zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku piątek, 22 listopada 2019

recenzja: Madder Mortem "Mercury"

4.01.2000  autor: Margaret
okładka płyty
Nazwa zespołu: Madder Mortem
Tytuł płyty: "Mercury"
Utwory: Undertow; Under Another Moon; He who longed for the stars; These Mortal Sins; The Grinding Silence; Loss; Remnants; Misty Sleep; Convertion
Wydawcy: Misanthropy Records, Mystic Production
Rok wydania: 1999
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 6

Najpierw pojawiły się reklamy, lokalizujące Madder Mortem między The Gathering a The 3rd and the Mortal. Brzmiało to na tyle intrygująco, że zachęciło mnie do zapoznania się z ich twórczością. I miałabym czego żałować, gdybym odpuściła sobie te poszukiwania.

"Mercury" to płyta z charakterem, mimo pewnych zapożyczeń i inspiracji, posiadająca swój specyficzny klimat. Tu każdy dźwięk oddycha osamotnieniem, smutkiem, żalem i dekadencką rozpaczą. Wrażenie to niewątpliwie potęguje emocjonalny wokal Agnete (na albumie pojawiają się też w tle męskie głosy). I chyba nią sugerowano się porównując grupę do The 3rd and the Mortal i The Gathering. Śpiew Agnete ma w sobie coś z Ann Marie Edvardsen, a jeszcze więcej z Anneke Van Giersbergen. Jednak nie można odmówić jej oryginalności i głębokiego zaangażowania w to, co robi. Nostalgiczne obrazy są także dziełem delikatnych, uderzających melancholią klawiszy ("These Mortal Sins", "The Grinding Silence"). Ale muzyka Madder Mortem to nie tylko rozmarzone, romantyczne "doły". Owszem, nie brakuje jej urzekających melodii wplecionych w tajemniczą atmosferę nocy ("He Who Longed for the Stars", "The Grinding Silence"). Jednak tuż obok nich iskrzy typowo metalowy ciężar i moc ("These Mortal Sins", "Loss", "Misty Sleep"). Niezwykle intrygująco brzmią gitary - jest w nich coś z grunge'owej(!) surowości i brudu, a jednocześnie coś z My Dying Bride, Anathemy czy The Gathering (te rozpaczliwo-wzruszające melodie). Tak niekonwencjonalne rozwiązania na pewno wyróżniają grupę na płaszczyźnie "klimatycznych" wykonawców. Podobnie jak udziwniony, pachnący psychodelią "Remnants" (tu wznosi się dyskretny duch The 3rd and the Mortal). Ukoronowaniem, a jednocześnie kwintesencją stylu Madder Mortem, jest utwór wieńczący "Mercury" - "Convertion". Nie zawahałabym się go nazwać klasycznym doomowo-gotyckim dołem...

Madder Mortem nie jest kolejną nazwą w "klimatycznym" metalu. Nie jest też kalką Mistrzów, kopią sprawdzonej przeszłości. To urokliwa, wyjątkowa muzyka schroniona w ramionach smutku, desperacji i płaczącego piękna.

Komentarze
Dodaj komentarz »