zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku czwartek, 20 lutego 2020

recenzja: Deus Mortem "Darknessence"

11.02.2012  autor: Megakruk
okładka płyty
Nazwa zespołu: Deus Mortem
Tytuł płyty: "Darknessence"
Utwory: Receiving The Impurity Of Jeh; The Knell
Wykonawcy: I. - instrumenty perkusyjne, gitara; N. - wokal, gitara, gitara basowa
Wydawcy: Witching Hour
Rok wydania: 2011
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 10

Taaaak. Deus Mortem jest nieznanym nikomu zespołem podziemnym, którym nie interesuje się absolutnie żadna, najmniejsza nawet wytwórnia płytowa. Grają w nim zupełnie obcy szerszej publice muzycy o tajemniczych pseudonimach "N." i "I". Brakiem cv zdają się oni jednak nie za bardzo przejmować, co pozwala im na debiutanckim mini albumie, zatytułowanym "Darknessence", bezpardonowo napierać do przodu. Co więcej, mimo swego niewielkiego stażu (od 2009) - reprezentują swoją twórczością spore obycie z materią wojennego black metalu. Dobrze wiedzieć, że tzw. "ludzie znikąd" są wstanie robić na naszym terenie tego typu akcje dywersyjne.

"Darknessence" to zaledwie jeden kawałek premierowy i jeden cover, także nieznanego nikomu zespołu Sigh - "The Knell", w dodatku wyprodukowane przez mało znanego realizatora, o ksywie "M." Z jednej strony to dobrze, bo ileż razy można oglądać te same gęby w kolejnych sezonowo aktywnych projektach, z drugiej źle, bo ryzykowna, desperacka próba wkroczenia między starych wyjadaczy o ustalonej pozycji, przy obecnym przesyceniu rynku muzycznego, może zwiastować znikome zainteresowanie fanów. W takich jednak warunkach z reguły rodzą się perełki. Takie też warunki sprawiają, że na scenie pozostają najlepsi i najsilniejsi z tych mniej znanych.

Deus Mortem, mimo tylu znaków zapytania, zdaje się mieć dużą szansę na przetrwanie. Ich atutem jest diaboliczna siła przekazu i bezkompromisowe podejście do sprawy. W zdjęciach dołączonych do "Darknessence" trzymają czaszki w dłoniach. "I." trzyma kopię ludzkiej, "N." być może oryginał baraniej, a haubica, z której napierdalają w obiekty kultów sakralnych maści wszelakiej, nabita jest starym tłustym Belzebubem i jakże uroczym nihilizmem, którego nawet w najdurniejszych wywiadach klowni z Enthroned nie prezentowali. Kierunek ataku i szlak wojenny, którym kroczą "N." i "I.", lata temu wytyczył szwedzki obóz Pancernej Dywizji gen. Hakanssona i walczący swego czasu "Estrawaganzkimi" metodami wieczni Rebelianci - Wongraven i Haraldstad, czyli w dużym geograficznym uproszczeniu nach "Warschau" - gdyby ktoś się wybierał. Od pierwszej sekundy "Receiving The Impurity Off Jeh" - zero zwolnień, blitzkrieg, wymiotowanie piekłem, i polerowanie kopyt szlifierkami czarnego grania. W pewnym momencie front przecięty jest nawet milisekundowymi polami drutów kolczastych, zbudowanymi z czystego wyjącego wokalu - którego o dziwo nie powstydziłby się, znów nieznany nikomu, muzyk ISC Vortex - i nieprzekombinowanego solo gitarowego, wprowadzających jakże pożądany element zwycięskiego patosu. Kończącego rzecz coveru Sigh z kolei nawet nie ma sensu opisywać, bo dla mnie muzyka tej kapeli to klasa sama w sobie i każda jej interpretacja nie przeskoczy oryginału, jest jednak bardziej niszczący. Pozbawiony przez Deus Mortem melodyjnych zwolnień, klawów i dennego dla niektórych wstępu, jako prezentacja własnych możliwości został przez "I." i "N." dobrany wręcz wzorcowo. Jeżeli tak miałaby wyglądać pełna płyta zapowiadana przez Witching Hour na marzec 2012 r., to szykowałaby się niespodzianka na miarę 20-lecia w naszym ponurym kraju, mająca wielką szansę strącić z piedestału największych celebrytów, tak się jednak nie stanie.

