zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku poniedziałek, 9 grudnia 2019

recenzja: The Gathering "Almost a Dance..."

12.02.2001  autor: Margaret
okładka płyty
Nazwa zespołu: The Gathering
Tytuł płyty: "Almost a Dance..."
Utwory: On A Wave; The Blue Vessel; Her Last Flight; The Sky People; Nobody Dares; Like Fountains; Proof; Heartbeat Amplifier; A Passage to Desire
Rok wydania: 1994
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 7

Debiut The Gathering "Always..." wywarł na mnie ogromne wrażenie. Bez cienia wątpliwości był to (i jest nadal) jeden z najważniejszych albumów w historii doom metalu, jeden z tych najbardziej przełomowych, rewolucyjnych. Mistyczna atmosfera, egipski nastrój, brutalność spleciona z pięknem i delikatnością... Jak na tamte czasy był to bardzo odważny eksperyment. Coś absolutnie wyjątkowego, niespotykanego, urzekającego. Coś, co bez wątpienia ustawiło zespół w pierwszym rzędzie "klimatycznych" mistrzów. Mniej więcej rok po fenomenalnym debiucie The Gathering uderzył ponownie, z drugą pełnometrażową płytą "Almost A Dance".

Ten materiał od samego początku wzbudzał sporo kontrowersji, przez wielu nawet określany był jako "wypadek przy pracy". A wszystko przez jeden, aczkolwiek bardzo istotny szczegół. Czasem tak już jest - jeden (nie)świadomy gest, jedno uchybienie nie pozwala docenić ukrytego piękna, nie daje szans na miłe wspomnienia... Muzyka zawarta na "Almost A Dance" na pewno nie jest tak brutalna jak na debiucie. The Gathering już tutaj na dobre zrezygnował z deathowych naleciałości - nie tylko z growlingów, ale także z dźwiękowej brutalności i ociężałych brzmień. Czasem pojawiają się jakieś szybsze tempa ("Her Last Flight", "Proof"), jednak wyraźnie słychać, że zespół obrał nieco inny kierunek, inaczej konstruuje utwory. Niewątpliwie kompozycje są bardziej rozbudowane, jest więcej melodii i zmian nastroju. Nie brakuje też fragmentów akustycznych ("A Passage to Desire", "Nobody Dares"). Tak, niewątpliwie na "dwójce" mocniej wyeksponowano subtelne piękno i rozmarzone melodie. To jednak nadal ta sama kraina dźwięków, nadal muzykę objąć można ramionami metalu "klimatycznego". W wielu momentach nawet wydaje się, że pewne kompozycje swą pomysłowością i dojrzałością przewyższają utwory z "Always...". Niestety większość z nich umyka uwadze. Dla wielu słuchaczy na zawsze pozostaną one w ukryciu. A wszystko przez wcześniej wspomniany "drobny" szczegół. Po nagraniu "Always ..." szeregi The Gathering opuściła para wokalistów. Grupa musiała znaleźć odpowiednich następców - w przypadku kobiecego głosu wyszli obronną ręką - Martine Van Loon prezentuje się co najmniej dobrze. Subtelny, pełen słodyczy i niewinności głos doskonale współgra z muzycznym klimatem. Szkoda, że jej głos jest tylko epizodem, że tak mało jest go na "Almost A Dance". Bo Niels Duffhues wokalnymi uzdolnieniami niestety nie grzeszy. Męski śpiew to po prostu katastrofa - choć growling do tej płyty by nie pasował, to jednak lepiej wyszłoby, gdyby Niels właśnie "pomrukiwał". Trudno opisać jego manierę wokalną - coś z pogranicza pudel metalu, totalnego fałszu i braku wyczucia... Prawda jest taka, że ten wokal "zabił" płytę. A szoda, bo muzyka naprawdę brzmiała ciekawie i dojrzale.

Mimo tej wady "Almost A Dance" jednak warto posłuchać. Choćby dlatego, że to rozdział historii jednej z najważniejszych grup metalu "klimatycznego". Zresztą po którymś tam przesłuchaniu ta lalusiowata maniera już jakby nie drażni. Można się do niej po prostu przyzwyczaić. The Gathering wyciągnęli słuszne wnioski - od następnej płyty jedyną osobą odpowiedziałną za śpiew została Anneke Van Giersbergen. A do tego, że był to strzał w dziesiątkę chyba nikogo przekonywać nie trzeba.

