zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku poniedziałek, 1 marca 2021

recenzja: Marillion "Script For a Jester's Tear"

15.07.2001  autor: Tomasz Klimkowski
okładka płyty
Nazwa zespołu: Marillion
Tytuł płyty: "Script For a Jester's Tear"
Utwory: Script For a Jester's Tear; He Knows You Know; The Web; Garden Party; Chelsea Monday; Forgotten Sons
Wykonawcy: Mark Kelly - instrumenty klawiszowe; Mick Pointer - instrumenty perkusyjne; Pete Trewavas - gitara basowa; Steve Rothery - gitara; Fish - wokal
Wydawcy: EMI
Rok wydania: 1983
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 10

Będzie to recenzja, która w zasadzie powstać nie miała. Opiszę w niej kilka mych osobistych uczuć, związanych z katedrą dźwięków, której stałym jestem bywalcem. Poślę na papier kilka słów, próbując ubrać w ramy zapisanych znaków uczucia, jakie żywię do pewnej płyty. Tą płytą jest debiutancki album brytyjskiej grupy Marillion. Płyta absolutnie przeze mnie ukochana. Moja perła, tym bardziej cudowna, że jeszcze dziewiczo nieoszlifowana. Słychać na niej ten bunt młodości przeciwko kłamstwu, jakie spowija grubym całunem nasz świat. Słuchając tych dźwięków, widzę niemalże grymas rozpaczy, czy obłąkańczy strumień zrodzony w podświadomości i wyzierający z oczu wokalisty. Widzę jak gitarzysta wije się w studio ze swoją gitarą, zmuszając ją by wygrywała właśnie TE dźwięki. Czuję ją całym sobą.

Jak na zespół, który narzekał "na ciągły brak czasu wynikający w dużej mierze z naszego nieprofesjonalizmu" (słowa Marka Kelly'ego - klawiszowca grupy), powstało dzieło niezwykłe. Muzycy byli ze swojego dzieła bardzo dumni i mogą być do dnia dzisiejszego. Niby nie jest to dzieło najdoskonalsze. Tu i ówdzie słychać echa twórczości Van Der Graaf Generator czy Genesis (szczególnie w barwie głosu i sposobie śpiewania Fisha - ale nie można chyba winić kogoś za to, że Bóg obdarzył go fantastycznym głosem). Dla mnie płyta jest doskonała w 100%. Jeśli chodzi o podobieństwo głosów, to i barwa Petera Hammila może budzić pewne skojarzenia. Z tego powodu Fish w 1989 roku nie wziął udziału w nagraniu płyty Hammila "Upadek Domu Usherów", będącej rock-operą, stworzoną na podstawie opowiadania Edgara Allana Poe.

Debiut Marillion jest dla mnie genialny. Ubóstwiam również "Fugazi" - drugą płytę grupy (na której rzekomo Marillion znalazł swoją muzyczną ścieżkę, a jeśli tak naprawdę jest, to życzę każdemu takiego błądzenia!). Jest jednak w pierwszej płycie coś takiego, co sprawia, że wracam do niej z pewnego rodzaju namaszczeniem. Stała się dla mnie niemalże muzycznym ołtarzem, przed który od czasu do czasu wracam by się pomodlić. Być może jest w tym wszystkim wspomnienie tych chwil, kiedy pierwszy raz dane mi było ją usłyszeć, tego wrażenia, jakie na mnie wywarła. Była to pierwsza płyta Marillion jaką usłyszałem. Do dziś pozostaje tą najukochańszą. Jest dla mnie tym, czym dobry apostoł dla głoszącego swe nauki Jezusa (przepraszam za porównanie).

