zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku wtorek, 3 sierpnia 2021

recenzja: Metallica "Reload"

25.07.2008  autor: Aneta Gliwicka
okładka płyty
Nazwa zespołu: Metallica
Tytuł płyty: "Reload"
Utwory: Fuel; The Memory Remains; Devil's Dance; The Unforgiven II; Better Then You; Slither; Carpe Diem Baby; Bad Seed; Where The Wild Things Are; Prince Charming; Low Man's Lyric; Attitude; Fixxxer
Wykonawcy: James Hetfield - gitara, wokal; Lars Ulrich - instrumenty perkusyjne; Kirk Hammett - gitara; Jason Newsted - gitara basowa; Marianne Faithfull - wokal; Jim Gillveray - instrumenty perkusyjne; David Miles; Bernardo Bigalli - skrzypce
Wydawcy: Elektra Records, Vertigo
Rok wydania: 1997
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 9

Zdradzili, zawiedli, odeszli - takie oraz inne, równie podniosłe co różnorodne, czasowniki wychodziły z ust fanów (czytaj: eks fanów) Metalliki w 1996 roku, po wydaniu "Load". Podobne, żeby nie powiedzieć identyczne, opinie dało się słyszeć rok później, kiedy to światło dzienne ujrzała płyta "ReLoad", będąca kontynuacją poprzedniczki. I na tej właśnie kontynuacji, będącej moim ulubionym spośród wielu dzieci Hetfielda i kolegów, chcę się teraz skupić.

Zacznę może od designu krążka. Podobnie jak rok wcześniej, w przypadku okładki chłopcy postawili na ekscentrycznego fotografa Andresa Serrano. Tym razem mamy do czynienia z przyjemnym zdjęciem (nawet się nie łudźcie, że to płomienie), o jakże wdzięcznej nazwie "Piss and Blood", przedstawiającym płyny organiczne samego autora. Książeczka nie pozostawia wiele do życzenia. Zawiera masę koncertowych fotek autorstwa genialnego Antona Corbijna. Jedynym jej mankamentem jest dla mnie brak pełnych tekstów piosenek. Lekki przerost formy nad treścią.

Przejdźmy teraz do sedna sprawy, czyli do tego, co zawarto na ładnie wydanym albumie. Pierwszymi słowami, które usłyszymy po jego odpaleniu, są kultowe już "Gimme fuel, gimme fire, gimme that which I desire". Trudno o lepszy i bardziej energiczny wstęp do płyty, aniżeli właśnie "Fuel". Kawałek jest rewelacyjny - ostry, szybki i rytmiczny. Szczególne brawa należą się Ulrichowi za świetnie zbudowaną sekcję rytmiczną. Początek na szóstkę. Po tej prawdziwej bombie energetycznej następuje lekkie uspokojenie w postaci singlowego "The Memory Remains" z gościnnym udziałem (trochę chyba niepotrzebnym) Marianne Faithfull pod postacią nieco "koziego" "ra ra ra". Poza tą drobną wpadką utwór jest naprawdę dobry. Znów świetna sekcja rytmiczna w postaci "chwiejnych" trochę bębnów plus mocno zawodzące gitary i charakterystyczny, prawdziwie rockowy riff, towarzyszący słuchaczowi przez prawie cały czas trwania piosenki. Decyzja o mianowaniu go singlem i nakręceniu teledysku była z pewnością słuszna. Następny na liście jest "Devil's Dance" z Hetfieldem w roli "kusiciela". Utwór utrzymany jest w mocno niepokojącym klimacie. Ciemna strona płyty - taki zły, mroczny, dość ciężki kawałek, ze świetnym basem (brawa dla Newsteda). Dodam może, że 28 maja 2008 miałam okazję usłyszeć go na żywo podczas koncertu na "Stadionie Śląskim", na którym był jedynym reprezentantem płyty. Po tej porcji mroku przychodzi czas na retrospekcję i odrobinę melancholii - "The Unforgiven II" - kontynuacja pięknej ballady z Czarnego Albumu. Zdecydowanie ostrzejsza i szybsza od swojej poprzedniczki, miejscami jednak prawie identyczna. Tylko pogratulować pomysłu. "Better than you" - to jeden ze słabszych momentów płyty. Ot, zwykła piosenka, nic ciekawego nie wnosząca, chociaż perkusja na samym początku zapowiada zupełnie co innego. Mamy tu przeciętną solówkę, przeciętny wokal i przeciętne bębny. Ocena dostateczna. Następny utwór pod względem rytmu i gitar dość mocno przypomina "Enter Sandman". Mocny, świetnie zaśpiewany tekst i chaotyczne riffy - to znaki rozpoznawcze "Slither". Teraz przyszła kolej na jeden z moich ulubionych fragmentów płyty - niepokojącą balladę "Carpe Diem Baby". Wszystko jest tu idealne - zawodzący wokal Hetfielda, dziwaczne chórki, urywane gitary. Dużo wstawek instrumentalnych nadaje jej "mglisty", niepowtarzalny klimat. Majstersztyk! Po takim uspokojeniu czas na kolejną porcję dobrego, hardrockowego grania, czyli "Bad Seed". I znów robi się melancholijnie, za sprawą dziwacznej ballady "Where the Wild Things Are". To jedyny utwór na płycie, w którego napisaniu maczał palce Jason Newsted. Być może powinien robić to częściej. Jest to chyba najbardziej skomplikowany i trudny w odbiorze fragment krążka, zarówno pod względem tekstu, jak i muzyki. I znów pojawia się ożywienie w postaci "Prince Charming" - mało innowacyjnego, aczkolwiek skocznego kawałka. I przyszła pora na najpiękniejszą balladę Metalliki. Mam na myśli oczywiście "Low Man's Lyric". Nic na to nie poradzę, ale za każdym razem, gdy ją słyszę, po plecach pełzają tak zwane dreszcze najwyższego uznania. Do wzruszenia (czytaj łez) aż wstyd się przyznać. Po takim wyciszeniu do życia przywróci słuchacza ostrzejszy "Attitude" - niby wszystko ok, ale jednak czegoś mu brakuje. Album zamyka rewelacyjny "Fixxxer" - zaczyna się nieco psychodeliczną gitarową wstawką, która towarzyszyć nam będzie już przez dłuższy czas. Gitara przypomina trochę tę z wcześniejszych płyt Metalliki, a rytm jest nieustannie załamywany. Idealne zakończenie muzycznej uczty, jaką jest "ReLoad".

