zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku wtorek, 21 września 2021

recenzja: For Ruin "December"

3.07.2008  autor: Zagreus
okładka płyty
Nazwa zespołu: For Ruin
Tytuł płyty: "December"
Utwory: Into Red; Wake; Towards An End; Dread; Eyesore; Demon; Starling; December; AnotherBreed; Frailty
Wykonawcy: Murphy - gitara, wokal; Myers - gitara; English - instrumenty perkusyjne; Lawlor - gitara basowa
Wydawcy: Sentinel Records
Premiera: 2007
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 7

Irlandia wydała na świat całe mnóstwo znanych i cenionych muzyków. Tak się jednak jakoś dziwnie składa, że nie ma wśród nich zbyt wielu tworzących metalowe dźwięki. Na szersze wody udało się stamtąd wypłynąć jedynie kilku kapelom, a i one, choć świetne, znane są jedynie w określonych kręgach (oczywiście z wyjątkiem Thin Lizzy). Powodem tego jest być może fakt, że większość z nich tworzy muzykę dość hermetyczną, przesiąkniętą specyficznym celtyckim klimatem. Niektóre z tych zespołów odwołują się do niego bezpośrednio inkorporując do swojej muzyki elementy folkowe (Cruachan, Waylander), inne jedynie przemycają gdzieś pomiędzy riffami celtyckiego ducha (Primordial, Mael Mórdha), nie posługując się w celu budowania klimatu ludowymi instrumentami. Do tej drugiej kategorii zaliczyć można For Ruin.

Muzycy zespołu sami określają swoją muzykę mianem miksu melodyjnych odmian black i death metalu. I gdyby pokusić się o znalezienie dla nich pasującej szufladki, ta właśnie byłaby najodpowiedniejsza. Z tym zastrzeżeniem, że szczególny nacisk należałoby położyć na pierwszy człon tego określenia. "Melodyjny" to słowo najlepiej charakteryzuje dźwięki przez nich generowane. Każdy z utworów tworzących "December", pomimo szybkiej, energetycznej pracy perkusji i blackowych wokaliz, opiera się tak naprawdę na zgrabnych, wpadających w ucho melodiach i gitarowych harmoniach. Nie są to jednak zagrywki rodem ze słynącej z melodyjnego metalowego grania Skandynawii. Szwedzkie czy fińskie skojarzenia są absolutnie nie na miejscu. Gdyby próbować znaleźć jakieś podobieństwa, najbliżej byłoby Irlandczykom do kapel pokroju Rotting Christ czy Ancient Rites, zespołów posiadających własny, wyrazisty styl, mocno odbiegający od utartych schematów brzmieniowych. Dodatkowo niektóre utwory mogą przywodzić na myśl Paradise Lost z okresu "Icon" czy "Draconian Times". Podobieństwa tego dopełniają specyficzne zagrywki i gitarowe solówki, mocno kojarzące się ze stylem wypracowanym przez Gregora Mackintosha.

Zespół powstał w Cork w południowej Irlandii, początkowo jako jednoosobowy projekt gitarzysty i wokalisty Johna Murphy'ego. Aktualny, pełny skład grupy ustabilizował się dopiero pod koniec 2006 roku. Do tego czasu kapela wydała trzy materiały demo, które cieszyły się sporym zainteresowaniem na irlandzkiej scenie i w rezultacie pozwoliły jej podpisać kontrakt z pochodzącą z ich macierzystego kraju wytwórnią Sentinel Records. Materiał umieszczony na ich pierwszym oficjalnym wydawnictwie w dużej mierze pochodzi właśnie z demówek, jednak został ponownie w całości nagrany i zmiksowany.

Niestety produkcja materiału jest jego piętą achillesową. Brzmienie zdecydowanie odbiega od aktualnych standardów. Jest archaiczne i toporne, kojarzy się z produkcjami z wczesnych lat dziewięćdziesiątych. Gitary brzmią płasko i niewyraźnie, co skutkuje ich drastycznym "stępieniem" i w dużej mierze obniża wartość materiału. Zastrzeżeń nie można mieć jedynie do partii bębnów, chociaż niektórych może razić nieco nadmiernie wysunięty, wysoko nastrojony werbel (mnie akurat się podoba, nasuwa skojarzenia z pierwszą płytą Sceptic ;) ).

Trudno w jednoznaczny sposób odnieść się do tego materiału. Zawiera on niewątpliwie muzykę nieszablonową i interesującą. Kapela nikogo nie kopiuje, nie stara się upodabniać do bardziej znanych wykonawców, nie próbuje wpisać w któryś z modnych obecnie trendów. Chłopaki z Zielonej Wyspy grają swoje nie oglądając się przez ramię. Z drugiej strony obcując z ich muzyką nie sposób nie odnieść wrażenia, że nie do końca są pewni, co chcą grać. Czy ma być ostro i black (czy też death) metalowo, czy może raczej melodyjnie i skocznie. Inspiracje, do których się przyznają, to raczej dźwięki z przeszłości (z jednej strony Death czy Hypocrisy, z drugiej wczesny Opeth, Amorphis i Katatonia), co samo w sobie nie jest niczym złym, bo grupy, które wymieniają, to już ponadczasowa klasyka, ale jednak nie pozwalają przypuszczać, że umożliwi im to zawojowanie sceny, wciąż spragnionej świeżości i nowatorskich pomysłów.

Mimo to mam wrażenie, że warto zwrócić na nich baczniejszą uwagę. Niewątpliwie drzemie w nich potencjał, który właściwie ukierunkowany może dać szansę na osiągnięcie sukcesu, a przede wszystkim wypracowaniu własnego, naprawdę niepowtarzalnego stylu. Mają ku temu zadatki. Swoja drogą pierwsza płyta Primordial też nie powalała na kolana...

Komentarze
Dodaj komentarz »
hehe lysy bacardi
plama (wyślij pw), 2008-07-10 01:45:25 | odpowiedz | zgłoś
\m/
\m/
plama (wyślij pw), 2008-07-03 20:00:24 | odpowiedz | zgłoś
>Swoja drogą pierwsza płyta Primordial też nie powalała na kolana...

kolejne również nie
re: \m/
SinnerBDG (wyślij pw), 2008-07-04 10:11:29 | odpowiedz | zgłoś
Storm before Calm albo Inrama to rewelacyjne plyty! Duch irlandzkiej kultury bardzo delikatnie wplecione miedzy metalowe granie... Uwielbiam ten zespol.