zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku wtorek, 2 czerwca 2020

recenzja: Nazareth "Hair Of The Dog"

15.06.2009  autor: Meloman
okładka płyty
Nazwa zespołu: Nazareth
Tytuł płyty: "Hair Of The Dog"
Utwory: Hair Of The Dog; Miss Misery; Guilty; Changin' Times; Beggar's Day / Rose In The Heather; Whiskey Drinkin' Woman; Please Don't Judas Me
Wykonawcy: Dan McCafferty - wokal; Manny Charlton - gitara, syntezatory; Pete Agnew - gitara basowa; Darrell Sweet - instrumenty perkusyjne
Wydawcy: Mooncrest, Snapper Music
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 10

Jest rok 1975, późna wiosna. Za oknami widać soczystą zieleń drzew. Przyroda już dawno zapomniała o zimie. Ptaki śpiewają jak szalone i cieszą się z życia w ciepły słoneczny dzień.

Na talerz gramofonu polskiej marki kładę czarną winylową płytę. Na niej nalepka z nazwą zespołu Nazareth i tytułem "Hair Of The Dog". Cóż to może oznaczać? "Sierść Psa"? Ale o tym później. Do tej pory słyszałem jakieś pojedyncze nagrania tej szkockiej grupy, lecz jeszcze nie natknąłem się na cały album. To nie takie proste. Przecież mamy lata siedemdziesiąte.

Na początku charakterystyczny szum i lekkie trzaski obracającej się płyty. Od razu uderza energiczny riff gitarowy tytułowego utworu, który rozpoczyna krążek. Do tego chrypliwy głos wokalisty i niezwykle dźwięcznie grzmiąca perkusja. Ale to dopiero namiastka mocnych wrażeń. Bo w "Miss Misery" głos Dana McCafferty przechodzi w zupełne "darcie gęby", a brzmienia gitary świdrują mózg i całe szczęście, że w następnym kawałku - "Gilty" - zespół wyraźnie zwalnia. Lecz jak się okazuje, jest to tylko cisza przed burzą, czyli przed "Changin' Times". Nie wiem, czy on ma gardło ze stali, czy jakiegoś szlachetniejszego kruszcu - ale po wyśpiewaniu tego numeru powinien stracić głos. Gitarzysta i sekcja rytmiczna też dokładają do pieca, ile się zmieści. I ten fantastycznie rozkręcający się finał!

Kończy się pierwsza strona płyty. Trzeba przełożyć czarne kółko na "side B" i znowu umieścić igłę na początku rowków. Trochę trzasków i już słuchamy pierwszego na tej stronie dynamicznego "Beggar's Day" (znowu ciężko, ostro i chrypliwie), który przechodzi płynnie w śliczną instrumentalną balladę "Rose In The Heather", gdzie słyszymy jakby lekko przesterowane tony w solówkach Charltona. Ostatnie dwa utwory są niejako z innej bajki. Pierwszy z nich to łagodny "Whiskey Drinkin' Woman", z połamanym bluesowym rytmem i jako ostatni, prawie dziesięciominutowy "Please Don't Judas Me", tłumaczony jako "Nie Zdradź Mnie" lub "Nie Bądź Mym Judaszem". Bardzo spokojny, z powoli i majestatycznie rozwijającym się głównym tematem, który stopniowo nabiera coraz większej mocy i w końcówce wybrzmiewa umykając jakby gdzieś w obłoki. Wreszcie igła dochodzi do czarnego gładkiego pola, zjeżdża jeszcze dalej, a to oznacza niestety koniec słuchania.

Jest rok 2009, również późna wiosna. Za oknami też zielono i wesoło. Tylko temperatury mamy zdecydowanie jesienne. Patrzę właśnie na zremasterowaną, pięknie wydaną kompaktową wersję tego albumu, którą zamówiłem przez internet i oczywiście wysłuchałem z odtwarzacza CD z wielką radością. Na płycie zamieszczono także jakieś dodatkowe piosenki. Ale nie będę o nich pisał - bo są tutaj według mnie zupełnie niepotrzebne.

Wtedy nie wiedziałem, że początkowo zespół zamierzał zatytułować to wydawnictwo "Son Of Bitch", lecz nie zgodziła się na to wytwórnia. Zresztą w tekście nagrania tytułowego to zdanie w refrenie pozostało. A skąd "Hair Of The Dog"? To gra słów. Bo "heir of the dog" w języku angielskim oznacza to samo co "son of bitch". Zmiana jednej litery dla kamuflażu - i już nikt się nie czepiał.

Nie potrafię inaczej opisać tej płyty, za dobrze ją znam. Te dźwięki (zresztą nie tylko te...) są po prostu we mnie. A przecież tyle od tego czasu wydarzyło się w świecie muzycznym. Lecz wszystko kołem się toczy i powraca. Jedna z ważniejszych, może trochę zapomnianych płyt hard rocka z połowy lat siedemdziesiątych. Zdecydowanie najlepsza pozycja w dyskografii Nazareth. Lektura obowiązkowa - do wykucia na blachę. Dziesięć punktów na dziesięć możliwych.

Komentarze
Dodaj komentarz »
O tak !!!
becik (gość, IP: 86.41.66.*), 2009-06-17 22:37:06 | odpowiedz | zgłoś
Zdecydowanie jeden z najlepszych albumów w historii rocka i wszystkich styli z nim związanych :)
re: O tak !!!
Pumciuś (gość, IP: 80.55.193.*), 2017-07-20 13:53:32 | odpowiedz | zgłoś
no niestety styl. Hair of the Dog jest świetne ale niestety następne pokolenia tego stylu to niestety wioska, czyt.Bon Jovi, Winger, Guns'n Roses. Choć już Love Hurts to już pierwsza wioska tego stylu
Please Don't Judas Me
deathin june (gość, IP: 145.237.95.*), 2009-06-16 12:03:09 | odpowiedz | zgłoś
arcygenialny kawałek, dobrze że przypominacie, trzeba sobie odświeżyć!
10/10
Tomasz Pastuch
Tomasz Pastuch (wyślij pw), 2009-06-16 09:22:04 | odpowiedz | zgłoś
Zgadzam się w 200% z oceną!.
Super album.
Polecam!
tjarb (wyślij pw), 2009-06-16 00:28:34 | odpowiedz | zgłoś
O jaka zacna płyta doczekała się recenzji! Zdecydowanie jeden z najciekawszych, hardrockowych albumów lat 70. Polecam!
2
Starsze »

Oceń płytę:

Aktualna ocena (131 głosów):

 
 
84%
+ -
Jak oceniasz płytę?

Materiały dotyczące zespołu

Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje

All My Life "All My Life"
- autor: RJF

Metallica "Death Magnetic"
- autor: Ugluk

Behemoth "Evangelion"
- autor: Megakruk
- autor: Kępol

Hawkwind "Doremi Fasol Latido"
- autor: Tomasz Pastuch

Heaven And Hell "The Devil You Know"
- autor: Paweł Filipczyk
- autor: tjarb

Napisz recenzję

Piszesz ciekawe recenzje płyt? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Czy potrafisz rozpoznać dźwięk flażoletów?