"Load" i "ReLoad" to kawał świetnego, dobrze zrealizowanego, hardrockowego grania. Jasne - są zupełnie inne od tego, co Metallica proponowała nam przed 1996 rokiem. Ale czy inne znaczy gorsze? Nie sądzę.

Komentarze
Dodaj komentarz »
re: Najlepszy Album
Wolrad
Wolrad (wyślij pw), 2015-08-19 22:18:57 | odpowiedz | zgłoś
Akurat konstrukcja utworów na Load i Reload jest na dużo niższym poziomie niż na takim Black Album. Te płyty to taki uproszczony metal dla fana ZZ Top.
coś tam.
Sebastian Forest (gość, IP: 78.30.103.*), 2008-08-27 15:27:18 | odpowiedz | zgłoś
Płyta jest conajwyżej hardrockowa. Jest tam sporo fajnych motywów do potupania nóżką, jest rockowy ząb. Taka była Metallica. Inna, na pewno nie moja ulubiona. Nie jest to najlepszy album, nigdy nie będzie. To moja własna ocena.
Co nie zmienia faktu, że obie właśnie płyty Reload i Load mają swój urok. Ale rockowy.Tylko.
porazka
dgfdgfgh (gość, IP: 83.27.49.*), 2008-08-18 11:06:54 | odpowiedz | zgłoś
jak reload to dla ciebie najlepsza plyta metaliki to juz wiem, czyich recenzji na rockmetal juz nigdy nie przeczytam. Zenada...
re: porazka
Anoda.
Anoda. (wyślij pw), 2008-08-19 00:19:41 | odpowiedz | zgłoś
dziękuję ślicznie inteligentowi! :)))
Spadek formy Hammeta
cliff (gość, IP: 83.6.100.*), 2008-07-30 16:45:20 | odpowiedz | zgłoś
Kolejną rzeczą jaka mnie śmieszy jest narzekanie na spadek formy Hammeta. Ludzie czy każdy myśli, że o poziomie umiejętności świadczy szybkość przebierania paluchami po gryfie ? Najpierw pokażcie mi jakiś kawałek na Reload, gdzie pasowałoby takie superszybkie solo ! To że na Load/Reload zrezygnował z szybkiej gry, nie oznacza chyba, że zapomniał jak się gra na gitarze, po prostu na tych płytach w swojej grze postawił bardziej na feeling i klimat niż technikę. Chociaż gdy słucham starszych płyt to mam wrażenie, że i tym najbardziej wykręconym technicznie solówkom nie brakuje feelingu. Za to cenię Hammeta najbardziej, że nie traktuje umiejętności technicznych jako czegoś czym należy się popisywać, są one tylko narzędziem pomagającym w budowaniu klimatu. Gdy słucham jego solówek (obojętnie czy to Master... czy Reload) mam wrażenie, że o coś w nich chodzi, stanowią wręcz dopełnienie tekstu, albo go zastępują. Dlatego też mr. Hammeta cenię znacznie wyżej niż np. Johna Petrucci, który to technicznie jest genialnym gitarzystą, ale jego gra jest przy tym taka strasznie mechaniczna i nienaturalna.
Obniżone umiejętności
cliff (gość, IP: 83.6.100.*), 2008-07-30 16:04:07 | odpowiedz | zgłoś
Śmieszy mnie ogromnie to biadolenie na temat spadku umiejętności zespołu, w momencie nagrywania Load i Reload. Czy niektórym naprawdę tak trudno pojąć, że w momencie nagrywania tych płyt Metallica nie była już młodym zespołem, chcieli pograć inaczej i nie czuli potrzeby popisywania się swoimi umiejętnościami technicznymi ? Moim zdaniem jedną z charakterystycznych cech Metalliki jest to, że w ich muzyce (obojętnie czy jest to Reload czy Master...) liczy się przede wszystkim kompozycja a nie onanistyczne popisy instrumentalne (chociaż te też są na najwyższym poziomie), dlatego pomimo, że nie lubię Reload będę bronił zespołu. Dobrze się stało, że nie narzucili sobie łańcucha pt. "Umiemy nieźle kombinować na gitarach/bębnach/basie więc dalej bedziemy to robić pomimo, że już tym rzygamy". Na Load i Reload pokazali to dość radykalnie, przesadne kombinowanie nie wychodzi na dobre (...and justice...), sami się o tym przekonali.