Tą płytą Marillion wyzwolił z okowów i krępujących go łańcuchów gatunek muzyczny zwany rockiem progresywnym. Gatunek, który swój pierwszy cios otrzymał od muzyki punkowej, a tańcem nad zwłokami pokonanego w parę lat później herosa (tak przynajmniej mogłoby się wtedy niektórym osobnikom wydawać) była cała zafajdana bezpłciowość "new romantic" i wszechobecnej na początku dekady muzyki syntezatorowej, noszącej dumne miano elektronicznej.

Zespół otworzył tym samym drogę dla innych artystów, wykonujących tego typu muzykę: takich jak IQ, Pendragon, Galahad, Solstice czy Aragon. Żaden z tych zespołów nie miał nigdy przyćmić sławy jaką zdobył Marillion. Sławy, którą utrzymuje w zasadzie do dziś - choć muzyka obecnego składu grupy w porównaniu ze starszym materiałem przedstawia się raczej żałośnie.

"Script For a Jester's Tear" ma dwóch głównych bohaterów (w zasadzie to jednego - zbiorowego): pierwszym z nich jest wokalista Fish, który faktycznie czuł się w studiu z mikrofonem w łapie, jak ta ryba puszczona w bezmiar wód wszelakich. Drugim jest gitarzysta Steve Rothery, który zasłużył również na to, by zwać go malarzem, czy może raczej pejzażystą (duży ukłon w stronę Piotra Kosińskiego). Niemalże czuć tę jego charakterystyczną, akademicką pozę jaką przybiera w trakcie gry.

Fish - olbrzymi niczym drwal, dwumetrowy Szkot - jawi się na tej płycie jako jedna z najbardziej natchnionych i poetyckich postaci muzyki rockowej lat 80- tych. Nic dziwnego, że tak wielu będzie go naśladować, nie próbując nawet tworzyć nic oryginalnego (choć wyjątki się na szczęście zdarzają). Musi urzekać jego szczera aż do bólu interpretacja wyśpiewywanych, a czasami wręcz wypłakiwanych tekstów. Tematy podejmowane przez Fisha do najłatwiejszych nie należą (ale chyba nie steku bezwartościowych bzdur oczekujemy od prawdziwych artystów). Począwszy od rozpaczliwego krzyku niespełnionej miłości w utworze tytułowym, poprzez antynarkotykowy protest w "He Knows You Knows", aż do monumentalnego antywojennego protestu w postaci "Forgotten Sons", będącego krytyką głupiej wojny domowej w Irlandii Północnej (któraż jest mądra?). "Kto tam? Śmierć... Wejdż przyjacielu...".

Słuchając Steve'a wygrywającego na swej zaczarowanej gitarze nie mniej magiczne dźwięki i solówki w "The Web", "Chelsea Monday" czy "Forgotten Sons", nie jestem w stanie robić nic innego, jak tylko klęczeć. I w tej natchnionej pozycji z mych oczodołów ciekną łzy wielkie jak groch.

Czemu już tak rzadko powstają podobne perły? Czemuż, kurwa, tylko nieliczni potrafią tak zagrać, że aż człekowi chce się żyć?

