zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku środa, 3 marca 2021

recenzja: Miles Beyond "Miles Beyond"

8.02.2005  autor: Tomasz "YtseMan" Wącławski
okładka płyty
Nazwa zespołu: Miles Beyond
Tytuł płyty: "Miles Beyond"
Utwory: Out Of Control; Tales Of Old; Miles Beyond; Take Me Back Home; Vlad The Impaler; Still Strong; The Spaniard; Hail To The King; Rock Revolution; Stowaway; Crazy Horse; A Call To Odin
Wykonawcy: Tim Moody - wokal, gitara; Paul O. - gitara; Larry Moody - gitara basowa; Tod Fisher - instrumenty perkusyjne
Wydawcy: Rock Revolution Records
Rok wydania: 2004
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 7

Miles Beyond to młoda amerykańska kapela metalowa, która kilka miesięcy temu wydała swoją debiutancką płytę. I to płytę zawierającą, szczególnie jak na materiał debiutancki, potężną dawkę muzyki: 12 numerów trwających 70 minut to nie przelewki. Tym bardziej, że (na szczęście) w parze z ilością idzie tu jakość...

Muzyka kapeli to mieszanka rocka, heavy i power metalu z drobną domieszką progresywnych patentów. Z jednej strony mamy klimaty a la Iron Maiden, Judas Priest (perkusyjne otwarcie "Take Me Back Home" to jakby zwolniona wersja tego, co Scott Travis robi w pierwszych sekundach "Painkiller") czy też kojarzące się z solowymi dokonaniami Bruce'a Dickinsona, a z drugiej przypomina to kapele grające prostszy progmetal jak np. Royal Hunt czy Vanden Plas. Muzyka jest dość dynamiczna, pełna ekspresji i melodyjna, ale zdecydowanie na sposób heavy, a nie powermetalowy. W rolach głównych bez dwóch zdań mamy gitary. Chwytliwe riffy, znakomite i rozbudowane solówki, podkłady na przemian melodyjne i zagęszczone, fajne pojedynki. No i wspaniale heavymetalowy wokal Tima Moody'ego, którego głos i maniera wokalna to swoiste połączenie Bruce'a Dickinsona z Matthew Barlowem (ex-Iced Earth). Efekt doprawdy znakomity, a nagrania takie jak "Out Of Control", "Miles Beyond", "Vlad The Impaler", "The Spaniard" czy "Hail The King" z miejsca porywają energią i powodują, że do płyty wraca się z przyjemnością.

"Miles Beyond" nie jest może niczym odkrywczym, a chwilami sam zespół do złudzenia przypomina wspomniane powyżej kapele (szczególnie Dziewicę!), ale może na kolejnych płytach Amerykanie nieco odważniej poszukają własnej drogi? Czego im i sobie życzę. A jak na razie jest naprawdę dobrze.

Komentarze
Dodaj komentarz »