zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku niedziela, 20 czerwca 2021

recenzja: Lacuna Coil "In A Reverie"

30.12.1999  autor: Margaret
okładka płyty
Nazwa zespołu: Lacuna Coil
Tytuł płyty: "In A Reverie"
Utwory: Circle; Stately Lover; Honeymoon Suite; My Wings; To Myself I Turned; Cold; Reverie; Veins of Glass; Falling Again
Wydawcy: Century Media Records, Metal Mind Productions
Rok wydania: 1999
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 4

Kiedy w 1991 roku Paradise Lost wydali swój album "Gothic", nie podejrzewali zapewne, iż wywołają nim tak znaczącą rewolucję w tym gatunku muzyki. Dziś niemal co drugi debiutant próbuje z gorszym lub lepszym rezultatem podrobić niepodrabialnych przecież Mistrzów. Żeńskie wokale, melodyjne klawisze i melancholijny nastrój stały się niemal wizytówką grup metalowych. Uwielbiam ten styl, ale nawet ja ostatnimi czasy z coraz większym niepokojem czekam na jego kres...

Nic jednak w tym dziwnego, skoro młode zespoły, zamiast szukać nowym rozwiązań, wolą kopiować sprawdzoną, klasyczną przeszłość. I w sumie na tym można by skończyć opisywanie płyty "In A Reverie". Bo na dobrą sprawę Lacuna Coil nie proponuje nic nowego, wręcz nie dba o bycie oryginalnym. Muzyka do złudzenia kojarzy się z najwspanialszymi przedstawicielami doom/gothic. Słychać tu echa wspomnianego Paradise Lost (gitary momentami przypominają brzmienia "Shades of God" i "Icon", poza tym głos Andrea Ferra chwilami ociera się o charakterystyczną barwę Holmesa), poza tym łatwo wyczuć ducha The Gathering. Jak zwykle w takich sytuacjach bywa uczniowie zostają hen daleko za swoimi nauczycielami. Przypadek Lacuny jeszcze mocniej utwierdza w tym przekonaniu. Atrakcyjności płyty nie podwyższa niestety profesjonalna produkcja (wiadomo, Waldemar Sorychta, współodpowiedzialny za brzmienia chociażby Tiamat, The Gathering, Moonspell czy Samaela). Century Media zdecydowanie przesadził, nazywając Lacunę Coil nową rewelacją gotyckiego metalu. Włosi grali przeciętnie już na debiutanckim mini albumie. "In A Reverie" wprawdzie zdecydowanie przewyższa tamto "dzieło", ale nadal ukazuje zespół jako jeden z wielu naśladowców. Takie wydawnictwo z góry skazane jest na porażkę, bo wielbiciele "klimatów" z pewnością wybiorą mistrzów tego gatunku albo zainteresują się bardziej oryginalnymi młodziakami (a takich naprawdę nie brakuje). Jednak, mimo tych wszystkich krytycznych opinii, muszę przyznać, że "In A Reverie" w jakimś stopniu potrafi zaintrygować. Do płyty jakoś tak chętnie się wraca, nie ma tu momentu znudzenia, zmęczenia. Może to z tęsknoty za starymi płytami Paradise Lost i The Gathering. Wiadomo przecież, że oba zespoły obecnie grają zupełnie inaczej, niż w okresie swej doskonałości. Poza tym na uwagę na pewno zasługuje wokal Cristiny Scabbii - jest mocny, silny i bardziej rockowy niż ten, którym dysponuje Anneke Van Giersbergen. Dzięki niemu (ale nie tylko) muzyka Lacuny często przybiera żywszych, bardziej metalowych niż gotyckich barw. Dość sporym zaskoczeniem może być też "To Myself I Turned", który daje jeszcze jakąś nadzieję na przyszłość.

Dla wielu będzie to kolejna katorga, kolejny niewypał, kolejny wtórny produkt. I w sumie nie są to twierdzenia dalekie od prawdy. Mimo wszystko jednak Lacuna Coil momentami potrafi zaintrygować. I na pewno istnieje mnóstwo o wiele gorszych zespołów. "In A Reverie" może być miłym prezentem dla tych, którzy tęsknią za starszymi dokonaniami Paradajów i The Gathering.

Komentarze
Dodaj komentarz »