Komentarze
Dodaj komentarz »
re: Marillion "Script For a Jester's Tear"
soulfly77
soulfly77 (wyślij pw), 2013-03-31 15:30:08 | odpowiedz | zgłoś
Wspaniały album, słucham cały czas...
Zespół jednej ale jakiej płyty !!!
Andi (gość, IP: 77.115.244.*), 2011-10-25 11:01:32 | odpowiedz | zgłoś
Pamiętam tą płytę z dzieciństwa (lata 80 te). Razem z nią zacząłem odkrywać heavy metal (a wtedy był tylko Iron Maiden, Helloween, Slayer, Metallica i King Diamond) i o Marillion zapomniałem. Potem była podróż przez thrash i death metal. Do blackunie doszedłem bo już wydoroślałem i wracając do korzeni przypomniałem sobie o Script For A Jester's Tear. Zrozumiałem dlaczego w młodości jej nie rozumiałem, była wtedy dla mnie trudna i mało melodyjna. Ten album ma klimat magiczny a utwór tytułowy wciska w fotel od minuty 1.45 bo to tego momentu wydaje się że to jakaś poezja śpiewana a tu nagle jebnięcie... Fugazi już lubię mniej bo zaczęło zajeżdzać elektroniką i lekkością popu a dalej to już komercha z MTV typu Keyleigh. Dla mnie to zespół jednej cudownej płyty a resztę przejął Dream Theater.
re: Zespół jednej ale jakiej płyty !!!
Pumpciuś (gość, IP: 80.55.193.*), 2018-09-07 15:48:48 | odpowiedz | zgłoś
Napisałem ten komentarz 7 lat temu. Przez ten czas przeszedłem drogę przez "właściwy" rock progresywny i poznając dogłębnie własnie wspomniane w recenzji Genesis i Van Der Graaf Generator niestety słuchanie Marillion przestało dla mnie mieć sens.
dobra
Nicoletta
Nicoletta (wyślij pw), 2011-04-09 14:19:18 | odpowiedz | zgłoś
płyta jest niezwykła, nie da się ukryć ... zwłaszcza Garden Party ... i tytułowe Script:) to co jest najlepsze w płytach Marillion to głos Fisha, jego osobowość, jego sposób nadawania utworom charakterystycznego brzmienia ... Script jest płytą, która ma w sobie coś, obok czego nie można przejść obojętnie, z którą można się identyfikować ...
So here I am once more, on the playground of the broken hearts ...;)
Script For...
gościówka (gość, IP: 178.37.47.*), 2010-12-28 20:41:41 | odpowiedz | zgłoś
moja ulubiona płyta .... najulubieńsza ze wszystkich....
do gwiazd i jeszcze dalej
fifolocik (gość, IP: 83.31.213.*), 2010-09-19 21:49:22 | odpowiedz | zgłoś
Plyta jest kosmicznie wspaniala!!!! Zadnego slabego utworu! Zadnej niepotrzebnej nut, ohhhhh!!!! Tylko raz, tylko raz mozna nagrac perle! Jestem swiecie przekonany, ze w momencie wydania album przerastal oczekiwania sluchaczy, dziennikarzy i wytworni plytowej... Raz, jedyny raz uczniowie o lata swietlne przegonili swoich mistrzow, tak, tak ani Genesis ani VTG, ani Yes nie nagrali tak rownej plyty i az takiej plyty, a ze troszke wtorna... nic to, licza sie emocje i poziom, ktory niszczy wszystko inne co pozniej powstalo, tylko raz tak mozna sie wsniesc do gwazd i dalej chyba!!!!
Marillion 'Script'
Kmicjusz (gość, IP: 80.51.157.*), 2009-06-25 21:28:18 | odpowiedz | zgłoś
Ta recenzja to samo sedno o Marillion.Trafne porównanie do ołtarza.Ja też nie mogę bez tej płyty żyć.Pozdrawiam serdecznie Autora Recenzji!!!W życiu nie widziałam trafniejszej o Marillion i ich dziele!!!
w
thorgal (gość, IP: 193.243.142.*), 2008-04-05 22:07:05 | odpowiedz | zgłoś
Fajna recenzja! A płyta, tak jak powyżej, nie do zabicia (pomimo tylu lat od jej powstania).

Oceń płytę:

Aktualna ocena (372 głosy):

 
 
84%
+ -
Jak oceniasz płytę?

Materiały dotyczące zespołu

Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje

King Crimson "In The Court Of The Crimson King"
- autor: Grzegorz Kawecki

Anathema "We're Here Because We're Here"
- autor: Paweł Kuncewicz

Judas Priest "Painkiller"
- autor: Sinner

Mayhem "De Mysteriis Dom Sathanas"
- autor: Haron

Metallica "Death Magnetic"
- autor: Ugluk

Napisz recenzję

Piszesz ciekawe recenzje płyt? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Czy jesz czekoladę?