zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku poniedziałek, 1 marca 2021

recenzja: Midvinter "At the Sight Of Apocalypse Dragon"

29.12.2000  autor: Wickerman
okładka płyty
Nazwa zespołu: Midvinter
Tytuł płyty: "At the Sight Of Apocalypse Dragon"
Utwory: Ddfdd; All Things To End Are Made; Moonbound; Hope Rides On Devils Wings; Dreamslave; Nocticula In Aeturnum/Of Night Primeval; Ett Liv Frnekatt; De Bises Hymn
Wydawcy: Invasion Records, Morbid Noizz
Rok wydania: 1997
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 8

Na to wydawnictwo trafiłem zupełnie przypadkiem. Ot, miałem 7 zł i zauważyłem w sklepie muzycznym tanie kasety. Popatrzyłem, to mi wygląda na black. Zaglądam do wkładki: produkcja - Andy LaRoque. Mając na względzie świetne umiejętności produkcyjne i gitarowe (Andy płytę tylko produkuje) postanowiłem to kupić. I nie żałuję.

Trzon Midvintera tworzy Damien, grający na większości instrumentów. Całość przypomina połączenie Immortal (Battles-Blizzard) z heavy metalem. Mamy więc blackową sieczkę a'la Nieśmiertelny, są czasami niezłe riffy jak w King Diamond, jest power-metalowa otoczka (podniosłe klimaty, bohaterskie czyny itp.), są gotyckie klawisze (co razem z powerem daje Nightwishowe klimaty). W tej muzyce (tak jak w Kinder Country :-) wszystkiego jest pełno.

Nie jestem pewien, ale z opisu wynika, że Damien śpiewa blackowo, a Keeroth obsługuje wokal prowadzący. Niezależnie od tego, kto śpiewa, 70% płyty to blackowy skrzek, a reszta to czyste vocale.

Cały album wypełniają podniosłe hymny o zwycięstwach, bitwach i innych bzdurach. Dwa z kawałków wykonywane są po szwedzku.

Tak czy inaczej, Midvinter proponuje dużą dawkę naprawdę niezłej muzy.

Komentarze
Dodaj komentarz »