gdyby...
mlodyx (gość, IP: 83.2.175.*), 2008-07-26 06:30:48 | odpowiedz | zgłoś
Gdyby wybrać z Load i ReLoad najlepsze kawałki to wyszłaby płyta przynajmniej bardzo dobra, a tak dostaliśmy dwa średnie(?) albumy...
brakuje obiektywizmu
otwarte oczy (gość, IP: 83.30.92.*), 2008-07-25 11:56:26 | odpowiedz | zgłoś
Niestety widzę, że w tej recenzji zabrakło obiektywnej i merytorycznej analizy omawianej płyty. Autor kieruje się uczuciami, odczuciami, wspomnieniami i nie mówię, że to źle-wielu bowiem uważa, że do szeroko pojętej sztuki należy właśnie podchodzić "duchem" a nie "ciałem". Patrząc jednak na tę płytę, poprzedniczkę oraz kolejne "dzieła" zespołu przez pryzmat tego co stworzyli w latach 80., wyraźnie widać spadek formy. Wyraża się on obniżonymi umiejętnościami gry na instrumentach (proszę porównać grę Ulricha z czasów "...And Justice For All", grę Hammetta czy śpiew Hetfielda z tamtego okresu), spadkiem formy w budowaniu ciekawych utworów czy też czasem jaki upływał między kolejnymi sesjami nagraniowymi (ot takie potwierdzenie braku pomysłów). Nie chcąc doktoryzować się z analizy omawianej płyty, należy jasno stwierdzić, iż jest to krążek bardzo mierny a proponowaną na nim muzykę gra z dużo lepszym skutkiem co najmniej kilka zespołów klasy światowej. Zespół od początku lat 90. nie zaproponował pod względem muzycznym nic ciekawego i wielce prawdopodobne, że już nigdy tego nie zrobi-do końca kariery dzięki paru starym albumom będzie odcinał kupony. Ale to i tak dobrze ponieważ nasze "gwiazdki" robią to po jednej wydanej płycie.
re: brakuje obiektywizmu
Ugluk. (gość, IP: 89.171.108.*), 2008-07-25 15:13:27 | odpowiedz | zgłoś
można mówić o spadku formy gitarowej Hammetta czy perkusyjnej Larsa, ale totalnie bawią mnie teksty o pogorszeniu się głosu Hetfielda w stosunku do lat 80. Wokale na Load i Reload zograły nagrane najprawdopodobniej najlepiej w jego karierze. Mamy tu odejście od metalowego, jednowymiarowego uderzenia, jest dużo backing wokali, budujących klimat.

Z reszta nie będę się spierał - to rzecz gustu... ano właśnie, o jakim Ty obiektywizmie mówisz. Obiektywnie to można stwierdzić, że utwory są wolniejsze niż Dyers Eve, ale napewno nie że są gorsze. Dlatego - szanuję Twoją opinię, ale Ty szanuj też opinię innych (Wcale tak znowu mało ich nie ma), którzy nie uważają aby Twórczość Metalliki w latach 90 była nieciekawa.
re: brakuje obiektywizmu
Anoda.
Anoda. (wyślij pw), 2008-07-25 16:43:09 | odpowiedz | zgłoś
pojęcia względne. ja uważam, że na L. i RL. rozwinęli się jako muzycy. a coś takiego, jak w pełni obiektywna recenzja nie intnieje. ;)

Oceń płytę:

Aktualna ocena (1277 głosów):

 
 
67%
+ -
Jak oceniasz płytę?

Materiały dotyczące zespołu

Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje

Behemoth "The Apostasy"
- autor: Zagreus
- autor: Ugluk

Machine Head "The Blackening"
- autor: Mrozikos667

Acid Drinkers "Verses of Steel"
- autor: Lubek
- autor: don Corpseone

The Dillinger Escape Plan "Ire Works"
- autor: Ugluk

Sepultura "Dante XXI"
- autor: Ugluk

Napisz recenzję

Piszesz ciekawe recenzje płyt? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Czy śledzisz zmagania sportowców podczas igrzysk olimpijskich w Tokio?