mają już na swoim koncie mini-lp i duży album, oba nagrane dla małych wytwórni płytowych. Muzyka podobno oscylować miała wokół melodyjnego deathu i gotyku. Przyznam, że do tej pory jakoś nie miałam okazji dotrzeć do tych wydawnictw, dlatego tylko teoretycznie zakładam, że na "Spellcraft" nieco zmienili swe oblicze. Ten album jest bowiem mieszanką różnych gatunków połączoną w jedną stylistykę. Aż roi się tutaj od licznych skojarzeń i porównań. To najważniejsze to oczywiście nie bez powodu wspomniany Paradise Lost (między "Icon" a "Draconian Times") . Słychać to w melodiach gitarowych, które często brzmią tak, jakby zostały żywcem przeniesione z dorobku Mistrzów (chociażby wstęp "Fall Whatever Falls" czy "Walk In Me"). Jednak najbardziej "paradajowy" jest tu chyba wokal Stefana Hertricha, bardzo często przypominający chrypki Nicka Holmesa (początek "Walk In Me" to wręcz ksero Holmesa). Ale to nie koniec porównań. Osobiście odnajduję tu także echa power metalowych Helloween i Sabbath, melodie w stylu In Flames, klimaty (takie miękkie, gotyckie) Cemetary, folkowe fragmenty jakby z Amorphis, a nawet coś z Heros Del Silencio. Wokale brzmią czasem jakby w kapeli rzeczywiście zatrudniony był Nick Holmes, ale jak już pojawiają się duety: Stefan Hertrich + nieznana dama, to bardziej kojarzy się z Theatre of Tragedy, choć niewątpliwie tu brzmi to nieco inaczej. Osobliwy misz-masz, ale bardzo spójny jeśli chodzi o końcowy efekt.

"Spellcraft" to album do którego chętnie się wraca, nie ma tu momentu znudzenia. Utwory są żywiołowe, energiczne, przebojowe. Mimo wielu porównań to interesująca pozycja. Darkseed rzeczywiście umilił i jakby skrócił mi wtedy oczekiwanie na nowe dzieło Paradajów. A poza tym stał się poniekąd kontynuatorem "Draconian Times". Wiadomo przecież, że w 1997 roku Paradise Lost skręcili w nieco inną ścieżkę. Ale to już inny rozdział tej samej historii...

Komentarze
Dodaj komentarz »