Istotą suchara, jaki popełniłem w tych kilkunastu zdaniach powyżej, jest fakt, że Deus Mortem to zespół Zbygnieva Promynskego vel Infjerno (zespoły na "B", na "A", na "W", na "C" i za niedługo pewnie też na "XYZ") oraz św. Marka Necrosodoma Lechowskiego (zespoły na "A" i "A"), zaś betoniarą w studio paradoksalnie obracał "Malta" Malczewski. Paradoksalnie, bo to z reguły betoniara obsługuje maltę, a nie na odwrót - wiem, bo kiedyś robiłem na budowie. Nie ma więc kogo strącać z piedestału. "The hell is empty... all devils are here". Wszystko pozostaje w jednej rodzinie. Muzycy to sprawdzeni, doświadczeni, zaprawieni w bojach i komponowaniu - innymi słowy rzecz nie mogła się nie udać. Z nowego - starego projektu panów nie śmierdzi kunktatorstwem i rutyną, lecz wręcz przeciwnie - oldschoolem, ale i swego rodzaju świeżością. "Darknessence" porywa w każdym momencie trwania. Necrosodom swoimi wyczynami przypomina mi polską wersję najlepszego moim zdaniem na świecie wokalistę blackmetalowego Daniela Rostena. Jego możliwości przyprawiają o zawrót głowy - od bestialskiego traktowania strun głosowych grubym sitem tarki ręcznej, aż po głębokie jęknięcia i fenomenalną barwę czystego wokalu. Z kolei Inferno znów udowadnia, kto jest szefem Kasyna Polska i kto dyktuje, jakie karty padną na stół w każdym rozdaniu. Nie, nie ma tutaj 45 milionów przejść po centralach czy selektywnych walnięć stopy, które swobodnie można przy zwolnieniu taśmy policzyć w kawałku, żeby wyznaczyć średnie BPM tego człowieka. Sztuką tego faceta jest to, że potrafi nie zabrzmieć jak dzisiejszy "Inferno". Jego granie jest podporządkowane stylistyce starej szkoły i jeżeli pozostałby sobie faktycznie tym "I.", to nawet nikt by się nie pokapował, że to on właśnie wali w beczki. To już zupełnie wyższa forma muzycznej świadomości, za którą brawa. Trzeba mieć bowiem jaja, by z takim warsztatem olać wszystko, wyjść z siebie i stanąć obok, by pokazać coś całkowicie innego od tego, do czego lud jest przyzwyczajony. Więc, co? Czekamy na pełny materiał. Jeżeli zagada jak "Darknessence", to jeńców zaiste nie będzie.

Komentarze
Dodaj komentarz »
palanty
Energol (gość, IP: 83.29.1.*), 2012-02-24 21:21:18 | odpowiedz | zgłoś
gdzie wy macie napisane we wkładce, że za dźwięk odpowiada jakiś M. to naprawdę nie wiem i gratuluję. Na mojej oryginałce Malta jest wymieniony z imienia i nazwiska. Poza tym jeśli dla was "znawców" "Layout by M." to odpowiedzialność za dźwięk, to podwójne brawa za głupotę. 666!
re: palanty
bbe (gość, IP: 159.205.171.*), 2012-02-25 00:07:38 | odpowiedz | zgłoś
Ekhem... kolega powyżej wspiął się dziś na wyżyny inteligencji, nie rozumiejąc dowcipu, wyjaśnionego na dodatek pod koniec recenzji. Czytanie ze zrozumieniem siękłania. Winszuję!
re: palanty
Megakruk
Megakruk (wyślij pw), 2012-02-25 09:10:56 | odpowiedz | zgłoś
o ja pierdolę, przeczytał oryginalną wkładkę, wow! Czy to tak wycieńczyło jego mózg, by nie zauważył przewrotności tego tekstu i celowości pisania o twórcach w formie pierwszych liter ksyw? Czy dzisiaj ludzie naprawdę rozumieją tylko proste komunikaty i ewentualnie potrafią zajarzyć co jest napisane na bilbordach promocyjnych hipermarketów?!!! Nie mogę...idę srać.
re: palanty
Krasnal Adamu
Krasnal Adamu (wyślij pw), 2012-02-25 13:58:28 | odpowiedz | zgłoś
Ej, żart żartem, ale ja z tej recenzji też rozumiem, że na okładce Inferno wymieniony jest jako I., Necrosodom jako N., a Malta jako M. Pasuje to zresztą do otoczki tajemniczości, jaką zespół wokół siebie od początku roztacza.
re: palanty
Megakruk
Megakruk (wyślij pw), 2012-02-25 18:26:17 | odpowiedz | zgłoś
Niech będzie, że żart żartem, niech też jednak będzie, że zamysłem autora, było po prostu napisanie, że to fajny materiał. To chyba najważniejsze.
Sigh
Gun (gość, IP: 83.4.53.*), 2012-02-14 08:45:19 | odpowiedz | zgłoś
Szanowny panie recenzencie proszę nie mówić, że wszyscy nie znają kapeli Sigh, może nie jest aż tak popularna ale bez przesady. pozdro.
re: Sigh
Megakruk
Megakruk (wyślij pw), 2012-02-14 09:35:46 | odpowiedz | zgłoś
Khe, khe jakby to powiedzieć żeby Pana nie obrazić. Myślałem, że każdy zrozumiał żart, którym jest pierwsza częśc tekstu. Dziękuję.
Dobry ten cover Sigh
Przemo667
Przemo667 (wyślij pw), 2012-02-13 16:39:12 | odpowiedz | zgłoś
Przy okazji przypomniały mi się 2 najlepsze płyty skośnookich "Scorn Defeat" oraz "Infidel Art"
Całkiem dobre...
Bungo (gość, IP: 95.155.101.*), 2012-02-11 23:32:02 | odpowiedz | zgłoś
...można się turlać ze śmiechu, tak jak onegdaj słuchając napalm death ;-)))
live
Krasnal Adamu
Krasnal Adamu (wyślij pw), 2012-02-11 15:49:31 | odpowiedz | zgłoś
Już miałem pytać, czy to ten realizator M., którego nikt nie zna, ale ostatnim akapitem mi to potwierdziłeś.
Płyty akurat nie słyszałem, widziałem ich tylko na żywo, ale po ich występie wierzę w każde słowo tej recenzji. Dodatkową ciekawostką jest, że na koncertach Zbychu obsługuje wiosło, a nie gary.
« Nowsze
1