zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku wtorek, 3 sierpnia 2021

recenzja: Helloween "Pink Bubbles Go Ape"

26.12.2000  autor: Comeill
okładka płyty
Nazwa zespołu: Helloween
Tytuł płyty: "Pink Bubbles Go Ape"
Utwory: Pink Bubbles Go Ape; Kids of the Century; Back on the Streets; Number One; Heavy Metal Hamsters; Goin' Home; Someone's Crying; Mankind; I'm Doin' Fine, Crazy Man; The Chance; Your Turn; Shit and Lobster
Wydawcy: EMI
Rok wydania: 1991
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 9

To był bardzo ciężki okres dla członków Helloween. Data premiery płyty przesuwana była kilka razy. Zespół był ciągany po sądach. A wszystko to przez konflikt między Noise Records a EMI. Właściciele Noise twierdzili, że kontrakt, jaki zespół podpisał z wytwórnią, cały czas obowiązuje, a co za tym idzie koncern EMI nie mam prawa wydać nowego materiału. Koniec końców płytę wydał EMI i uważam, iż dobrze się stało, że Helloween wreszcie wyrwał się ze szpon Noise. Ta wytwórnia ponoć zniszczyła niejeden zespół... chociaż Gamma Ray i Virgin Steele nie narzekają. Dodatkowo po trasie koncertowej zespół opuścił jeden z założycieli, fenomenalny Kai Hansen. Na jego miejsce przyszedł znany (a może i nieznany) z grupy Rampage, długowłosy Roland Grapow. Jedno stało się oczywiste: zmiany musiały nastąpić!

I nastąpiły... pytanie tylko, czy dobre? Ja mimo wszystko uważam, że bardzo dobrze się stało, iż Helloween zmienili swój styl. Owszem, mogli nagrać kolejną część "Keepera", ale czy miałoby to sens? Chyba nie. Zespół po prostu zaczął by powoli stawać się kopią samego siebie, a to byłoby naprawdę groźne. Ale dosyć tych dywagacji... zajmijmy się muzyką. A muzyka, jaka zawarta jest na "Pink Bubbles Go Ape", jest wysokich lotów (bez względu na to, co ktoś o tym sądzi).

Album otwiera utwór tytułowy, krótki i bardzo delikatny, ale jakże cudowny, w całości zagrany na gitarze klasycznej. Następnie dostajemy między oczy. To "Kids Of The Century". Szybki i bezkompromisowy numer, trochę w stylu starych kawałków, ale nie do końca. Już od pierwszych taktów da się zauważyć różnicę w stylu gry na gitarze między Kaiem a Rolandem. Roland preferuje grę bardziej wirtuozerską, podczas gdy Kai większą wagę przywiązywał do szybkości i agresji. Kolejny utwór to "Back On The Streets". Równie szybki i melodyjny jak jego poprzednik. "Number One" to pierwszy singiel wykrojony z tego albumu. Utwór w pełni ukazujący to, jak znacząco zmieniło się podejście zespołu własnej muzyki. Jest znacznie bardziej stonowana i nastrojowa, ale jednocześnie porywa swoim rytmem i genialną melodią. Piąty w kolejności jest "Heavy Metal Hamsters", dziwny, pokręcony i jednocześnie śmieszny i ironiczny. Typowy dla Helloween. "Goin' Home" znowu pędzi, pędzi bardzo szybko i kiedy wydaje się, że już bardziej pędzić nie może, przeradza się w "Someone's Crying" i pędzi jeszcze szybciej - ultra szybko. Ten kawałek to cudo. Wspaniały tekst, melodia i zapierająca dech w piersiach prędkość. Potem następuje zwolnienie i nadchodzi "Mankind", najbardziej rozbudowany i majestatyczny utwór na całym albumie. "I'm Doin' Fine, Crazy Man" to kolejny "śmieszny" numer. Muzykę do tego kawałka napisał Markus i jest to jedyny jego utwór na płycie. Zresztą utwory napisane przez niego bardzo rzadko trafiają na krążki Helloween, ale za to jest ich mnóstwo na wszelkiego rodzaju EPkach, czy singlach. Pozostały jeszcze dwa kawałki. Pierwszy z nich to utwór Rolanda "The Chance", a drugi to numer napisany w całości przez Kiske'ego. "Your Turn", bo o nim mowa, to jedna z najwspanialszych ballad jakie w życiu słyszałem (a słyszałem wiele) i zdecydowanie najlepsza w historii Helloween. Na japońskiej wersji albumu znajduje się dodatkowo kawałek "Shit And Lobster". Nic specjalnego... chociaż melodia jest wspaniała.