Komentarze
Dodaj komentarz »
re: The Gathering "Almost a Dance..."
Remington Swans (gość, IP: 2.100.54.*), 2016-11-15 03:14:19 | odpowiedz | zgłoś
"Tales of creation" nagrane przez Candlemass wraz z "Always" The Gathering są dla mnie świętym Graalem gatunku. Niedopuszczalna jest jakakolwiek krytyczna sugestia. Później oczarował nas "Gothic" grupy Paradise Lost. Lecz nawet dla słuchaczy dopiero odkrywających świat doom metalu i metalu klimatycznego płyta "Almost a Dance" może okazać się bardzo słaba, głównie z powodu wokalu Niels'a Duffhues'a. Niels Duffhues użyczył "głosu" z nominacji producenta albumu. Czas na wydanie płyty zbliżał się nieubłaganie, a The Gathering wciąż nie mieli głównego wokalu. Wyszło, jak wyszło - tak mówiło się wtedy. Jednak od samego początku byłem innego zdania. Muzyka na tej płycie jest dla mnie nawet po ponad dwudziestu latach czymś więcej niż przeszłość Metalliki po "Master of Puppets", albo zniszczona po "Rust in Peace" przyszłość Dave'a Mustaine. "Almost a Dance" była odważna i nakreśliła schematy wielu grup pokolenia millenijnego, ale klasyk jest tylko jeden, i po latach nie znalazłem drugiej grupy metalowej, która całkowicie zmieniając na drugim albumie styl muzyczny, potrafiła by zrobić kawał dobrej klasyki metalowej. Po ponad dwudziestu latach, tą płytę słucha się tak, jakby była dopiero wydana. Moim zdaniem klasyka gatunku.
re: The Gathering "Almost a Dance..."
jarema37 (wyślij pw), 2016-11-15 11:35:41 | odpowiedz | zgłoś
Tales i Always - stoją na honorowych miejscach na półce (choćiaz nie najwyższych). Pamietam jak w epoce po zachwycie Always kupiłem kasetę Almost A Dance. Po szoku (wtedy kupowało sie w ciemno) i kilku przesłuchaniach wylądowała w koszu. Tak, nie sprzedałem jej, ale wyrzuciłem. Po latach wróciłem do niej i zdania nie zmieniłem. Ciekawe jak odebrałyby ja dzisiaj. Ale tylko ciekawe, bo szkoda czasu na eksperymenty :p
re: The Gathering "Almost a Dance..."
RadomirW (gość, IP: 193.219.114.*), 2016-11-15 14:14:18 | odpowiedz | zgłoś
Lubię metal klimatyczny, podobnie jak klasyczny doom metal. Uważam jednak, że zestawienie ze sobą niewątpliwego klasyka gatunku, jakim jest Tales of Creation Candlemass z pierwszymi dwiema płytami The Gathering (a szczególnie z Almost a Dance) jest jakimś nieporozumieniem. To jak porównywać perły z chlewem. Tak naprawdę to dopiero na Mandylion twórczość The Gathering zaczęła mieć wybitny charakter. Jedynkę lubię, ale zestarzało się to okrutnie, brzmienia klawiszy czy misiowate growlingi dziś raczej śmieszą aniżeli ciekawią. Dwójka zaś to jakiś żart szczególnie wokalny.
re: The Gathering "Almost a Dance..."
pik (gość, IP: 217.96.238.*), 2016-11-15 14:42:42 | odpowiedz | zgłoś
no cóż, mnie nie śmieszą.. wręcz przeciwnie, powodują ciary, nawet dziś
re: The Gathering "Almost a Dance..."
jarema37 (wyślij pw), 2016-11-15 16:57:13 | odpowiedz | zgłoś
Tales of Creation to było pierwsze CD jakie kupiłem. Pierwsze wydanie. Mam je do dzisiaj. Moze stad sentyment.
Always bardzo lubie do dzisiaj. To świetna płyta, chociaz w cieniu wielkiej trójki z tego czasu
re: The Gathering "Almost a Dance..."
Remington Swans (gość, IP: 92.26.156.*), 2016-11-22 22:01:39 | odpowiedz | zgłoś
Nie zestawiłem "Tales of Creations" na równi z dwiema pierwszymi płytami The Gathering, tylko z pierwszą płytą "Always". "Almost a Dance" jest całkowicie odmienna, ale bardzo chętnie się do niej wraca. Problem z "Almost a Dance" tkwi w tym, że ukazała się ona o 15 lat za wcześnie. Wyprzedziła epokę Bullet For My Vallentine i temu podobnych, a w latach 90-tych to się raczej nie podobało. Czasy się zmieniają, i dlatego wielu młodych ludzi słysząc tą płytę często pyta mnie "A co to? Za...iste!" Kiedy mówię, że ta płyta została nagrana zanim moje dzieci i oni się urodzili, to kiwają głowami z niedowierzaniem. I to właśnie była przyczyna złego odbioru tego poniekąd świetnego jak na teraźniejszość wydawnictwa.
re: The Gathering "Almost a Dance..."
nicrem
nicrem (wyślij pw), 2016-07-24 13:14:37 | odpowiedz | zgłoś
Muza dobra, okładka tez klimatyczna, ale wokal no cóż, kozia trąbka lepiej gra, ale warto posłuchać, bo tak już mało kto gra...
re: The Gathering "Almost a Dance..."
pik (gość, IP: 217.96.228.*), 2016-07-24 20:28:06 | odpowiedz | zgłoś
Zgadzam się, słuchałem tej płytki niedawno i zaczęła mi się podobać.. cała i nawet wokal mi nie przeszkadza ;)
re: The Gathering "Almost a Dance..."
Remington Swans (gość, IP: 92.26.156.*), 2016-11-22 22:02:57 | odpowiedz | zgłoś
Alleluja...
re: The Gathering "Almost a Dance..."
universal_soul (gość, IP: 84.13.17.*), 2014-05-10 12:23:13 | odpowiedz | zgłoś
Toż tego słuchać się nie da. Nie chodzi nawet o to, że maniera wokalna jest beznadziejna, bo jest, ale o to, że facet fałszuje. Trzeba być głuchym żeby takie coś wydać
« Nowsze
1

Oceń płytę:

Aktualna ocena (112 głosów):

 
 
66%
+ -
Jak oceniasz płytę?

Materiały dotyczące zespołu

Napisz recenzję

Piszesz ciekawe recenzje płyt? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Którą kuchnię lubisz najbardziej?