Na koniec należy wspomnieć o niesamowitych partiach wokalnych. Michael Kiske przeszedł na tym krążku samego siebie. Zaryzykuję stwierdzenie, że Michael nigdy wcześniej nie śpiewał tak dobrze. Jego głos jest czysty, pewny i porażający siłą, i ekspresją wyrazu. Uważam, że niedoceniany przez wielu "Pink Bubbles Go Ape" to świetny album i gorąco go polecam wszystkim, którzy chcą posłuchać czegoś naprawdę wartościowego.

Komentarze
Dodaj komentarz »
re: Helloween "Pink Bubbles Go Ape"
Thrash Lover (gość, IP: 194.11.254.*), 2015-08-05 15:32:09 | odpowiedz | zgłoś
Moim zdaniem plytka jest tylko lekko powyzej sredniej. 9 punktow to spora przesada.
re: Helloween "Pink Bubbles Go Ape"
Ghostwheel69 (gość, IP: 10.2.1.*), 2015-08-05 14:40:45 | odpowiedz | zgłoś
Rainbow to heavy metal.
re: Helloween "Pink Bubbles Go Ape"
Andi69 (gość, IP: 83.19.161.*), 2015-08-06 08:47:25 | odpowiedz | zgłoś
w ogólnej klasyfikacji slayer, vader, def leppard i scorpions to też wszystko heavy metal.chyba widać różnicę i to zasadniczą między heavy metalem rainbow czy deep pueple a judas priest i iron maiden.
re: Helloween "Pink Bubbles Go Ape"
Ghostwheel69 (gość, IP: 10.2.1.*), 2015-08-07 08:26:39 | odpowiedz | zgłoś
Rainbow to heavy metal, Deep Purple to hard rock, Judas Priest to heavy metal/NWOBHM, a Iron Maiden to czyste NWOBHM. Tak to widzę.
re: Helloween "Pink Bubbles Go Ape"
Andi69 (gość, IP: 83.19.161.*), 2015-08-07 14:37:08 | odpowiedz | zgłoś
a jak kupisz sobie encyklopedie heavy metalu we wszystkich krajach i we wszystkich różnych wydaniach to znajdziesz sobie tam i aerosmith i obituary. za czasów rainbow i, black sabbath i maiden wszystko to było heavy metal, helloween też. po latach dopiero przychodzą klasyfikacje. w czasach helloween czyli keeperów nikt nie mówił o żadnym power metalu to był heavy metal po latach kiedy powstały wszystkie hammerfalle i rhapsody i nazwano to powerem okazało się że wrorowano się na helloween i tak to helloween może jest protoplastą power ale w swoim czasie nie był power. wiem bo to moje czasy i fascynowałem się keeperami w czasie kiedy one wychodziły ale po wielu latach dowiedziałem się że to power ale wtedy to był heavy metal, myslę że sam Helloween po latach dowiedział się że są power.
re: Helloween "Pink Bubbles Go Ape"
Sood (gość, IP: 83.19.161.*), 2015-08-05 10:44:42 | odpowiedz | zgłoś
racja. zespół to juz całkowicie inny bo bubbles jak i zróżnicowany jak sama nazwa wskazuje chameleon to zespół juz rockowy czy hard rockowy a nie heavy metalowy. bliżej mu do rainbow, ufo czy thin lizzy niz do iron maiden czy judas priest jak to miało miejsce przy keeperach. i też jeżeli oceniamy (a wiekszość tak) z punktu widzenia keeperów to rzeczywiście słabe bo gdyby maiden zaczął grać jak ufo ... już na Live in the UK zagrali jeszcze z Hansenem utwory z keeperów w sosie bubbles i te keepery brzmią tam inaczej niż w studio też bardziej hard niż heavy. tak więc płyta bardzo dobra (chameleon cudowny) pod warunkiem że nie zaczyna się od keeperów i jericho i nie uważa się helloween za niemiecki iron maiden. raczej dla fanów def leppard, queensryche a chameleon dla starszych